O ściąganiu na studiach prawniczych w USA.

CZAS PRZECZYTANIA TEKSTU: 10 minut(y) / READING TIME: 10 minutes

examKilka dni temu na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Gdańskiego rozpoczęła się sesja egzaminacyjna. To właściwy moment, aby poruszyć wstydliwy temat ściągania.

20 maja 2004 r. Jego Magnificencja Rektor UG wydał pismo okólne (2/R/04) w sprawie zjawiska nieuczciwości egzaminacyjnej. Przytaczam jego treść w całości:

W interesie większości rzetelnie studiującej braci studenckiej, w celu poszanowania zasad uczciwej konkurencji i prestiżu Uczelni, wyrażam wolę podjęcia zdecydowanych działań zmierzających do wyeliminowania zjawiska ściągania na zaliczeniach i egzaminach.
Nasza Uczelnia pragnie zapewniać studiującym jasne i uczciwe reguły egzaminacyjne. Zobowiązuję nauczycieli akademickich UG do odsunięcia od zdawania egzaminu bez dodatkowego ostrzeżenia studenta, który dopuszcza się jakiejkolwiek formy ściągania. Osoba naruszająca dobre obyczaje akademickie i osiągająca w sposób nieuczciwy korzyść, winna otrzymać ocenę niedostateczną z egzaminu (zaliczenia), z powiadomieniem dziekana macierzystego wydziału.
Wyrażam przekonanie, że zjawisko ściągania nie jest powszechne, zaś nasza Uczelnia jako znaczący Uniwersytet w Polsce odcina się od wszelkich zjawisk nieuczciwości egzaminacyjnej. Zwracam się z apelem do wszystkich członków naszej społeczności akademickiej o współpracę w zakresie szeroko pojętej kontroli przebiegu egzaminów i zaliczeń.

O ściąganiu w Radio Gdańsk 5.2.2015 – zapis AUDIO u dołu strony (od 18:45 min.)

Jak widać, władze uczelni napiętnowały ściąganie, a nawet upoważniły nauczycieli akademickich do wdrożenia drastycznych środków represyjnych. Słuszność opinii o szkodliwości zjawiska nieuczciwości egzaminacyjnej – szczególnie na wydziale prawa – nie ulega najmniejszej wątpliwości.

A jednak fakt, że istnieje ono od wieków i nadal występuje, skłania do zadania pytania o przyczyny. Drugą istotną kwestią jest problem profilaktyki nieuczciwości egzaminacyjnej. Milczy o niej pismo Pana Rektora, chociaż zapewne i w tym wypadku sprawdza się hipokratejska mądrość, że „lepiej zapobiegać niż leczyć”. Obu zagadnieniom – przyczyn i profilaktyki – poświęcę nieco uwagi w tym szkicu, licząc jak zwykle na głosy Czytelników.

W USA nikt nie ściąga – prawda czy mit?

Panuje przekonanie, że „w Ameryce nie ściągają”. Rzekomo tylko w naszej części świata ściąganie jest powszechne, a nawet postrzega się je w kategoriach życiowej zaradności. Niestety, w Ameryce i na zachodzie Europy studenci też ściągają, chociaż w Stanach proceder ten nie jest określany tak eufemistycznie jak u nas. Amerykańskie ściąganie to cheating, czyli po prostu oszustwo. Osobę ściągającą określa się jako cheatera, czyli właśnie oszusta, a jego czyn jako „niesportowy, brudny, niegodny, niehonorowy”. Jednoznaczność oceny samego procederu nie wpływa niestety znacząco na jego skalę. Przyjrzyjmy się wynikom amerykańskich badań, ponieważ przynajmniej część wniosków płynących z tamtejszych badań wydaje się wyjątkowo pasować do naszej rzeczywistości.

75% amerykańskich licealistów przyznała się do różnych form ściągania

Dotychczasowa wiedza na ten temat prezentowała zjawisko ściągania jako stygmatyzowane i dotyczące głównie uczniów słabych. Typowy cheater bał się złapania i wstydliwie ukrywał swoje zachowanie z obawy przed potępieniem przez kolegów. Dzisiaj wszystko uległo zmianie. Ściągają nieomal wszyscy, a głównie najlepsi uczniowie, którzy mają nie tylko wiele do stracenia, ale także do zyskania w wyścigu o najlepsze stopnie. Konkurencja o miejsce na prestiżowych uczelniach osiągnęła rekordowe rozmiary. Stosunek do ściągania także się zmienił. Skoro ściągają nieomal wszyscy, w tym ci najlepsi – nie ma już mowy o stygmatyzacji.

Badania przeprowadzone w 2005 r. przez Duke University wykazały, że ok. 75% amerykańskich licealistów przyznała się do różnych form ściągania. Kiedy pytanie objęło spisanie prac zadawanych do domu – odsetek sięgnął 90%!. D. Clark Pope z Uniwersytetu Yale, autorka książki o wiele mówiącym tytule Jak stworzyliśmy pokolenie zestresowanych, materialistycznych i niedouczonych studentów, twierdzi, że ok. 80% najlepszych uczniów oszukuje.

Zjawisko to nie omija najbardziej prestiżowych uczelni. W roku akademickim 2012/13 Uniwersytetem Harvarda wstrząsnął skandal związany ze ściąganiem, który skłonił władze do wdrożenia specjalnych procedur dyscyplinarnych szeroko dyskutowanych, ale także krytykowanych. Zostaną one wprowadzone jesienią 2015 r. (szczegółowy opis i opinie harvardczyków za i przeciw opisano na łamach Harvard Magazine w maju 2014 r.).

Najpopularniejsze w USA formy nieuczciwości studenckiej to:
– przepisywanie od innego studenta (pracy domowej, odpowiedzi z testu etc.);
– plagiat – składanie jako własnej pracy ściągniętej z internetu w całości lub w części, przepisywanie (również w wersji przetworzonej) cudzych tez/wniosków/opinii bez podania źródła i autora;
– wysyłanie sms-em odpowiedzi na pytania osobie zdającej egzamin;
– robienie zdjęcia testowi, aby upowszechnić go w trakcie lub po egzaminie (odpłatnie lub nieodpłatnie);
– uzyskiwanie ww. testów od studentów starszych lat;
– przemycanie na egzamin materiałów ukrytych w różny sposób, np. dopisanych czy doklejonych do dopuszczalnych pomocy (książek, kodeksów, tablic matematycznych itp.), również w formie elektronicznej – np. w pamięci kalkulatora.

Studenci-sportowcy nie zawsze grają fair

65% studentów-sportowców oszukuje na egzaminach

Amerykańskie badania wykazały także podwyższony odsetek ściągających studentów-sportowców. Chociaż ta grupa praktycznie nie występuje na polskich uczelniach, badania sportowców ujawniły interesujące zjawisko mające ogólniejszy charakter. Stypendia sportowe umożliwiają ukończenie studiów (nawet najlepszych uczelni) młodzieży uzdolnionej sportowo, z gorszymi wynikami w nauce, która z tego powodu nie miałaby szans na przyjęcie na studia lub do dobrej szkoły. Sportowcy muszą jednak utrzymać określone minimalne osiągnięcia pozasportowe (naukowe).

Sport był zawsze uważany za kuźnię charakteru i zasad honorowej walki. Tymczasem aż 65% studentów-sportowców oszukuje na egzaminach. Szczegółowe badania wykazały, że nastawione na zwycięstwo „męskie” dyscypliny (football, koszykówka, hokej itp.) skłaniają do zachowań niesportowych. Zwycięstwo za wszelką cenę jest obecnie w cenie o wiele bardziej niż reguły fair-play.

37% studentów-sportowców przyznało, że trenerzy uczyli ich, jak udawać faul, 43% koszykarzy – że uczono ich, jak niezgodnie z przepisami popychać lub zatrzymywać przeciwnika w grze. Młodzi przyznają, że mają niewielkie skrupuły, oszukując, skoro zachęcają ich do tego dorośli.

Lęk – lenistwo – wysoki kredyt studencki

Ściąganie jest tak powszechne, że młodzież nie widzi w nim nic złego. To przygoda, wyzwanie, podniecające doświadczenie. Uniknięcie przyłapania uważa się za dodatkowy sukces. Młodzi ludzie tłumaczą, że oszukują ze względu na ogromną presję i konkurencję w ubieganiu się o przyjęcie do najlepszej uczelni, zwiększenie szans na jej ukończenie, a w efekcie zwiększenie szans na otrzymanie dobrej (dobrze płatnej) pracy.

Porażka to klęska”

Presja rankingów, wymogów stawianych sobie i innym, ocena wartości oparta na wysokości zarobków, średniej ocen, prestiżu ukończonej szkoły popychają ludzi do zachowań dalekich od uczciwości. Istotne znaczenie ma także konieczność spłaty kredytu zaciągniętego na studia. Wysokość czesnego na najlepszych uczelniach prawniczych w USA przekracza 50.000 dolarów rocznie (studia trwają trzy lata).

Studenci podają również jako powody ściągania:
– lęk przed oblaniem egzaminu i koniecznością przystąpienia do poprawki (szczególnie jeżeli jest odpłatna lub grozi wydaleniem ze studiów);
– lęk przed negatywną oceną słabych wyników w nauce;
– utratę korzyści z wysokiej średniej (zwolnienie z egzaminu, stypendium naukowe);
– niemożność sprostania wymogom danego kierunku lub profesora, np. ilości materiału do opanowania;
– lenistwo.

Ilość wymagań i zadań stawianych przed uczniem powoduje, że już na poziomie szkół podstawowych i średnich powstaje praktyka „dywersyfikowania pracy”. Młodzież tworzy sieci znajomych w celu wymiany prac domowych lub ich współpisania. Przekonani (nierzadko słusznie) o niemożności samodzielnego sprostania wszystkim zleconym zadaniom dzielą się pracą, pomimo wyraźnego zastrzeżenia nauczyciela, że praca ma być samodzielna. 60% pytanych uczniów przyznało, że zrobiło tak więcej niż jeden raz, 36% nie uznało tego w ogóle za oszustwo czy ściąganie.

Ogólnospołeczna presja sukcesu wzrasta na poziomie uniwersyteckim. Skoro liczy się końcowy wynik, nie ma miejsca na błąd. Porażka to klęska. Świadomość braku drugiej szansy doprowadza wielu studentów do desperacji. Ściąganie, opłacanie kolegów zdających testy w zastępstwie czy kupowanie gotowych prac semestralnych to już nie tylko wynik lenistwa lub niskich umiejętności tych najsłabszych, ale również efekt bezwzględnej rywalizacji wśród najlepszych i najbardziej ambitnych.

Skrajnym przykładem jest student Wydziału Prawa Duke University, który stał się popularny po tym, jak opublikował w internecie pytanie z egzaminu z prawa konstytucyjnego z prośbą o pomoc w jego rozwiązaniu.

Oceny ważne nie tylko na studiach

W przypadku studiów prawniczych dodatkowych powodem jest znaczenie, jakie odgrywają oceny uzyskane na studiach. W. Chamberlain w tekście opublikowanym w National Law Journal zauważył, że oceny uzyskane przez studentów wydziałów prawa mają znaczenie nawet 10 lat po ich ukończeniu przy ubieganiu się o przyjęcie do prestiżowych kancelarii, na staże i studia podyplomowe.

45% studentów prawa oszukuje

Studia prawnicze są bardzo kosztowne, a pożyczki studenckie trzeba zacząć spłacać już po 2 latach od ukończenia nauki. Kryzys ekonomiczny spowodował, że duże kancelarie oferujące wyższe zarobki zaczęły redukować zatrudnienie, oferując mniej miejsc pracy dla młodych absolwentów studiów prawniczych. W efekcie zawsze wysoka konkurencja stała się wyjątkowo zażarta, a minimalna nawet różnica w średniej ocen ze studiów lub w ocenie końcowej z prawa cywilnego, konstytucyjnego czy karnego może przesądzić o uzyskaniu upragnionej posady, a nawet o pracy w zawodzie.

Presja na studentów prawa wrosła ogromnie, skłaniając wielu do bezpardonowej walki o oceny. Nawet jeżeli oceny ze studiów nie są nigdy głównym kryterium przyjęcia absolwenta do pracy w kancelarii prawniczej, często brane są pod uwagę jako kryterium uzupełniające podczas ostatecznej selekcji najlepszych kandydatów.

Badania Duke University z 2006 r. przeprowadzone na 56 amerykańskich wydziałach prawa wykazały, że 45% studentów prawa oszukuje. Małym pocieszeniem jest fakt, że był to najmniejszy odsetek wśród studentów badanych wydziałów (oszukuje ok. 54% studentów kierunków inżynierskich i 48% kierunków nauczycielskich). Nie lepiej jest na studiach podyplomowych. Według różnych badań do oszukiwania przyznało się od 45% do 56% studentów MBA.

Zmora testów wielokrotnego wyboru

Kolejny problem to popularność testów, czyli sprawdzania wiedzy w formie zestawu pytań i gotowych odpowiedzi. Ich autorzy argumentują, że to najbardziej sprawiedliwa forma sprawdzenia wiedzy. Każdy otrzymuje takie same pytania, każdy jest oceniany wedle idealnie takich samych kryteriów. Nie dodają jednak, na co zwracają uwagę amerykańscy badacze, że testy można najłatwiej i najszybciej sprawdzić, więc chodzi często o ułatwienie sobie zadania przez nauczyciela.

Przygotowanie odpowiednio dużej puli pytań pozwala na coroczne używanie nieomal tych samych testów (wystarczy zmienić kolejność lub dodać kilka procent nowych pytań). Poza tym, test zda łatwiej osoba, która umie to robić. Inni skazani są na porażkę, nawet jeżeli opanowali materiał. Testy są również krytykowane za odtwórczość oraz za błędy formalne i logiczne w pytaniach. Opracowanie testu prawidłowego z punktu widzenia logiki i zasad formalnych nie jest łatwe i wymaga odpowiednich umiejętności, które nie każdy wykładowca posiada.

Zaliczenie testu wielokrotnego wyboru wymaga doskonałego opanowania materiału, ale także poznania poglądów egzaminatora. Młodzież, która kończy szkoły z autorskimi programami, przeżywa szok, kiedy okazuje się, że na studiach nie liczą się własne przemyślenia, oryginalne poglądy czy szeroka wiedza, ale umiejętność bezrefleksyjnego, pamięciowego opanowania określonej partii materiału.

Wspomaganie używkami

Testowe egzaminy generują kolejny problem: wzrost popularności używek i leków wspomagających proces uczenia się (wielogodzinnego „zakuwania” treści). Nagły i zaskakujący wzrost w USA młodzieży ze zdiagnozowanym syndromem problemów z koncentracją jest spowodowany głównie chęcią uzyskania przez uczniów i studentów łatwiejszego i legalnego dostępu do odpowiednich leków, które również zdrowej młodzieży pomagają w osiągnięciu lepszych wyników.

„Oszukuj albo ciebie oszukają”

Konkurencja ze wspomagającymi się farmakologicznie studentami wpływa na sięganie po leki przez innych studentów  i tak powstaje spirala uzależnienia. Istnieje „czarny rynek” używek rozprowadzanych przez studentów i wśród studentów. Mocna kawa i papierosy jako jedyny doping stosowany kiedyś w czasie sesji egzaminacyjnej dawno zostały zdetronizowane przez środki farmakologiczne, które mogą być wstępem do uzależnienia i poważnych kłopotów zdrowotnych.

Studenci przyznają, że typowa jest postawa „oszukuj albo ciebie oszukają„. Uczciwy student, który próbuje na własną rękę, bez używek i bez ściągania konkurować ze wskazaną wyżej sporą grupą młodych ludzi uciekających się do rozmaitych metod oszukiwania jest praktycznie skazany na porażkę. Zawsze wypadnie gorzej, co zwiększa tylko frustrację i skłania z czasem do złamania własnych zasad, żeby dołączyć do większości.

Złe wzory i zwodnicza technologia

30% prac wykazuje podwyższony odsetek skopiowanego tekstu

Technologia:  internet, elektroniczne gadżety, miniaturyzacja wspomaga oszukiwanie. Amerykańskie badania z 2009 r. wykazały, że ok. 35% uczniów użyła do ściągania telefonów komórkowych, a 52% – internetu. Łatwość dostępu do informacji z użyciem coraz trudniej wykrywalnych narzędzi zwiększa szanse na bezkarne oszustwo. Firmy obsługujące programy antyplagiatowe szacują, że ok. 30% testowanych prac wykazuje podwyższony odsetek skopiowanego tekstu.

Kolejnym z wymienianych przez amerykańskich badaczy powodów oszukiwania przez młodzież jest negatywny wzór płynący ze świata dorosłych. Chodzi tutaj zarówno o bombardowanie przez media wiadomościami o kolejnych oszustwach i aferach, jak i o pozytywny wizerunek zaradnego i wzbudzającego sympatię oszusta czy złodzieja w popularnych filmach i serialach. Typ wiernego zasadom, ciężko pracującego na sukces, uczciwego bohatera z trudem przebija się na ekrany kin i telewizorów.

Typ wiernego zasadom, ciężko pracującego na sukces, uczciwego bohatera z trudem przebija się na ekrany kin i telewizorów

Jeden z głównych bohaterów bijącego rekordy popularności serialu prawniczego „Suits”, trzydziestokilkuletni Mike Ross jest oszustem. Wykonuje z powodzeniem zawód prawnika bez ukończonych studiów i egzaminu adwokackiego. Lista jego oszustw jest długa. Przed przyjęciem do pracy w jednej z najlepszych kancelarii w Nowym Jorku dorabiał, zdając za innych egzaminy wstępne i semestralne na studiach prawniczych. Wcześniej został wyrzucony z college’u za sprzedaż pytań egzaminacyjnych.

Nie ściągają czy… nie łapią na ściąganiu?

Wykrywalność oszustów jest niewiarygodnie niska. Amerykanie szacują, że tylko ok. 2% studentów zostaje złapanych na ściąganiu lub innych formach oszukiwania – stąd przekonanie, że „w USA nie ściągają”. Jedynie połowa z nich zostaje ukarana (na Uniwersytecie Harvarda ok. 5% wykrytych przypadków).

Tylko 2% studentów zostaje złapana na ściąganiu

Nowym zjawiskiem w USA są procesy wytaczane przez rodziców szkołom i nauczycielom, którzy wykryli oszustwo i ukarali studenta (sic!). Obawa przed wysokimi odszkodowaniami skłania wielu nauczycieli i szkoły do przymykania oczu. Niż demograficzny i kryzys szkolnictwa skłonił wiele gorszych szkół do liberalizacji wymogów stawianych przed studentami również w zakresie uczciwości egzaminacyjnej. Część szkół stosuje zapobiegawczo wymóg podpisania stosownego oświadczenia rodziców dotyczącego potępienia zjawiska nieuczciwości egzaminacyjnej.

Warto dodać, że obok sytuacji przymykania oczu na oszustwa zdarzają się także przypadki, w których szkoła reaguje „nadgorliwie” (jedną z takich głośnych spraw, które miały finał sądowy, opisuje artykuł z września 2014 r. na portalu AboveTheLaw.com: J. Patrice,  Cheating Scandal Embroils Law School In Federal Lawsuit).

Jak zapobiegać ściąganiu?

Jak widać, wiele zależy od wykładowców. Chociaż nie można zupełnie uwolnić studentów od odpowiedzialności, to wykładowcy odpowiadają w dużej mierze za masowe zjawisko ściągania i w efekcie za spadek jakości wykształcenia. Warto wziąć sobie do serca wyniki amerykańskich badań. Tylko współpraca studentów i wykładowców może doprowadzić do odczuwalnego polepszenia sytuacji. Powinno na tym zależeć obu stronom.

Jak walczyć ze ściąganiem? Jakie środki proponują Amerykanie? Okazuje się, że jest ich całkiem sporo, a do tego prawie nic nie kosztują. Na pewno bez zbiorowego wysiłku opisane tendencje utrzymają się, a nawet będą się nasilać.

Oto przykładowe metody zapobiegania nieuczciwości egzaminacyjnej:
– nie stosować tych samych testów na kolejnych egzaminach (na poprawkach, w kolejnych latach);
– stosować wiele różnych wersji tego samego testu na jednym egzaminie;
– nie ograniczać egzaminu tylko do testu gotowych odpowiedzi; stosować kombinowane sprawdziany i egzaminy – esej, test otwarty, test zamknięty (ewentualnie: uzależniać ocenę końcową od kilku prac różnego typu);
– odseparować studentów w taki sposób, aby nie mogli współpracować, widzieć własnych testów;
– zakazać posiadania przy sobie jakichkolwiek gadżetów elektronicznych: telefonów, smartfonów, tabletów, słuchawek itd.;
– nagrywać kamerą egzamin w celu odtworzenia zapisu;
– wyraźnie zapowiadać przed egzaminem, jakie konsekwencje czekają osobę złapaną, wyraźnie potępiać zjawisko oszustwa;
– stosować surowe sankcje dla ściągających i oszukujących;
– zawrzeć w każdym formularzu egzaminacyjnym oświadczenie studenta, że nie będzie oszukiwał/ściągał, pod rygorem odpowiedniej sankcji, podpisywanego przed przystąpieniem do egzaminu/sprawdzianu;
– opracować w ramach szkoły/wydziału zestaw zasad uczciwego postępowania, który byłby tworzony z udziałem zarówno studentów, jak i wykładowców, aby czuli się dodatkowo zobowiązani do jego przestrzegania.

Korzystałem z następujących źródeł:
– K. D. Butterfield, D. L. McCabe, L. Klebe Trevino, Academic Dishonesty in Graduate Business Programs: Prevalence, Causes, and Proposed Action, „Academy of Management Learning & Education, 2006, Vol. 5, No. 3”,
– D. Callahan, Cheating by Law School Students, www.cheatingculture.com, 4.11.2011.
– D. Clark Pope, Doing School: How We Are Creating a Generation of Stressed-Out, Materialistic and Miseducated Students, New Haven – London 2001.
– R. McMahon, Everybody Does It, „San Francisco Gate”, 6.9.2007
Cheating at School, Lawyers.com
– E Sachar, MBA Students Cheat More Than Other Grad Students, Study Finds, Bloomberg, 26.9.2006.

Dziękuję JL za wskazówki redakcyjne.

Ten wpis został opublikowany w kategorii STUDIA - STUDIOWANIE i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

6 odpowiedzi na O ściąganiu na studiach prawniczych w USA.

  1. 100dent pisze:

    szpiedzy tacy jak my – klasyk 🙂
    do tematu – mysle, ze to kwestia mentalnosci czlowieka. osobiscie przez cale studia ani razu nie sciagalem ( fakt, ze przez to troche wydluzyl sie moj pobyt na WPiA UG :< ). swiadomy prawnik powinien miec "to" wewnetrzne poczucie sprawiedliwosci, ktore zwalcza tego typu pokusy 😉

  2. Joanna Juchniewicz pisze:

    ok, u mnie na uczelni obowiązuje zakaz korzystania z dobrodziejstw techniki ułatwiających ściąganie. Pytanie, czy wiedzą o tym tylko prowadzący, czy również studenci. A walka z tą plagą ściągania wymaga konsekwencji. I mała uwaga do czytających to studentów – pytający nie jest idiotą i z odległości 1,5 m. słyszy i widzi podpowiedzi – chodzi mi o ustne egzaminy i zaliczenia 🙂

  3. Joanna pisze:

    Studiowalam ( 2 x mgr i p/grad) w Australii – sciaganie nie jest norma, i opinia ze sie sciagło w zasadzie przekresla dobre referencje na przyszłość np. zeby dostac dobra prace, opinie w srodowisku. A swiat jest mały. Bardzo duzo zalezy od niepisanych opinii. W Polsce sciaganie promuje sie na wielu plaszczyznach ale w Australii raz zepsuta opinia oznacza wiele niekorzystnych konsekwencji z ktorych tu nie zdaja sobie sprawy „cwaniacy”. A odrobienie zlej opinii… bardzo , bardzo trudne.
    A egzaminy? sa tez takie z tzw otwarta ksiazka ( czyli trzeba wziasc podrecznik na egzamin – sic! ) i czas i pytania sa tak sformułowane ze nie ma czasu na szukanie – tylko sprawdzenie i podanie np. nr ustawy, aktu etc….; plagiat to jest problem ale …..raz zepsuta opinia etc etc
    no i smieszne może ale … prawnicy w Australii nigdy nie przechodza ulicy na czerwonych swiatłach jak leca do sadu … zawsze czekaja na zielone , zwroccie na to uwage, nieważne jak sie spiesza 🙂

  4. noname pisze:

    A co powiecie o nauczycielu który jak był na studiach sam ściągał na studiach przez telefon komórkowy a teraz sam wystawia oceny i jest szanowanym nauczycielem. Cały egzamin siedział ze słuchawką w uchu a mikrofon umieścił pod frotką.
    Teraz wilk pilnuje owieczek :D.
    Z skąd to wiem? Sam mu pomagałem (wtedy udawał mojego najlepszego przyjaciela). A może tak donosik z art. 272 ? 😛
    Co wy na to ?
    … a zresztą po co mi kłopoty?

  5. - pisze:

    np na egzamin z fizyki masz zadania z Mechaniki ..*stopień trudności
    a np w szkole podstawowej ZADANIA które opracowujesz z dziećmi to inny *trudności

  6. Seweryn pisze:

    Moim zdaniem, głównym problemem, jaki powinno się wziąć pod rozwagę jest system edukacji. Jeżeli pytania egzaminacyjne są tak ułożone, że jest się w stanie zdać egzamin za pomocą ukrytego ściągania to gdzie tak właściwie leży problem? W ściąganiu?

    Edukacja w PL to pamięciówa, nikomu nie potrzebna w dzisiejszych czasas. Kiedy ja chodziłem do szkoły było wiele nauczycielskich patologii – uczenie się bez kontekstu na pamięć dat, wierszy, budowy pantofelka… Niestety nic więcej za tym nie szło.

    A jeśli chodzi o rozporządzenie rektora „znacznej uczelni” – zdawałem sobie sprawę, że skoro Gdańsk jest dużym miastem to pewnie posiada własny uniwerek. Ale jak ktoś chce się powoływać na uczelnie zachodnie to proponowałbym dociągnąć z poziomem do tych uczelelni. Wszak, na 500punktowej liście szanghajskiej znajduje się w tym momencie dwie uczelnie z Polski. I to w ostatniej setce. W rankingu 1000 uczelni tych polskich jest trochę więcej. Jednak znaczniejszy polski UG też się tam nie plasuje.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.