CZAS PRZECZYTANIA TEKSTU: 6 minut(y) / READING TIME: 6 minutes
Niniejszym z przyjemnością otwieram nowy dział „Konstytutów” poświęcony omówieniom godnych uwagi książek z szeroko rozumianej dziedziny ustrojowo-politycznej. Mam nadzieję, że moje rekomendacje zachęcą Państwa do lektury.
Inauguracja działu recenzji wymaga odpowiedniej oprawy. Pierwsze omówienie chciałbym poświęcić książce z pogranicza – demokracji i monarchii, prawa konstytucyjnego i politologii.
Po książkę In the King’s Shadow„, czyli „W cieniu króla” sięgnąłem zaciekawiony jej tytułem. Chociaż podtytuł („Polityczna anatomia demokratycznej reprezentacji”) ujawnił, że nie jest to książka poświęcona monarchii, moje zainteresowanie nie tylko nie zmalało, ale nawet wzrosło. Monarchiczne relikty i inspiracje w ustrojach demokratycznych to jedno z moich badawczych zainteresowań. Pierwsze wydanie książki ukazało się w 2008 r. pod tytułem Im Schatten des Königs. Wydanie angielskie pochodzi z 2010 r. Autor, Philip Manow, jest profesorem Uniwersytetu w Bremie, doktorem habilitowanym nauk politycznych.
Książka jest próbą odpowiedzi na frapujące pytanie sformułowane w pierwszym rozdziale, który stanowi jednocześnie wprowadzenie do książki: „Czy Republika ma ciało?„. Oczywiście nie chodzi o prawdziwe ciało złożone z krwi i kości, ale o ciało polityczne. Idea dwóch ciał króla – które posiadał każdy monarcha – to bardzo stara koncepcja ustrojowa. Jest dziełem jurystów-kanonistów, od których przejęli ją średniowieczni prawnicy zajmujący się prawem publicznym. Pierwsze z ciał króla jest śmiertelne i ułomne, ulega procesowi starzenia się, chorobom i rozkłada się po śmierci monarchy. Drugie, symboliczne jest nieśmiertelne, trwałe i ma w sobie boski pierwiastek. Każdy monarcha obejmując władzę zyskuje drugie, nadprzyrodzone ciało. Koronacja jest symbolicznym obrzędem jego monarchicznego wcielenia. Zgodnie z dawnym prawem publicznym, król był ucieleśnieniem ludu, ogółu poddanych. Uosabiał państwo wraz z zamieszkującymi je ludźmi. Był personifikacją jedności państwa i narodu oraz ciągłości jego historii i władzy. Z idei nieśmiertelności ciała monarchy wynika ciągłość władzy monarchicznej i trwałość państwa monarchicznego. Król reprezentował ogół ludu i państwa (representatio in toto). Parlament był tradycyjnie w monarchii reprezentantem tylko poszczególnych, obecnych w jego szeregach stanów jako grup społecznych. Pełnił funkcję representatio singulariter.
A co z republiką demokratyczną? Czy republika także ma swoje ciało, odpowiednik ciała monarchy? Przez wiele lat wielu teoretyków republiki uważało, że nie ma i że tym właśnie różni się republika od monarchii. Długo utrzymywano, że republika nie ma ciała politycznego, że demokracja jest post-metafizyczna i nie potrzebuje ceremonii, stroni od mistyki i całej bogatej obrzędowości monarchicznej. A jednak okazało się z czasem, że nawet jeżeli odeszli królowie, pozostała do obsadzenia ich funkcja reprezentanta ogółu i symbolu jedności. Funkcję tę przejął parlament jako uosobienie nowego, ludowego suwerena. Miejsce fikcji dwóch ciał króla zastąpiono nową fikcją — parlamentu jako zgodnego chóru solistów wyrażającego łącznie wolę narodu. „Rządy ludu” ustanowiono po zamordowaniu króla. O ile zabicie ciała biologicznego było proste, zabicie ciała nadprzyrodzonego, symbolicznego, okazało się zadaniem arcytrudnym. Ustanowieniu demokratycznej republiki od początku towarzyszył strach przed restauracją monarchii, która oznaczałaby przede wszystkim ukaranie winnych. Nie wszyscy uwierzyli, że zamordowanie osoby króla, dekapitacja jego biologicznego ciała, wystarczy, aby przerwać trwałość monarchii. Ostatecznie uznano, że zamiast zabić symboliczne ciało króla i przez to unicestwić jego ciągłość, należy je zastąpić symbolicznym ciałem republiki. Autor dowodzi, że tak jak monarcha i monarchia miała swoje dwa ciała, tak samo ma je demokratyczna republika. Powstanie demokratycznej republiki w miejsce monarchii jest więc pod pewnymi względami — kontynuacją spektaklu w nowych dekoracjach i z nowymi aktorami. Zabito króla jako osobę i jego symboliczne wcielenie, ale nie zabito idei symbolicznego ciała.
Autor skupił uwagę na kwestii nowej, republikańskiej wersji idei reprezentacji suwerena oraz na jej monarchicznych reliktach. Aby dowieść, że istnieje symboliczne ciało republiki, autor wskazuje jego przejawy. Stawia pytania, które pewnie stawiało sobie wielu, dotyczące genezy kilku kluczowych instytucji prawa konstytucyjnego, czy szerzej – ustroju państwa. W nich właśnie doszukuje się przejawów symbolicznego ciała republiki. Te instytucje to: półkolisty kształt sali posiedzeń plenarnych parlamentu republikańskiego, immunitet poselski, jawność prac parlamentarnych, zasada proporcjonalności wyborów parlamentarnych, zasada dyskontynuacji prac parlamentu.
Ciekawym i cennym zabiegiem autora jest prowadzenie wywodu w sposób podkreślający kontrast między republikańskimi rozwiązaniami francuskimi – ustanowionymi w efekcie zamordowania króla i gwałtownej, radykalnej zmiany ustrojowej, a brytyjskimi – czyli monarchicznymi w formie mieszanej, łączącej elementy monarchii i demokracji. Przykład brytyjski jest tym cenniejszy, że – jak wiadomo – w historii konstytucjonalizmu brytyjskiego także miała miejsce wojna domowa i zamordowanie monarchy. Tam doszło jednak wkrótce do restauracji monarchii, która istnieje do dzisiaj.
Nie sposób streścić nawet głównych wywodów książki, która obfituje w ciekawe przykłady, zaskakujące tezy i błyskotliwe obserwacje. Dlatego podam tylko dwa przykłady, przytaczając podstawowe obserwacje autora: problem ukształtowania sali obrad plenarnych w monarchiach i republikach, a także genezę zasady dyskontynuacji prac parlamentu i jej związku ze zgilotynowaniem króla Francji Ludwika XVI.
Jak wiadomo, tradycyjny układ sali obrad plenarnych w parlamentach europejskich monarchii przybierał formę trójkąta lub kwadratu, w którym monarcha zajmował miejsce centralne, ale zlokalizowane przy jednej z krawędzi pomieszczenia. Sale obrad plenarnych w parlamentach republikańskich mają najczęściej kształt półkolisty. Jego geneza doczekała się licznych omówień. Autorzy podają liczne i rozmaite powody takiego uformowania miejsc dla deputowanych. Jedni dowodzą, że jest to prosta konsekwencja urządzenia obrad w dawnej sali teatralnej pałacu królewskiego Tuileries lub rezultat wdrożenia wiedzy z zakresu akustyki i ergonomii (warto dodać, że w salach półkolistych deputowani z zasady zabierają głos z mównicy usytuowanej centralnie, do której muszą podejść, a w salach „monarchicznych” – z miejsca). Inni autorzy, poszukując bardziej symbolicznych czy tradycyjnych powodów, wskazują: nawiązanie do greckiego amfiteatru jako miejsca spotkań demokratycznych zgromadzeń ludowych, ideę równości, która doskonale realizuje się w kolistym kształcie, czy kontrast wobec brytyjskiej Izby Gmin, w której posłowie partii rządzącej i opozycji zasiadają w sposób konfrontacyjny — twarzami do siebie. Niektórzy myląc skutek z przyczyną próbują dowodzić, że półkolisty kształt miał na celu oddzielenie w parlamencie politycznej lewicy i prawicy. Autor częściowo krytykując wszystkie te tłumaczenia dowodzi, że półkolisty parlament jest przede wszystkim symbolicznym uosobieniem jedności narodu jako suwerena wcielonego w reprezentujących go deputowanych, zasiadających, debatujących i podejmujących decyzję wspólnie w jednym pomieszczeniu, nie dzieląc się na rząd ani opozycję, które w monarchii łączy osoba monarchy (’rząd jej królewskiej mości’, 'opozycja jej królewskiej mości’). Co ciekawe, sam półkolisty (czy przypominający podkowę) kształt sali nie stanowi jeszcze kontrastu wobec układu brytyjskiej Izby Gmin. Ważne jest czy sala jest wyraźnie podzielona na dwie części – np. poprzez centralne usytuowanie korytarza biegnącego wzdłuż układu rzędów foteli do centrum sali obrad. Taki kształt mają sale obrad izby reprezentantów w monarchicznej Australii czy Nowej Zelandii. Nawiązują więc raczej do brytyjskiego niż do francuskiego archetypu podziału na rząd i opozycję.
Dyskontynuacja prac parlamentu jako symbol dekapitacji króla to jeszcze ciekawsza i oddziałująca na wyobraźnię teza autora. Co ważne – podobnie jak w przypadku innych przejawów symbolicznego ciała republiki, także w tym autor czerpie inspirację z bogatego dorobku pisarzy politycznych, politologów i konstytucjonalistów od XVIII wieku po dzień dzisiejszy. Pytanie znane co najmniej od średniowiecza i stanowiące jeden z ulubionych problemów nie tylko retorycznych sporów akademickich: „czy odcięta głowa może mówić?” w przypadku egzekucji króla Ludwika XVI miało dodatkowy walor. Realny i symboliczny mord popełniony na ciele monarchy mógł oznaczać początek nowego porządku tylko pod warunkiem jego pełnej skuteczności. Monarchiści, czy rojaliści odpowiedzą bez chwili namysłu, że symboliczne ciało króla Ludwika XVI przetrwało w osobie jego następców, którzy żyją po dziś dzień uznawani przez zwolenników monarchii i jej trwałości za królów de iure. Zwolennicy francuskiej republiki poszukujący usilnie jej mitu założycielskiego i punktu startowego widzieli go jednak właśnie w śmierci króla na gilotynie – wydarzeniu krwawym, bezprecedensowym, gwałtownym i radykalnym, a ponadto wynikającym z woli i decyzji nowego ludowego suwerena. Skoro najpierw król przestał być królem pozbawiony tronu, a potem zamordowano jego ciało, tym samym przerwano ciągłość jego obu ciał. W to miejsce musiał nastąpić nowy porządek, który był naturalną konsekwencją poprzednich wydarzeń. Okazuje się, że rewolucjoniści nie czuli się pewnie. Na wszelki wypadek w dniu egzekucji króla, 21 stycznia 1793 r., szafot otoczono kordonem żołnierzy i zadbano, aby wynajęci klakierzy zagłuszali słowa monarchy wypowiedziane przed śmiercią. W ten sposób lud zebrany wokół miejsca egzekucji nie mógł usłyszeć nie tylko słów króla przed, ale i po śmierci. Kiedy nauka dowiodła, że odcięta głowa nie może nic powiedzieć, bo płuca nie mogą dostarczyć powietrza do krtani i strun głosowych, pozostała wątpliwość – czy mózg wciąż odczuwa ból i czy myśli. Jeżeli tak – to w wyniku dekapitacji, jako symbolicznego oddzielenia głowy państwa od jego korpusu, nie doszło do natychmiastowej śmierci — głowa jeszcze jakiś czas żyła. Rojaliści odpierając tezę republikanów o zakończeniu ciągłości monarchii także sięgnęli po argument biologiczny. Zwrócili jednak uwagę nie na głowę, ale na pozostały po dekapitacji korpus. Skoro to już tylko zwłoki, to należy uznać, że taki bezgłowy korpus, czyli lud, nie mógł stać się nowym suwerenem, bo wraz z odcięciem swojej głowy przestał istnieć – zmarł. Nie będąc w stanie przechylić szali zwycięstwa w sporze z rojalistami na swoją stronę, zwolennicy republiki zmienili taktykę. Uznali, że przeciwnie niż w monarchii, gdzie naczelną wartością ustrojową jest trwałość i ciągłość, w republice będzie nią dyskontynuacja – ciągłe przerywanie i nowe otwarcia porządku politycznego. Symbolem nowego porządku republikańskiego i antymonarchicznego stały się kolejne, krótkie kadencje parlamentu. Ich symbolicznym dopełnieniem i gwarancją rzeczywistego przecięcia kadencji – niczym ostrze gilotyny – stała się zasada dyskontynuacji prac parlamentu.
Niektórzy autorzy doszukują się jeszcze jednego makabrycznego symbolu towarzyszącego procedurze wyborów parlamentarnych. Urna, do której ludowi wyborcy wrzucają swoje karty do głosowania, jest uosobieniem kosza, do którego spadła głowa króla po jej ścięciu przez gilotynę. Każde wyjęcie z urny kart i publiczne podanie ich wyniku do wiadomości – to okazanie ludowi ściętej głowy króla.
Szczerze polecam lekturę książki Philipa Manowa pt. „W cieniu króla”. Znajdą w niej Państwo wiele ciekawych idei i tez inspirujących do przemyśleń i dalszej lektury.
Zdjęcia:
– [Villeneuve…], The British Museum, licencja: Creative Commons Attribution-NonCommercial-ShareAlike 4.0 International (CC BY-NC-SA 4.0)
– [Izba reprezentantów…], Plik: Australian House of Representatives – Parliament of Australia.jpg, by JJ Harrison (jjharrison89@facebook.com) (Own work) [ CC BY-SA 3.0] (https://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0)], via Wikimedia Commons












