RECENZJA KSIĄŻKI: „THE FRENCH REVOLUTION & WHAT WENT WRONG”

CZAS PRZECZYTANIA TEKSTU: 12 minut(y) / READING TIME: 12 minutes

Książkę Stephena Clarke’a „Rewolucja francuska i co poszło nie tak” (Arrow Books, 2019, s. 572) zauważyłem w księgarni „Shakespeare and Company” w czasie wakacyjnej wizyty w Paryżu. Po tym, jak parokrotnie znajdowałem tam książki, które okazywały się świetnym zakupem, odwiedziny tej księgarni stały się obowiązkowym punktem każdej wizyty w stolicy Francji. Szczerze polecam!

Powróćmy jednak do mojego pierwszego spotkania ze Stephenem Clarke’m, a raczej z jego książką. Rzecz o rewolucji francuskiej, napisana przez Anglika, który na dodatek reklamuje się jako autor bestsellera o chwytliwym tytule „1000 lat irytowania Francuzów”. Ręka sama sięgnęła po książkę. Po przeczytaniu kilku pierwszych stron i przekartkowaniu reszty ruszyłem do kasy. Dzisiaj, po przeczytaniu całości, mogę powiedzieć, że to był świetny wybór, a książka od pierwszej do ostatniej strony utrzymuje wysoki poziom merytoryczny. Jest przy tym okraszona świetnym humorem. Autor nie szczędzi sąsiadom zza kanału zlośliwostek i przytyków, nigdy jednak nie przekraczając granic kultury, a często czerpiąc przy tym z pokaźnych pokładów erudycyjnej wiedzy.

Informacja na tylnej okładce doskonale streszcza zamysł autora udatnie zrealizowany w opisywanej książce: „Zgodnie z legendą, w czasie kilku intensywnych tygodni lipca 1789 r., despotyczny król, jego żona-pasożyt oraz horda nadmiernie uprzywilejowanych arystokratów zostali odsunięci, a następnie humanitarnie zlikwidowani. W rzeczywistości niemal całość tej legendy jest fałszywa. Powracając do oryginalnych francuskich źródeł, Stephen Clarke odkrywa mało znaną i rzadko opowiadaną historię o tym co naprawdę wydarzyło się w rewolucyjnej Francji, jak również co poszło – tak tragicznie i krwawo – nie tak”.
Sam autor uzupełnia ten opis we wstępie do bibliografii w typowy dla siebie sposób. Przyznaje, że literatura na temat rewolucji francuskiej jest ogromna, ale również specyficzna. Składają się na nią dzieła, które należą przede wszystkim do czterech kategorii. Pierwsza – wymaga, aby przed rozpoczęciem lektury uzyskać co najmniej tytuł licencjata historii, bez którego trudno będzie cokolwiek zrozumieć. Drugą tworzą książki opisujące bardzo niewielki wycinek historii rewolucji w rodzaju: „Co tak naprawdę wydarzyło się pomiędzy godziną 9 a 21:30 dnia 14 lipca 1789 r.?”. Wobec ogromnej dynamiki i złożoności procesów rewolucyjnych nie mogą one być – pars pro toto – źródłem informacji o rewolucji jako takiej. Ich lektura jest ponadto raczej męcząca. Trzecia i czwarta kategoria to książki w typie opisanym ironicznie jako: „Biedniutka Maria-Antonina” albo „Hail Robespierre!”. Autor nie oszczędził także współczesnych, francuskich podręczników do historii, gdzie propagandowy, niemal wyłącznie pozytywny obraz rewolucji panuje od dekad i ma się dobrze. Świadomość opisanych zjawisk skłoniła autora do sięgnięcia do źródeł archiwalnych – pamiętników i listów z epoki, a także dokumentów, druków ulotnych, cahier de doléances – czyli zeszytów skarg i zażaleń zamówionych przez Ludwika XVI krótko przed rewolucją, wreszcie – protokołów posiedzeń rewolucyjnych ciał parlamentarnych i sądowych. Rezultat to książka napisana potoczystym językiem, skrząca się dowcipem, ale także pełna, choć nieprzeładowana twardymi faktami. Wszystko umieszczone na szerokim tle historycznym sięgającym chronologicznie czasów początków dynastii Burbonów, czyli rządów Henryka IV (1553-1610) znanego kinomanom z widowiskowego filmu „Królowa Margot” w reżyserii Patrice’a Chéreau.

Książka Clarke’a to przede wszystkim źródło zaskakujących informacji o prawdziwym przebiegu rewolucji francuskiej, jej tła, genezy i konsekwencji. Czytałem kiedyś podobne opracowanie pióra polskiego autora – Andrzeja Marcelego Ciska. Jego „Kłamstwo Bastylii” jest bardziej mroczne, ale również tej książce nie brakuje lekkości czy humoru, choć jest ich o wiele mniej. To równie głęboko jak u Clarke’a osadzony w materiale źródłowym, alternatywny do dominującego, ponury obraz zbrodni rewolucyjnych oraz kłamstw propagandy na jej temat. O ile Clarke skupia się na wybranych aspektach rewolucji, jej przebiegu i uczestnikach, o tyle Cisek stara się odnieść do możliwie szerokiego zestawu faktów, wydarzeń i opinii o rewolucji francuskiej, których sporą część Clarke pominął. Książka Ciska musi się cieszyć popularnością, bo doczekała się już co najmniej trzech wydań. Ją także polecam P.T. Czytelnikom zainteresowanym prawdziwszą historią rewolucji francuskiej.

Myślę, że najlepiej zareklamuje książkę Clarke’a wybór kilkunastu informacji, które znalazłem w środku i które mnie zaskoczyły, zachęciły do refleksji lub weryfikacji wielu poglądów. Nie jestem zawodowym historykiem, ale temat rewolucji francuskiej zgłębiam od lat chociażby z powodu zajęć ze studentami. Rewolucja francuska jest nadal istotnym punktem odniesienia w wykładzie prawa konstytucyjnego, zagadnień ustrojowych czy praw człowieka. Informacje serwowane polskiej młodzieży przez podręczniki są zdecydowanie bliższe francuskiej oficjalnej wersji wydarzeń niż danym pokazywanym przez Clarke’a i Ciska. Zdjęcie strony tytułowej na początku tego tekstu z grzebieniem kolorowych zakładek dowodzi, że takich ciekawostek jest w książce mnóstwo. Nie będę psuł Czytelnikom lektury i ograniczę się do wybranych, kilkunastu przykładów.

Opowieść o czasach Henryka IV, Ludwika XIV i Ludwika XV aż skrzy się od anegdot, które jednak  ukazują obraz dworu wersalskiego i samego króla-słońce nieco odmiennie niż zdążyliśmy się do tego przyzwyczaić. Wprowadzona przez Ludwika XIV niezwykle skomplikowana i efektowna etykieta dworska do dzisiaj zachwyca lub szokuje swoją wymyślnością. Trzeba jednak wiedzieć, że rujnowała wielu arystokratów i popychała część z nich nawet do kradzieży, aby sprostać wymogom kosztownej i zmieniającej się w zawrotnym tempie dworskiej mody. Decyzją o skoszarowaniu szlachty w pałacu wersalskim (nierzadko w bardzo złych warunkach – w ciemnych klitkach na poddaszu pałacu) król-słońce odciął ją od ludu i terenów, którymi od wieków władały, ale także opiekowały się francuskie rody szlacheckie. Coraz większe wyobcowanie arystokratów i odseparowanie ich od realnego życia, jakie było udziałem ich przodków i ich poddanych, to początek choroby, która przyniosła w efekcie zagładę dziesiątek tysięcy mieszkańców Francji w czasie rewolucji.
Próby obłożenia duchowieństwa i arystokracji podatkiem dochodowym (z którego byli zwolnieni) podjął już Ludwik XV. Jego zabiegi zakończyły się jednak fiaskiem wobec oporu zorganizowanego przez lokalne parlamenty i duchowieństwo. Trudno ten fakt pogodzić z tezą o rzekomo absolutnych rządach Burbonów. Kolejne podejmowane przez królów próby przeprowadzenia reform kończyły się fiaskiem wobec oporu uprzywilejowanych. Z książki wyraźnie wyłania się akt oskarżenia sformułowany przez autora i wymierzony w ówczesne francuskie elity – najwyżej stojące w hierarchii społecznej kręgi duchowieństwa i arystokracji. Jednocześnie – autor broni francuskich monarchów, szczególnie Ludwika XVI, który niczym nie zasłużył na swój tragiczny los. Dowiódł, że byłby dobrym monarchą konstytucyjnym. Zainicjował i wspierał reformy ustrojowe i społeczne. Podpisał pierwszą francuską konstytucję pisaną z 1791 r. A jednak zginął na szafocie, pod ostrzem gilotyny.
Według Clarke’a, króla zgubiła jego chwiejność i prostolinijność. Z pewnością nie był to monarcha na trudne czasy, które wymagają ludzi wyposażonych w cechy lwa – silną wolę i żelazną konsekwencję, a przy tym zdolnych by przybierać pozę lisa i umiejętnie lawirować wśród raf bieżącej polityki.
Ludwik XVI nie miał także szczęścia do rodziny. Jego bracia, bezpieczni po ucieczce za granicę, niespecjalnie kwapili się z pomocą dla brata. Jego kuzyn – Ludwik Filip Orleański z młodszej linii Burbonów – przez cały okres rewolucji występował przeciwko niemu. Przyczynił się nawet do jego śmierci głosując za wyrokiem śmierci dla króla w parlamencie, w którym zasiadał. Niewiele mu to dało – wkrótce sam zakończył żywot pod ostrzem gilotyny w okresie terroru.

Wracajmy jednak do obiecanych ciekawostek:

  1. W 1788 r., a więc rok przed wybuchem wydarzeń rewolucyjnych, ponad połowa francuskich dzieci chodziła do szkół prowadzonych przez duchowieństwo, na które w 1698 r. król Ludwik XIV nałożył konkretne obowiązki. Biskupi zostali zobligowani, aby w każdej parafii utworzono szkoły, w których wiejskie dzieci miały uczyć się pisania, czytania i liczenia. Obowiązek nauczania obejmował wszystkie dzieci do 14 roku życia. W okresie prac polowych wiejscy nauczyciele mieli obowiązek nauczania dzieci i młodzieży na polach – by z powodu obowiązków gospodarskich nie traciły one szansy na zdobycie wykształcenia. W efekcie, w niektórych grupach społecznych odsetek osób umiejących pisać i czytać był bardzo wysoki. Na przykład, wśród francuskich kupców i rzemieślników – ok. 75% posiadało taką umiejętność. Dla porównania – we współczesnych Stanach Zjednoczonych aż ok. 15% społeczeństwa to analfabeci.
    Paradoksalnie – umiejętność czytania wpłynęła na wielką skuteczność rewolucyjnej propagandy. Karykatury polityczne i druki ulotne przyczyniły się znacząco do tragicznego końca rodziny królewskiej.
    Warto dodać, że wielkim przeciwnikiem edukowania ludu był niejaki Jean Jacques Rousseau, który uważał, że wykształcenie zniszczy naturalny  związek z przyrodą jaki cechował „szlachetnych dzikusów” — tym mianem określał on członków ludu. Edukacji chłopów sprzeciwiał się także Voltaire, prywatnie właściciel ziemski, który grzmiał w 1763 r., że „Francja potrzebuje więcej robotników, a nie więcej mnichów”.

    Napoleon Bonaparte jako uczeń akademii wojskowej w Brienne (1779-1784)

    Słynne francuskie les grandes écoles — prestiżowe uczelnie, których ukończenie uważane jest za przepustkę do świata nauki, dyplomacji lub wielkiego biznesu to także inicjatywa królów Francji. Ich zakładanie rozpoczął już w 1747 r. Ludwik XV, który ufundował istniejącą do dziś École royale des ponts et chaussées. Ludwik XVI poszedł w ślady poprzednika. Do dzisiaj egzaminy wstępne do tych szkół są niezwykle trudne (zdaje je od 10% do 16% kandydatów). Prawdą jest, że w czasach Ludwików szkoły przyjmowały głównie szlachtę, ale po pierwsze zapewniły Francji zastępy wybitnych specjalistów z licznych dziedzin, po drugie – dowodzi to, że przynajmniej część elit rodowych nie była utracjuszami, ale służyła państwu ofiarnie, skutecznie i z korzyścią dla ogółu. Szlachtę szkolono także w jednej z 13 wyższych uczelni wojskowych założonych przez Ludwika XVI. Jedną z nich ukończył młody Napoleone di Buonaparte. W szkole wykładano łacinę, niemiecki, francuski, historię, matematykę, geografię, rysunek, budowę fortyfikacji, uzbrojenie, muzykę, szermierkę i taniec towarzyski.
    Na tym tle szybkie i wynikające głównie z braku skrupułów kariery bohaterów rewolucji budzą odrazę, podobnie jak wybielanie rewolucyjnych życiorysów. Emmanuel Sieyès, były opat, który dołączył z wielką żarliwością do rewolucji, a potem przyczynił się walnie do objęcia władzy przez Napoleona Bonapartego nie jest tutaj najbardziej odrażającym przykładem. Za oddane usługi Napoleon nagrodził tego byłego rewolucjonistę pensją 200.000 liwrów, tytułem hrabiego oraz wielkim pałacem pod Paryżem. Kariery Dantona, Robespierre’a czy Marata (którego David na słynnym obrazie upodobnił do Chrystusa) to tylko kilka przykładów tego zjawiska.

  2. Nazwa „cordon bleu” – kojarzona dzisiaj z wykwintną sztuką kulinarną – pochodzi od najwyższego odznaczenia monarchii francuskiej – Orderu Świętego Ducha noszonego na błękitnej wstędze. Order miał limitowaną liczbę członków, przez co określenie „les cordons bleus” już w czasach monarchii było synonimem elitarnego kręgu osób, niekoniecznie członków orderu. Sam Order Św. Ducha zlikwidowano w czasie rewolucji, ale w 1895 r. określenie „cordon bleu” wykorzystała w tytule swojego magazynu kucharskiego (La Cuisinière Cordon Bleu) Marthe Distel. Już po roku powstała pierwsza z serii istniejących do dzisiaj elitarnych szkół sztuki kulinarnej „Cordon Bleu”.
  3. Francuska konstytucja ustanawiająca monarchię konstytucyjną z odręczną notatką króla Ludwika XVI „j’accepte” (zatwierdzam) na lewym marginesie (Hulton Archive/Getty Images)

    W świetle faktów teza o tym, że Ludwik XVI był znienawidzonym tyranem i zasłużył na taką charakterystykę jest niemożliwa do obrony. Lista osiągnięć i zasług Ludwika XVI dla kraju i jego mieszkańców jest bardzo długa. Jak przystało na oświeconego monarchę, Ludwik XVI wspierał także naukę, o czym była już częściowo mowa. Ciekawym dowodem jego autentycznej pasji do nauki i odkryć był dekret z 1778 r. wydany w trakcie intensywnej wojny francusko-brytyjskiej na kontynencie amerykańskim. Otóż Ludwik nakazał, aby w razie dalszego zaostrzenia konfliktu z Anglią pamiętać, że statek brytyjskiego odkrywcy kapitana Cooka ma być przez francuską flotę traktowany tak jakby pływał pod francuską lub neutralną banderą. Ludwik szanował głos poddanych i wsłuchiwał się w niego, co lapidarnie określił na starość kardynał de Richelieu pamiętający czasy Ludwika XIV, XV i XVI: „za pierwszego bano się coś powiedzieć, za drugiego – mówiono cicho, za trzeciego — wszyscy mówią wszystko i to na dodatek głośno”.

    Jean Paul Laurens „Powitanie Ludwika XVI przez władze miejskie przed ratuszem w Paryżu w 1789 r.” Obraz znajduje się w paryskim ratuszu.

    Przyzwolenie Ludwika na bardzo daleko posuniętą wolność słowa uważa się zresztą za jeden z czynników, który przesądził o sukcesie antymonarchicznej propagandy i przyczynił się znacząco do jego tragicznej śmierci. Zezwolił na powrót z wygnania krytyka monarchii Voltaire’a (który wjeżdżał do Paryża witany przez wiwatujący tłum – również za zgodą króla). Po kilku próbach uniemożliwienia wystawienia obscenicznej i wymierzonej w przywileje arystokracji sztuki „Wesele Figara” Pierre’a Beaumarchais – zezwolił i na to. Jego publiczny wizerunek ostatecznie pogrążyła „afera naszyjnikowa”, której tak on, jak i jego żona Maria Antonina – padli ofiarą, w rzeczywistości zupełnie niewinni. Ośmieszony przez sąd parlamentu paryskiego, którego ocenie poddał się dobrowolnie – król już nigdy nie odbudował swojego wizerunku publicznego. W taki sposób arystokracja zasiadająca w parlamencie mściła się na monarsze, który na początku swojego panowania z energią zabrał się do reformowania państwa, redukcji wpływów arystokracji i dopuszczenia do głosu stanu trzeciego. Opór uprzywilejowanych środowisk oraz rosnąca krytyka ze strony „stanu trzeciego” sprawiły, że działania króla traciły sukcesywnie impet. Ale to wszyscy wiemy z historii. Warto dodać, że wspomniane „zeszyty skarg i wniosków”, których spisanie zarządził król, co doprowadziło do powstania od 40 do 60 tysięcy takich dokumentów – wzbudziły entuzjazm poddanych. Oto król zamierzał ich wysłuchać i pozwalał na otwartą krytykę.

    Karykatura z okresu rewolucji. Zawiera liczne krytyczne aluzje do rodziny królewskiej. Maria Antonina ucieka z pałacu Tuileries. Ludwik XVI i jego syn siedzą na grzbiecie królowej. To aluzja do nieudanej ucieczki rodziny królewskiej z Paryża, złapanej w Varenne. Na dole widzimy aferzystkę panią de la Motte i kardynała de Rohan, głównych bohaterów „afery naszyjnikowej”. Na monarchów czekają emigranci – kontrrewolucjoniści widoczni po lewej stronie. Uciekinierzy tak mocno trzymają się berła, że jest ono złamane.

  4. Ludwik miał wyjątkowego pecha do symbolicznych wydarzeń stawiających go w złym świetle. W 1770 r., w czasie jego uroczystości ślubnych, kiedy jeszcze był następcą tronu, doszło do tragedii. Eksplozja materiałów wybuchowych przygotowanych na potrzeby pokazu sztucznych ogni spowodowała wybuch paniki wśród  Paryżan oglądających widowisko. Tłum w panice stratował 100 osób. Kolejne setki odniosły obrażenia. Chociaż młoda para przeznaczyła swoje roczne dochody na pomoc ofiarom i ich rodzinom – złe wrażenie pozostało. W kluczowym 1789 r. nagle zmarł ukochany syn króla i Delfin Francji Ludwik Józef. Ludzie postrzegali te wydarzenia jako złe wróżby dla monarchy.
  5. Słynna trójkolorowa kokarda, która dała początek kolorom flagi republiki francuskiej (flagi ustanowionej w 1794 r.)  nie powstała jako symbol trzech (rzekomych) haseł rewolucji, czyli „Liberté, égalité, fraternité”. Na początku kokarda była dwukolorowa i składała się z barw Paryża – błękitu otoczonego czerwienią. Kolor biały – królewski – dodano krótko po stworzeniu wzoru kokardy jako symbol szacunku dla monarchii i zaproszenia króla do współtworzenia nowego porządku. Tak się stało, gdyż król energicznie i z zaangażowaniem wspierał kolejne inicjatywy reformatorów.
    Warto też dodać, że hasło „Liberté! égalité! fraternité!”, którego autorstwo przypisuje się Robespierrowi, pierwotnie brzmiało: „Liberté, égalité, fraternité ou la Mort!” – „Wolność, równość, braterstwo albo śmierć!”. W istocie – rewolucja obfitowała w śmierć.
    Również inny rewolucyjny symbol – pieśń „Marsylianka” – jest dziełem… zwolennika monarchii. Claude Joseph Rouget de Lisle, autor hymnu rewolucyjnej Francji (pierwotnie nosiła tytuł: „Wojenna pieśń Armii Renu”) był oficerem Armii Renu, który w roku powstania pieśni (1792) został wyrzucony z armii za głoszenie sympatii monarchistycznych. W 1814 r. napisał hymn „Wiwat Król”, który bez powodzenia oferował Ludwikowi XVIII jako nowy hymn przywróconej francuskiej monarchii.
  6. Dość dobrze znany jest fakt, że zdobycie Bastylii było wydarzeniem pozbawionym realnego znaczenia – paryski motłoch zdobył więzienie królewskie przeznaczone przez samego króla do zburzenia i oswobodził kilku przebywających tam pospolitych przestępców, wśród nich także arystokratów. O wiele rzadziej się wspomina, że  zdobycie Bastylii było możliwe tylko dzięki otwarciu bram przez broniący ją królewski regiment, który mógł bronić się miesiącami, ale otworzył wrota po zagwarantowaniu, że ujdzie z życiem. Tymczasem, po wpuszczeniu do środka, zdobywcy wymordowali obrońców z zimną krwią, fundując przy tym dowódcom regimentu brutalne tortury. Jeszcze ciekawszy jest fakt, że gdy 1. rocznicę zdobycia Bastylii postanowiono uczcić w odświętny sposób (do dzisiaj jest to we Francji święto państwowe) – honorowym przewodniczącym obchodów został na zaproszenie Paryżan… król. W specjalnej petycji do władz uczestnik szturmu na Bastylię i weteran wojny o niepodległość USA zaapelował o zbudowanie na miejscu zburzonej Bastylii… pomnika Ludwika XVI. Propozycja została przyjęta entuzjastycznie przez ogół, który wzniósł okrzyki „Vive le Roi!” i „Notre roi, notre père” („Niech żyje król!”, „Nasz król, nasz ojciec!”). Na pomniku miał się znaleźć napis: „Ludwik XVI – wskrzesiciel publicznej wolności, ojciec Francuzów”.

    Jean-Pierre Houël, „Zdobycie Bastylii” (1789). Obraz inaczej niż typowe współczesne wizerunki pokazuje (zgodnie z prawdą), że Bastylia nie górowała nad okolicą i nie była ogromną twierdzą. W rzeczywistości jej rozmiary były podobne do sąsiednich budynków.

  7. Jak wytłumaczyć krwawą brutalność rewolucji? To zbieg co najmniej kilku okoliczności i czynników. Skala brutalności i bezwzględności rewolucjonistów do dzisiaj zastanawia badaczy. Nic dziwnego, że powstają teorie tak osobliwe jak ta, której autorką jest uznana historyk jedzenia Mary Matossian, która dowodzi, że w źle przechowywanej mące żytniej wytwarzają się mikrotoksyny powodujące u spożywających ją ludzi objawy podobne do narkotyku LSD. W ten sposób Matossian tłumaczy zarówno brutalność rewolucji francuskiej jak również tragiczne wydarzenia związane z polowaniem na  „Czarownice z Salem” w latach 1692-93. Rewolucjoniści pobili wiele rekordów brutalności. Metodyczne mordy ludności cywilnej i duchowieństwa jakie rewolucyjne wojska urządziły w departamencie Wandei i w innych częściach Francji objętych wojnami szuańskimi zasługują na miano ludobójstwa. Jak pisze autor – przy „piekielnych kolumnach”, czyli oddziałach ekspedycyjnych, które tłumiły opór Wandei i wymordowały ok. 50 tys. ludzi, angielscy najeźdźcy Francji w czasie Wojny Stuletniej zasługują na miano „spokojnych turystów”. Gwałty, morderstwa i kradzieże w Paryżu i całym kraju osiągały niespotykane wcześniej (i rzadko później) skalę. Wśród nich autor wymienia pomijane w literaturze mordowanie pospolitych więźniów oraz gwałty na prostytutkach, jakich dopuszczali się rewolucjoniści w czasie  ataków na więzienia i domy publiczne. Łączną liczbę ofiar Wielkiego Terroru we Francji (1793-1794) szacuje się na 300.000 osób.
  8. Historia słynnego, londyńskiego Muzeum Figur Woskowych Madame Tussaud ma również swój ważny rewolucyjny akcent. Tussaud to nazwisko męża Marii Grosholtz, utalentowanej młodej artystki, której w czasie rewolucji zlecono wykonanie masek pośmiertnych Ludwika XVI, Marii Antoniny i Maksymiliana Robespierre’a. Grosholtz uciekła z rewolucyjnej Francji do Anglii, gdzie w Londynie założyła muzeum figur woskowych istniejące do dziś. Przez pierwsze dekady jedna z sal muzeum nosiła nazwę „Komnata Horrorów” i prezentowała scenki z rewolucyjnej Francji.

    W 1996 r. „Komnata Horrorów” została odnowiona i rozbudowana. Dodano postaci późniejszych krwawych tyranów i morderców. Nadal na wystawie prezentuje się egzekucję z użyciem gilotyny z czasów rewolucji we Francji.

  9. Na koniec – ciekawe statystyki, którą prezentuje Clarke. Ukazuję je w formie wykresów – dla lepszego ukazania danych i ich proporcji:

Ofiary gilotyny w Paryżu (1789-1796) z podziałem na grupy wiekowe

Ofiary gilotyny w Paryżu (1789-1796) z podziałem na grupy zawodowe

Ofiary gilotyny poza Paryżem (1789-1796) – łącznie ok. 14.000 osób – z podziałem wg statusu społecznego (w procentach)

Co więc „poszło nie tak”? Dlaczego szanowany, a wręcz wielbiony monarcha został zamordowany wraz z rodziną? Dlaczego we Francji wybuchł terror, który pogrążył kraj we krwi, przy czym większość ofiar stanowili przedstawiciele „stanu trzeciego”? Jak to możliwe, że wydarzenia i osoby zasługujące raczej na potępienie i wzbudzające odrazę stały się symbolami nowego porządku i są wysławiane po dziś dzień jako bohaterowie? Dlaczego współcześni Francuzi są jednymi z największych miłośników monarchii? Na to i wiele innych pytań odpowiada książka Stephena Clarke’a – „Francuska rewolucja i co poszło nie tak”.

Ten wpis został opublikowany w kategorii RECENZJE i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.