KONSTYTUTY POLECAJĄ: NAJCIEKAWSZE ZAGRANICZNE ARTYKUŁY STYCZNIA/LUTEGO 2020

CZAS PRZECZYTANIA TEKSTU: 11 minut(y) / READING TIME: 11 minutes

W okresie wskazanym w tytule nowe wydania zanotowało 25 periodyków naukowych z zakresu prawa konstytucyjnego i nauk politycznych. Wybrałem artykuły z 16 z nich.

W styczniowym wydaniu „COMPARATIVE POLITICAL STUDIES” (Volume 53 Issue 1) moją uwagę zwrócił tekst poświęcony problemowi wykorzystywania zgromadzeń przez rządy autorytarne w celu zamanifestowania masowego poparcia dla swoich działań („Pulling the Strings? The Strategic Use of Pro-Government Mobilization in Authoritarian Regimes„). Instytucja wolności zgromadzeń kojarzy się raczej z działalnością pro-demokratyczną, w tym — z protestami przeciwko reżimom autorytarnym i ich nadużyciom, niż ze wsparciem dla tych ostatnich. Okazuje się jednak, że z instytucji zgromadzeń publicznych korzystają szeroko również rządy autorytarne. Temat ten jest nadal słabo zbadany w literaturze naukowej. Autorzy na podstawie szerokiego zestawu zebranych danych o różnego rodzaju zgromadzeniach i wiecach zorganizowanych  na całym świecie w latach 2003–2015 w państwach o reżimach autorytarnych, odtworzyli charakterystyczne wzorce. Okazało się m.in., że mobilizacja inicjowana przez rządy autorytarne jest szczególnie intensywna w okresach dużej mobilizacji pro-demokratycznej opozycji, kiedy znacząco wzrasta ryzyko zamachu stanu oraz przed zbliżającymi się wyborami.

W najnowszym numerze „CUESTIONES CONSTITUCIONALES. REVISTA MEXICANA DE DERECHO CONSTITUCIONAL” (Nr 24) moje zainteresowanie wzbudziły dwa teksty. Pierwszy („Regulación legal de las encuestas electorales: análisis teórico y comparado„) poświęcony jest problemowi regulacji prawnej sondaży wyborczych. Na podstawie analizy porównawczej regulacji prawnych obowiązujących w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, Hiszpanii, Francji, Kolumbii i Chile, autorzy prezentują różne podejście ustawodawcy do problemu publikowania wyników sondaży wyborczych w okresie kampanii wyborczej oraz przedstawiają własne wnioski i rekomendacje. Poddane analizie regulacje prawne prezentują szeroką gamę rozwiązań dotyczących sondaży (przed)wyborczych — od rozwiązań najczęściej spotykanych, a więc przewidujących pełne dopuszczenie ich publikacji (brak zakazów i ograniczeń) przez nałożenie obowiązku szczegółowego poinformowania o zastosowanej metodologii (charakterystyka i liczebność respondentów, treść zadanych pytań, granice błędu statystycznego, data przeprowadzenia sondażu), aby umożliwić wyborcy właściwą interpretację wyników sondażu, aż po ustanowienie czasowego zakazu publikacji jakichkolwiek wyników sondaży (na ogół przez krótki czas przed dniem wyborów). Autorzy zauważają, że rozwiązanie nakładające obowiązek opatrzenia wyników sondażu odpowiednimi informacjami o ich metodologii ingeruje w  wolność słowa i prawo dostępu do informacji, ale w mniejszym stopniu niż czasowy zakaz publikowania sondaży. A jednak ten drugi środek — także ma swoje zalety. Wbrew popularnej tezie zwolenników pełnej wolności wypowiedzi w czasie kampanii wyborczej, którzy uważają, że „z wolnej konkurencji między informacjami wlewanymi do przestrzeni publicznej wyłoni się prawda” — sondaże wyborcze mogą mieć negatywny wpływ na wyborcę jako narzędzie manipulacji lub chociaż narzucania określonych tematów w debacie. Autorzy zdecydowanie popierają poddanie sondaży wyborczych regulacji prawnej, aby wykorzystać ich niewątpliwie zalety, a jednocześnie zminimalizować ich potencjalnie niebezpieczny wpływ na decyzję wyborców.
Drugi tekst („La revocatoria de mandato a nivel subnacional en Argentina: normativa y casos”) dotyczy instytucji recall (revocatoria de mandato) w Argentynie. W szerokiej analizie tej ciekawej instytucji demokracji bezpośredniej, autorka zwraca uwagę na fakt, że w Argentynie występuje ona tylko na poziomie lokalnym i nie ma regulacji prawnej w krajowej konstytucji. Konsekwencją jest mnogość i różnorodność jej form. Utrudnia to znacząco opracowanie analizy porównawczej. Prezentowany artykuł jest pierwszym tego typu, szczegółowym opracowaniem tego tematu w literaturze. Niestety, wnioski autorki nie są zbyt optymistyczne. Różnorodność rozwiązań zastosowanych w regulacjach prawnych recall zastosowana w poszczególnych regionach Argentyny, a jednocześnie brak regulacji w nadrzędnej konstytucji utrudnia wypracowanie rozwiązań wzorcowych, które mogłyby wpłynąć na stworzenie optymalnej regulacji. Sprawia to, że pod adresem poszczególnym rozwiązań można zgłosić zastrzeżenia, co ułatwia zadanie osobom sprawującym funkcje publiczne poddanym procedurze recall. Autorka prezentuje przypadki skutecznego zablokowania takiej procedury przez sądy na podstawie zarzutu niezgodności jego podstawy prawnej z aktami wyższego rzędu. Krytyce poddano także szczegółowe rozwiązania prawne, które ustanawiają wymogi bardzo trudne do spełnienia, przez co znacząco obniżają się szanse na zainicjowanie i skuteczne przeprowadzenie procedury recall. W niektórych regionach Argentyny możliwe jest także uruchomienie  recall z inicjatywy polityków, a nie (tylko) obywateli. W ostatecznym rozrachunku fakty te znacząco osłabiają znaczenie recall jako instytucji demokracji bezpośredniej i narzędzie obywatelskiej kontroli nad osobami sprawującymi władzę.

W najnowszym numerze „DUKE JOURNAL OF CONSTITUTIONAL LAW & PUBLIC POLICY” (vol. 15) od razu przykuł moją uwagę (ze względu na tytuł) artykuł „Żegnajcie zdania odrębne” („Goodbye to Concurring Opinions„). Jak pisze autorka: Orzeczenia Sądu Najwyższego są zbyt długie. I zbyt zatomizowane, przez co często niejasne. Winę ponoszą w dużej mierze zdania odrębne, szczególnie w formie zdań alternatywnych. Dzisiejsi sędziowie są bardziej skłonni do publikowania zdań odrębnych niż ich poprzednicy. Chociaż nie chcą czytać długich pozwów, to wykazują skłonność do publikowania długich wyroków. Tymczasem, zdaniem autorki, mamy prawo żądać od sędziów i od prawa — maksymalnej klarowności. Z tego powodu powinno się całkowicie zakazać publikowania zdań odrębnych, które stwarzają liczne problemy dla sędziów, prawników, studentów prawa i zwykłych obywateli. Zdaniem autorki powody publikowania zdań odrębnych są różne, ale najrzadziej  podyktowane przez ego, politykę, kancelarie prawne, celebrytów, chęć bycia częścią legalnej „rozmowy” lub odmowy przyjęcia, że ​​konkretne podejście wymiaru sprawiedliwości nie zgromadziło wystarczającej liczby głosów, by służyć jako opinia większości, powinny one przerwać. Powrót do poważnych opinii stwarza ryzyko instytucjonalne. Rzadko zbieżne opinie stają się przyszłym prawem. Niewiele zyskuje się dzięki zbieżnym opiniom. Czas odrzucić mit, że opinia dodatkowa stanie się pewnego dnia wiążącym precedensem. To rzadko się zdarza. A regularne koszty nie są warte rzadkich zalet. Moja teza jest prosta: czas pożegnać się ze zgodnymi opiniami. ”Oczywiście takie ekstremalne podejście musi budzić zastrzeżenia, ale trzeba przyznać, że autor ma przynajmniej częściowo rację.

Lutowe wydanie „STATUTE LAW REVIEW”  zawiera bardzo interesujący artykuł („The Virtues of Sunset Clauses in Relation to Constitutional Authority”) poświęcony problematyce tzw. „klauzul wygaśnięcia”. Autor analizuje użyteczność takich klauzul w trzech przypadkach: po pierwsze, gdy następuje czasowe przekazanie władzy innemu podmiotowi; po drugie, gdy organ wbrew obowiązkowi nie wykonuje swoich kompetencji i po trzecie, kiedy ma zostać czasowo ustanowiony nowy organ władzy. W przypadku przekazania uprawnień z zastrzeżeniem klauzuli wygaśnięcia, o ile ich przekazanie nie zostanie zgodnie z prawem wydłużone, klauzula wygaśnięcia sprawia, że wygasną one wyznaczonym terminie. W praktyce korzyści wynikające z ustanowienia klauzuli wygaśnięcia są dwojakie. Po pierwsze, taka klauzula minimalizuje ryzyko nadużycia władzy przez organ, któremu władzę przekazano. Po drugie, klauzula wzmacnia poczucie pewności prawa określając ścisły harmonogram przekazania władzy. W przypadku problemu bezczynności organu, klauzula wygaśnięcia stanowi istotną zachętę do działania lub remedium na bezczynność. Wreszcie, w przypadku tworzenia nowego organu — czasowo lub eksperymentalnie, klauzula wygaśnięcia może stanowić zabezpieczenie przez ryzykiem zaburzenia spójności władzy i jej podziału. Początki klauzuli wygaśnięcia w prawie angielskim są związane ze zmianą statutu Yorku z 1335 r. Później były one wielokrotnie używane, co jest sprzeczne z powszechnym przekonaniem o jej rzadkości i wyjątkowości. Autor zauważa między innymi, że klauzula wygaśnięcia jest przydatna jako dodatkowa gwarancja w przypadku decyzji o czasowym ograniczeniu praw jednostki w stanach nadzwyczajnych. Co ciekawe, w przeszłości były one również używane (pod różnymi pretekstami) w normalnych czasach, co już powinno budzić wątpliwości i rezerwę. Niewątpliwą zaletą klauzuli wygaśnięcia i ich tymczasowego charakteru jest konieczność ponownego uregulowania danego problemu po upływie przewidzianego w nich okresu. Należy jednak pamiętać, że może to stanowić dodatkowe obciążenie dla parlamentu. Chociaż dobrze nadają się do eksperymentów z nowatorskimi rozwiązaniami, a także – w pewnym stopniu – z ulepszeniem ustanowionych nowych instytucji instytucjonalnych, z pewnością należy je stosować w sposób umiarkowany.

W jaki sposób władza może podporządkować sobie rynek medialny, wzmacniając przychylne sobie media lub skłaniając do takiej przychylności, a jednocześnie marginalizując, a nawet doprowadzając do upadku media krytycznie oceniające politykę władz? — odpowiadają na przykładzie Węgier autorzy artykułu „State advertising as an instrument of transformation of the media market in Hungary” na łamach najnowszego wydania „EAST EUROPEAN POLITICS” (Volume 36, Issue 1). Okazuje się, że bardzo skutecznym narzędziem są reklamy zlecane wybranym mediom przez instytucje państwowe oraz firmy państwowe, a także firmy należące do osób powiązanych z władzami. Jednocześnie — rząd i jego sojusznicy w ogóle nie wykupują reklam w mediach opozycyjnych wobec władzy. Co ważne, kryterium wyboru medium (gazety, telewizji, portalu internetowego, czy radia) ma wyłącznie polityczny charakter. Nie ma znaczenia ani zasięg medium elektronicznego, ani nakład czasopisma. Węgierski rynek medialny już odzwierciedla efekty tej praktyki.

W lutowym wydaniu „AMERICAN POLITICAL SCIENCE REVIEW” (Volume 114, Issue 1) nie mogłem przeoczyć artykułu poświęconego lobbingowi. Moją uwagę przykuł  tekst zatytułowany „Exit Strategy: Career Concerns and Revolving Doors in Congress”. Jak stwierdzają autorzy — większość badań dotyczących problemu tzw. drzwi obrotowych koncentruje się na działalności dawnych parlamentarzystów i urzędników już po zakończeniu przez nich kariery w organach władzy. Mało uwagi poświęca się temu, czy u takich osób można zauważyć zachowania motywowane chęcią dołączenia do grona lobbystów, mające miejsce jeszcze w czasie zatrudnienia w instytucjach publicznych. Badania objęły członków personelu amerykańskiego Kongresmana. Okazało się, że ci z nich, którzy znaleźli później zatrudnienie w firmach lobbingowych, wykazywali skłonność do zaprezentowania rynkowi lobbingowemu swoich umiejętności legislacyjnych i zdolności do wpływania na kształtowanie się polityki w Kongresie. Takie osoby wywierały wpływ na aktywność legislacyjną członków Kongresu, szczególnie w ostatnich latach ich pracy w Kongresie (pod koniec kadencji). W efekcie można było zauważyć z jednej strony wzrost inicjatyw ustawodawczych kongresmanów, dla których pracowali, szczególnie w dziedzinie zdrowia i handlu (tematy najbardziej interesujące klientów w branży lobbystycznej), a także ułatwiali dostęp lobbystów do Kongresu. Ustalenia te są szczególnie istotne zarówno dla badaczy praktyk lobbingowych, jak również autorów optymalnej regulacji prawnej lobbingu.

„Czy burmistrzowie ubiegają się o wybór na wyższe urzędy państwowe?” („Do Mayors Run for Higher Office?”) pytają autorzy artykułu w najnowszym numerze „AMERICAN POLITICS RESEARCH” (Volume 48 Issue 1) i odpowiadają: tak, choć bardzo niewielu. Konkluzje badań ogłoszonych w artykule opierają się o analizę danych z 200 dużych miast Stanów Zjednoczonych oraz ankiet. Urząd burmistrza jest potencjalnie trampoliną do ogólnokrajowej, czy chociażby stanowej  kariery politycznej, a jednak tylko jedna piąta burmistrzów kiedykolwiek startowała w wyborach na taki urząd. Autorzy próbują odpowiedzieć na pytanie o przyczyny tego zjawiska – przywołując powody o charakterze ideologicznym, instytucjonalnym i związanym z prawem i praktyką wyborczą. Istnieje wiele wyjaśnień opisanego stanu rzeczy – od preferencji dla polityki miejskiej i sprawowania urzędu o charakterze wykonawczym, przez usytuowanie geograficzne miasta, z którego wywodzi się burmistrz, niechęć do fundraisingu oraz do krótkich kadencji (konieczności częstego ponawiania kandydowania w wyborach), czy permanentnego sporu politycznego.Wszystko to sprawia, że szczególnie mandat w Izbie Reprezentantów jest dla amerykańskich burmistrzów nieatrakcyjną opcją. Ważnym powodem niskiego zainteresowania burmistrzów w USA karierą w najwyższych organach państwowych jest również fakt, że urząd burmistrza jest znacznie bardziej atrakcyjny niż jakikolwiek inny urząd, po który burmistrzowie mogliby sięgnąć zgodnie z obowiązującym prawem wyborczym.

Na łamach „REVUE DU DROIT PUBLIC” (Nr 1/2020) niezwykle interesujący artykuł („Le statut juridique et patrimonial des tertres funéraires impériaux au Japon„) dotyczący skomplikowanego dziedzictwa cesarskich mauzoleów w Japonii. Kwestia ta — jak stwierdza sam autor — łączy problematykę badań nauk humanistycznych i społecznych: historii i antropologii religii, filologii, prawa publicznego oraz archeologii. 6 lipca 2019 r. UNESCO postanowiło zaklasyfikować wszystkie nekropolie pogrzebowe Mozu-Furuichi jako Światowe Dziedzictwo: 49 kofunów (kopców pogrzebowych), w tym 29 cesarskich grobów i pochówków, dołączając w ten sposób do dwudziestu dwóch japońskich miejsc już wyróżnionych przez tę organizację międzynarodową. Autor analizuje liczne prawne aspekty problemu — od skomplikowanych kwestii własnościowych, czy administracyjnych oraz ustrojowych. Opiekę nad nekropoliami sprawuje Dom Cesarski, jedyna dziedziczna instytucja japońskiego prawa konstytucyjnego, poprzez rządową agencję Domu Cesarskiego, podporządkowaną po 1945 r. Premierowi Japonii. Krytycy uważają ją za reinkarnację dawnego, imperialnego ministerstwa Domu Cesarskiego. Działalność agencji jest finansowana z budżetu państwa. Cesarskie nekropolie pogrzebowe są bardzo silnym symbolem tożsamości Japonii i ciągłości jej historii, ale także silnym symbolem religijnym. — co od lat stwarza bardzo delikatną i wieloznaczną sytuację, szczególnie w aspekcie powojennego  procesu demokratyzacji Japonii i zrywania z imperialną przeszłością, ale także na gruncie konstytucyjnej zasady rozdziału państwa i religii. Artykuł pokazuje liczne ciekawe aspekty tego problemu.

Zanim nastąpi finał tej edycji przeglądu — jeszcze krótko o dwóch artykułach dotyczących wyborów — z dwóch innych czasopism.

Autorzy artykułu pt. „Who votes for new parties? Economic voting, political ideology and populist attitudes” w najnowszym wydaniu „WEST EUROPEAN POLITICS” (volume 43, 2020) rozważają (na przykładzie analizy wyborczych osiągnięć dwóch hiszpańskich partii — Ciudadanos i Podemos) jakie są powody, dla których wyborcy oddają swój głos na partie nowe powstałe w warunkach kryzysu ekonomicznego. Okazuje się, że kwestie ekonomiczne są zdecydowanie przeceniane i nie są jedynym powodem poparcia udzielanego „nowym partiom” jako alternatywie dla partii starych, obciążanych odpowiedzialnością za kryzys ekonomiczny. Ważnym czynnikiem, który znacząco wpływa na rezultat wyborczy są populistyczne poglądy wyborców. Nowe partie — bez względu na polityczne zabarwienie swojego programu (prawicowe czy lewicowe) mogą liczyć na głosy wyborców, którzy utożsamiają się z populistycznymi poglądami, takimi jak przekonanie, że społeczeństwo dzieli się na porządnych, zwykłych ludzi i zdegenerowane, skorumpowane elity utożsamiane często z partiami „starymi”. Autorzy zastrzegają, że ich badania objęły tylko jeden kraj i krótki okres czasu i zachęcają do kontynuowania badań przez innych autorów.

Na łamach lutowego „LEGISLATIVE STUDIES QUARTERLY” (volume 45, issue 1) także tekst poświęcony preferencjom wyborczym obywateli. Autorzy artykułu „Class War in the Voting Booth: Bias Against High‐Income Congressional Candidates” dowodzą, że amerykańscy wyborcy biorą pod uwagę to ile zarabiają kandydaci w wyborach do Kongresu. Ciekawy eksperyment polegał na ocenie przez wyborców kandydatów należących do trzech grup — o nieustalonym dochodzie rocznym, o dochodzie w wysokości 75.000 dolarów oraz 3 mln dolarów. Z jednej strony — prawie wszyscy badani stwierdzili, że zarabiający 3 miliony dolarów są znacznie bardziej inteligentni niż kandydaci, których dochody nie zostały podane. Z drugiej strony wielu respondentów oceniła zarabiających 3 miliony dolarów jako mniej uczciwych, mniej troskliwych o dobro obywateli i mniej nadających się do reprezentowania wyborców niż pozostali kandydaci. W efekcie — wielu stwierdziło, że nie zagłosowałoby na kandydata zarabiającego 3 miliony dolarów.

Na koniec tekst „Mexico 2018: An Opportunity for Popular Constitutionalism” z najnowszego wydania „MEXICAN LAW REVIEW” (Volume XII, Number 2), który uważam za najciekawszy w całym odcinku i najbardziej zasługujący na dokładną lekturę. Szczególnie polecam go polskiemu czytelnikowi, ale także  czytelnikom z krajów, które zmieniły kurs z kierunku liberalnego konstytucjonalizmu na konstytucjonalizm nieliberalny, a wręcz — autorytarny. Tekst przeczytałem dwukrotnie i za każdym razem odnalazłem coś godnego uwagi i refleksji. Autor, meksykański konstytucjonalista i teoretyk państwa, opowiada o drodze w częściowo odwrotnym kierunku — czyli od autorytaryzmu z powrotem do konstytucjonalizmu demokratycznego, chociaż już nie liberalnego (który poddaje krytyce), ale — ludowego (popularnego, obywatelskiego). Taką drogę w 2018 r. obrał Meksyk i autorowi wyraźnie zależy, aby z niej nie zszedł i aby ten, w założeniu bardzo interesujący eksperyment, powiódł się. Na początku uzyskujemy przenikliwą, chociaż krótką, charakterystykę procesu stopniowego odchodzenia od konstytucjonalizmu liberalnego do autorytarnego na przykładzie Meksyku. Opis jest bardzo uniwersalny i pozwala na stworzenie modelowej charakterystyki. Autorytaryzm rodzi się i może funkcjonować bez formalnej zmiany konstytucji, w warunkach obowiązywania konstytucji liberalnej. Najpierw władze dokonują jej „nowatorskiej” interpretacji. Następny etap polega na uchwalaniu pozornie drobnych nowelizacji dokonywanych na ogół w bardzo szybkim tempie (zgodnie z formalną procedurą, ale wbrew standardom demokratycznego procesu tworzenia prawa, które powinno następować jawnie, bez pośpiechu i z udziałem szerokiego kręgu interesariuszy) i ogłaszanych jako zmiana w interesie (dla dobra) państwa. Zmiany często dotyczą katalogu praw człowieka i są reklamowane jako służące dobru najbardziej dyskryminowanych kręgów społeczeństwa. Rządzący działają w formalnych ramach konstytucji liberalnej, ale stosują jej wykładnię ściśle służącą ich interesom, często i celowo — wybiórczą i fragmentaryczną. Co istotne, są pobawieni przekonania o potrzebie samoograniczania się władzy, ale wręcz przeciwnie — są przekonani o swoim prawie do czynienia korzyści ze zdobytej władzy. Jednocześnie, uzasadnienia decyzji podawane do publicznej wiadomości bazują przede wszystkim na emocjach, a dopiero w drugim rzędzie (lub w ogóle) — na przesłankach racjonalnych. Zdaniem autora — jeżeli dobrze je odczytuję — sposobem na uzdrowienie sytuacji nie jest powrót do konstytucjonalizmu liberalnego, który ma zawsze charakter elitarny, zależny od opinii prorządowych ekspertów i decyzji technokratów. Taki powrót, jeżeli nawet nastąpi — będzie tylko krótkotrwały. Ponowny zwrot w kierunku autorytarnym będzie tylko kwestią czasu. Właściwym rozwiązaniem jest zwrot w kierunku konstytucjonalizmu ludowego (lepsza nazwa: obywatelskiego) przewidującego szerokie zaangażowanie obywateli w debatę na temat konstytucji, jej interpretacji i stosowania, obejmujące także decyzje sądów i trybunałów, decyzje władzy wykonawczej i oczywiście — decyzje władzy ustawodawczej. Wypowiedzi i interpretacje obywateli mogą być i zapewne będą częściowo błędne — ale takie też bywają decyzje sędziów, ministrów czy parlamentów. Ważne jest, aby od początku nowy system powstawał przy możliwie szerokim i centralnym udziale obywateli, licznych debatach i deliberacjach. Tylko w ten sposób obywatele są w stanie wziąć odpowiedzialność za państwo i za jego konstytucję (własne państwo i własną konstytucję), stanowiąc najlepszą odtrutkę czy szczepionkę na autorytarne skłonności, które posiada potencjalnie każda władza. Szczególną rolę autor przypisuje naukowcom, w tym prawnikom konstytucjonalistom, którzy powinni wziąć aktywny udział w edukacji prawnej i konstytucyjnej społeczeństwa.

Do postaci Carla Schmitta pośrednio odwołuje się także tekst na łamach „GERMAN LAW REVIEW” (styczeń 2020). W ostatnich latach w krajobrazie instytucjonalnym pojawił się nowy byt: „Sąd Schmitelsenowski”. Ten sąd jest rezultatem połączenia poglądów prezentowanych przez Hansa Kelsena i Carla Schmitta w słynnej debacie nad tożsamością instytucjonalną „strażnika konstytucji” w latach republiki weimarskiej. Strażnik Schmitelsenowski jest sądem realizującym wizję Trybunału Konstytucyjnego jako strażnika konstytucji. Niemniej jednak posiada on misję, środki do jej realizacji i źródło legitymizacji, które Schmitt przewidział dla prezydenta jako strażnika konstytucji. Artykuł koncentruje się na źródle legitymacji sądu Schmitelsenowskiego, które znacznie różni się od tradycyjnego źródła legitymacji sądowej, które Kelsen przewidział dla strażnika konstytucji. Podczas gdy Kelsen postrzegał wiedzę prawniczą jako źródło legitymizacji strażnika konstytucji, Schmitt wskazywał na poparcie publiczne. Na gruncie analizy stanowisk obu prawników autor wyjaśnia, dlaczego dla Sądu Schmitelsenowskiego ważne jest właśnie wykorzystanie publicznego poparcia jako źródła legitymizacji. Na podstawie trzech studiów przypadków autor ukazuje na czym polega model Sądu Schmitelsenowskiego. W USA Alexander Hamilton – w „The Federalist” nr 78 – użył pojęcia strażnika konstytucji na długo przed Schmittem i Kelsenem. Wskazał sądownictwo jako optymalnego strażnika konstytucji, a wiedzę ekspercką jego źródło jego legitymizacji. Pozostałe dwa przykłady Sądu Schmitelsenowskiego to izraelski Sąd Najwyższy i Europejski Trybunał Praw Człowieka. Znaczenie tych dwóch ostatnich sądów wynika nie tylko z przyjęcia przez nich rozumienia legitymacji sądowej typowej dla Schmitelsenowskiego Sądu, ale także z silnego wpływu lekcji płynących z historii republiki weimarskiej na ich ewolucję w kierunku strażnika konstytucji a’la Schmit/Kelsen.

Ten wpis został opublikowany w kategorii PRZEGLĄD PERIODYKÓW NAUKOWYCH i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.