CZAS PRZECZYTANIA TEKSTU: 8 minut(y) / READING TIME: 8 minutes
Z przyjemnością zapraszam do pierwszego przeglądu zagranicznych periodyków naukowych z dziedziny prawa konstytucyjnego i politologii dotyczących monarchii i tematów pokrewnych. Chociaż artykułów na te tematy ukazują się raczej rzadko, to od kilku lat można zauważyć wyraźny wzrost zainteresowania zagadnieniami monarchii, a także – rzadziej – wątkami pokrewnymi, np. dotyczącymi szlachty, heraldyki itp. Postanowiłem co najmniej raz w roku prezentować przegląd publikacji na wskazane tematy wybierając z nich te, które są moim zdaniem najbardziej godne uwagi. Ponieważ w zeszłym roku ukazało się kilka ciekawych tekstów – pierwszy odcinek dotyczy ostatnich miesięcy 2017 r.
W najnowszym numerze „ANUARIO DE DERECHO PARLAMENTARIO” (Núm. 29/2017) znajdziemy artykuł autorstwa dwóch hiszpańskich konstytucjonalistów pt. „De Juan Carlos I a Felipe VI: ¿Algo nuevo bajo el sol?„, czyli „O Janie Karolu I i Filipie VI. Co nowego pod słońcem?”. W artykule poza podsumowaniem 40 letniego panowania króla Jana Karola I (podzielonego przez autorów na 3 główne etapy), przerwanego w 2014 r. w nietypowy sposób, czyli abdykacją monarchy znajdziemy także rozważania dotyczące wybranych, aktualnych problemów konstytucyjnych dotyczących współczesnej hiszpańskiej monarchii.
Wśród nich znalazła się kwestia statusu i perspektyw nowego króla Hiszpanii, zakresu dopuszczalnej krytyki monarchy i monarchii (w zestawieniu z odpowiednimi postanowieniami prawa hiszpańskiego i międzynarodowego z zakresu praw człowieka, w tym wolności słowa), instytucji abdykacji i jej przebiegu w 2014 r., zgodności reguł sukcesji tronu faworyzujących męskiego potomka przed żeńskimi, w świetle konstytucyjnej zasady równości wobec prawa i konwencji praw człowieka, a także statusu prawnego byłego króla i jego małżonki (w szczególności – czy nadal cieszą się przywilejem nieodpowiedzialności, a jeśli nie — czy można pociągnąć króla do odpowiedzialności za czyny popełnione kiedy był królem). Autorzy starają się także odpowiedzieć na pytanie, czy objęcie tronu przez nowego hiszpańskiego monarchę, czyli Filipa VI, oznacza jakąś zauważalną zmianę dla monarchii hiszpańskiej, czy po krótkim uroku nowości, nowy monarcha będzie kontynuatorem polityki i stylu rządzenia swojego ojca.
Okazuje się, że objęcie tronu przez Filipa VI, który jest pierwszym dziedzicznym królem Hiszpanii po instauracji monarchii w 1975 r. (Jan Karol I został królem dzięki decyzji Francisco Franco, chociaż pierwszy w linii sukcesji był jego ojciec, hrabia Barcelony) nie dla wszystkich jest oczywiste. Pojawiają się głosy, że skoro konstytucja z 1978 r. ustanawiająca monarchię została w pewnym sensie narzucona (Hiszpanie mieli wybór między monarchią lub dyktaturą), to objęcie tronu przez Filipa VI powinno być potwierdzone wolą narodu wyrażoną w referendum.
Autorzy dokonują wykładni konstytucyjnej pozycji króla i jego statusu prawnego. Opowiadają się za tą częścią doktryny hiszpańskiej, która jest przekonana o zupełnym braku władczych uprawnień króla. Profilaktycznie wskazują różne głośne przypadki prób podjęcia przez współczesnych monarchów samodzielnej decyzji politycznej wbrew woli rządu i podkreślają, że król Hiszpanii nie ma takiej możliwości (np. odmowa nadania sankcji ustawie, na wzór swoistego buntu monarchów w Belgii czy Luksemburgu). Podkreślają, że bez zgody rządu król nie może nawet wygłosić przemówienia czy udać się na oficjalną podróż zagraniczną. Król działając jest uzależniony od zgody rządu. Przywołują opinię polityka konserwatywnego Esteban Gonzáleza Ponsa, który porównał znaczenie króla do… hiszpańskiej flagi.
W artykule odnajdziemy także rozważania na temat pierwszej pod rządami konstytucji z 1978 r. abdykacji monarchy oraz statusu unikalnej ustawy organicznej dotyczącej abdykacji. Jej uchwalenie skłoniło część badaczy do uznania, że abdykacja w Hiszpanii również przestała być samodzielnym aktem króla, ale współdecyduje o niej ustawodawca. Monarchia została w Hiszpanii w pełni zintegrowana z demokracją. Autorzy artykułu zauważają jednak, że działania parlamentu i rządu podejmowane w efekcie abdykacji zdradzały objawy dużego pośpiechu, co może sugerować zaskoczenie decyzją króla i jego wiodącą rolę w tej dziedzinie. Ustawę organiczną na temat abdykacji i nowelizację dekretu o tytułach i honorach Rodziny Królewskiej i Regenta z 1987 r. uchwalono w wyraźnym pośpiechu, praktycznie bez przeprowadzenia debaty w parlamencie. Uchwała organiczna o abdykacji nie była automatycznym zatwierdzeniem samodzielnej decyzji króla. Czy było to jednak wyrażenie zgody na abdykację? Czy w takim razie parlament mógłby odmówić zgody na abdykację monarchy? Autorzy poprzestają na uznaniu takiej ewentualności za mało możliwą.
W części dotyczącej perspektyw hiszpańskiej monarchii autorzy stwierdzają, że objęcie tronu przez Filipa VI nastąpiło w dość sprzyjającym momencie, w którym wiele czynników wzmocniło monarchię — jak kryzys jedności państwa, bardzo zła opinia na temat króla Jana Karola I, czy usilne starania Filipa aby polepszyć wizerunek monarchii, postawić na skromność i oszczędność, a nawet odciąć się od siostry zamieszanej w aferę finansową i odebrać jej tytuł arystokratyczny. Autorzy wieszczą koniec hiszpańskiej monarchii i jej likwidację jako tworu anachronicznego i coraz rzadziej spotykanego w Europie. Czas pokaże, czy mieli rację.
W najnowszym numerze innego hiszpańskiego periodyku z dziedziny prawa konstytucyjnego i teorii konstytucji: „TEORÍA Y REALIDAD CONSTITUCIONAL” (nr 40/2017) afiliowanego przy największym hiszpańskim uniwersytecie państwowym UNED, opublikowano artykuł naukowy pod tytułem: „La Corona y la propuesta de candidato a Presidente del Gobierno: nuevas prácticas y viejas normas”. Autor, José María Porras Ramirez, konstytucjonalista z Uniwersytetu w Granadzie, rozprawia się w nim z argumentami zwolenników przypisywania królowi prawa do aktywnej roli w procesie powoływania premiera i rządu. Taką rolę pełnią dzisiaj nadal nieliczni monarchowie funkcjonujący w ramach monarchii mieszanych. Autor artykułu uważa, że hiszpański król nie ma już takiego uprawnienia, co było świadomym celem autorów Konstytucji Hiszpanii z 1978 r. Odwołuje się do burzliwych dziejów monarchii hiszpańskiej, która niejako sama była winna swojego upadku za sprawą nadaktywności monarchów i sięganiu przez nich po kolejne uprawnienia, których nadużywali. Obecna hiszpańska formuła ustrojowa przewiduje króla biernego, będącego jedynie reprezentantem państwa, ogłaszającym decyzje polityczne, których sam nie podejmuje i nie bierze w ich podejmowaniu aktywnego udziału. Zdaniem autora, demokracja hiszpańska jest obecnie dojrzała i nie potrzebuje moderatora, czy arbitra w osobie króla, który nie pochodząc z wyborów demokratycznych nie ma do tej funkcji prawa. Król ma jedno zadanie w przypadku niemożności powstania rządu i potwierdzonego braku możliwości osiągnięcia politycznej zgody. Jest to decyzja o rozwiązaniu parlamentu i zarządzeniu nowych wyborów, które mają wyłonić nowy skład legislatury. Proces tworzenia rządu rozpocznie się po wyborach od nowa, w ramach demokratycznych procedur. Autor zdaje się uważać, że aktywność polityczna może monarsze tylko zaszkodzić, a nie pomóc w zachowaniu swojej funkcji i utrzymaniu monarchii.
Dzięki lekturze uzyskujemy kilka ciekawych wskazówek dotyczących praktyki, jaka wytworzyła się na gruncie bardzo ogólnej regulacji konstytucyjnej na temat procedury wyłaniania składu rządu. Tytułem przykładu można wymienić zasadę, że król informuje parlament o szczegółowym harmonogramie swoich spotkań odbywanych z przedstawicielami poszczególnych frakcji parlamentarnych oraz, że spotyka się z nimi w kolejności od najmniejszego do największego ugrupowania pod względem liczby uzyskanych mandatów. Król zwyczajowo, z własnej woli, może także spotkać się (i tak czyni) z osobami spoza ścisłego grona przedstawicieli ugrupowań parlamentarnych, aby uzupełnić wiedzę na temat aktualnej sytuacji politycznej. W konstytucji nie określonego terminu, w którym muszą się zakończyć rozmowy nad kandydaturą premiera (ich celem jest wyłonienie stabilnego rządu). Terminy są liczone od pierwszej propozycji króla dotyczącej kandydata na premiera. W praktyce rozmowy rozpoczynają się niezwłocznie po ogłoszeniu wyników wyborów i trwają w czasie na zwołanie pierwszego posiedzenia Kortezów (do 25 dnia po wyborach). Utrwaliła się zasada, że jedno spotkanie trwa ok. 2-4 godzin. Królowi nie wolno forować czy forsować w rozmowach żadnej osoby, nawet jeżeli uważa go za idealnego kandydata na premiera. Autor podkreśla wyraźną różnicę, jaka na tym polu rysuje się w porównaniu z aktywną rolą niektórych monarchów, czy prezydentów w wielu republikach, co upodabnia króla Hiszpanii raczej do Prezydenta Niemiec niż do monarchów w Belgii czy Niderlandach aktywn(iejsz)ych w powoływaniu rządu. Król Hiszpanii jedynie proponuje kandydata parlamentowi, a powołuje go wyłącznie jeśli uzyska wotum zaufania, dopiero po tej decyzji. W praktyce, wyłonienie kandydata na premiera to dopiero początek trudnych negocjacji na temat składu rządu. W przeszłości zdarzało się, że przewodniczący Izby Deputowanych odkładał termin głosowania nad wotum nieufności, aby umożliwić kandydatowi na premiera sformowanie takiego składu rządu, który miałby duże szanse na wotum zaufania. Momentem przełomowym dla praktyki ustrojowej Królestwa Hiszpanii mógł okazać się kryzys polityczny wynikający z niemożności wyłonienia rządu po wyborach w 2015 r. Nadzieje zwolenników tezy, że w sytuacji kryzysowej król ma prawo do interwencji jako „władza rezerwowa” i w ten sposób może wzmocnić swoją pozycję ustrojową, pogrzebał sam monarcha. Filip VI możliwie najszybciej uruchomił parlamentarny etap wyłaniania rządu, chociaż nie rokował on żadnych szans na sukces. W ten sposób doprowadził do przyspieszonych wyborów, oświadczając przy tym, że zgodnie z konstytucją to parlament, a nie monarcha decyduje o stanowisku premiera. Ponieważ konstytucja nie precyzuje terminu konsultacji dotyczących pierwszego po wyborach kandydata na premiera, król mógł je przedłużyć i przynajmniej próbować doprowadzić do wyłonienia stabilnej koalicji. Stało się inaczej, co stworzyło ważny precedens ustrojowy i potwierdziło słabą pozycję ustrojową (władczą) monarchy. Autor przywołał ważną okoliczność wynikającą z konstytucji. Na jej mocy król nie ma pełnej swobody w wyznaczaniu kandydata na premiera. Jego akt wymaga kontrasygnaty przewodniczącego Izby Deputowanych, który może nie wyrazić zgody na nominację królewską niezgodną z wolą większości parlamentu wyrażoną w czasie konsultacji. Od siebie dodam, że istnieje jeszcze inna możliwość – że król wydłuża negocjacje. Mógłby to uczynić zgodnie z konstytucją, oczywiście jeżeli istniałyby szanse na pozytywny rezultat. Tak się jednak nie stało. Filip VI nie zamierzał podążać tym tropem. Prowadzi to autora do postawienia pytania, czy Hiszpanie nie powinni rozważyć odebrania królowi prawa prowadzenia konsultacji nad kandydaturą premiera, tak jak uczyniono w Szwecji i Japonii, gdzie monarchowie tej funkcji już nie posiadają. O ile w 1978 r. istniała potrzeba stabilizacji wynikająca z transformacji ustrojowej z rządów autorytarnych do demokratycznych, dzisiaj trudno ją wskazać, również w świetle postawy samego króla. Ostateczne autor nie stawia kropki nad i, łagodząc swoje stanowisko i podkreślając, że istnienie neutralnego, powstrzymującego się od aktywizmu organu czuwającego nad konsultacjami ma swoje zalety. Jednocześnie, nie kryje, że kształt nadany procedurze powoływania rządu w Hiszpanii nie jest wolny od wad. Proponuje konkretne, drobne modyfikacje i widzi nawet potrzebę przyznania odpowiednich uprawnień moderacyjnych organowi jednoosobowemu. Ma jednak na myśli nie króla, ale przewodniczącego Izby Deputowanych, której poparcie wyrażone w drodze wotum zaufania, decyduje o przetrwaniu rządu.
Na koniec wątek szlachecki. Najnowsze wydanie „VIENNA JOURNAL ON INTERNATIONAL CONSTITUTIONAL LAW” (volume 11, issue 4) zawiera tekst odnoszący się do ciekawej i rzadko poruszanej kwestii nazwisk szlacheckich. Autorzy artykułu „What’s in a Name? Equal Treatment, Union Citizens and National Rules on Names and Titles” zwracają uwagę, że chociaż prawo europejskie nie reguluje kwestii szlacheckich nazwisk i tytułów, to jednak zdarzało się już w przeszłości, że Europejski Trybunał Sprawiedliwości musiał zmierzyć się z tą kwestią kiedy należało zbadać zgodność krajowych regulacji na ten temat z unijną zasadą równego traktowania, obywatelstwa europejskiego oraz wolności przemieszczania się i osiedlania się w Unii. Z jednej strony kwestia nazwisk i tytułów należy do uprawnień państw członkowskich. Z drugiej — muszą one respektować unijne zasady. ETS zajmował się takimi kwestiami w sprawach: Garcia-Avello, Grunkin and Paul, Sayn-Wittgenstein, Runević-Vardyn and Wardyn. Najnowsze orzeczenie dotyczy sprawy Nabiela Bogendorffa von Wolffersdorff (sygn. C‑438/14), którą omawia artykuł. Trybunał postawił w niej zasadę szacunku dla tożsamości konstytucyjnej państwa członkowskiego, zasady równego traktowania i porządku publicznego ponad unijną zasadą swobody przemieszczania się. Autorzy omawiają stan faktyczny sprawy, wyrok i jego uzasadnienie, krytycznie odnosząc się do sposobu w jaki Trybunał zastosował art 4 ust. 2 Traktatu o Unii Europejskiej.
Obywatel Niemiec Nabiel Peter Bogendorff von Wolffersdorff wyjechał do Wielkiej Brytanii. Uzyskał brytyjskie obywatelstwo zachowując niemieckie. Tam zmienił nazwisko na „Peter Graf von Bogendorff Freiherr von Wolffersdorff”, a więc dodał do nazwiska niemieckie tytuły hrabiego i barona. Niedługo później, wraz z żoną i córką powrócił na stałe do Niemiec, gdzie złożył wniosek o aktualizację brzmienia nazwiska w rejestrze stanu cywilnego. Kiedy urząd odmówił, wnioskodawca przed sądem domagał się zmiany danych osobowych wpisanych do aktu stanu cywilnego, z datą wsteczną. Wniosek dotyczył również córki, urodzonej w 2006 r., której brytyjski akt urodzenia zawierał nazwisko: Larissa Xenia Gräfin von Wolffersdorff Freiin von Bogendorff. Odmawiając spełnienia żądania wnioskodawcy, oba niemieckie organy uzasadniały swoją decyzję przepisami prawa niemieckiego, które nie uznaje tytułów szlacheckich (Graf, Gräfin, Freiherr, Freiin). Warto dodać, że prawo niemieckie, inaczej niż austriackie, nie zabrania posługiwania się szlacheckimi partykułami, czy tytułami, jeżeli rodzina posługiwała się nimi w momencie wejścia w życie tzw. Konstytucji Weimarskiej. Uznaje je jedynie za część nazwiska, bez żadnych szlacheckich konotacji. Sąd w Karsruhe w pytaniu prejudycjalnym do ETS — w skrócie — wyraził wątpliwość, czy działanie skarżącego nie ma na celu ominięcia przepisów prawa niemieckiego, aby celowo dodać do nazwiska partykuły szlacheckie. Trybunał w odpowiedzi na pytanie prejudycjalne stwierdził, że „organy państwa członkowskiego nie są zobowiązane do uznania nazwiska obywatela tego państwa członkowskiego w przypadku, gdy posiada on także obywatelstwo innego państwa członkowskiego, w którym nabył to swobodnie wybrane nazwisko zawierające kilka elementów tytułów szlacheckich, które są niedopuszczalne na gruncie prawa pierwszego państwa członkowskiego, o ile zostanie wykazane – czego weryfikacja należy do sądu odsyłającego – że taka odmowa uznania nazwiska jest w tym kontekście uzasadniona względami porządku publicznego, ponieważ jest odpowiednia i niezbędna do zagwarantowania poszanowania zasady równości wszystkich obywateli wspomnianego państwa członkowskiego wobec prawa”.









