CZAS PRZECZYTANIA TEKSTU: 14 minut(y) / READING TIME: 14 minutes
We wskazanym okresie ukazały się wydania aż 48 periodyków naukowych z zakresu prawa konstytucyjnego i nauk politycznych. Trzy z nich miały nowe wydania w każdym miesiącu, co daje łącznie sumę 51 nowych numerów.
Oto moje rekomendacje dotyczące najciekawszych tekstów z tytułowego okresu:
Na łamach lutowego wydania „AMERICAN POLITICAL SCIENCE REVIEW” (vol. 116 , issue 1) tekst Who Votes: City Election Timing and Voter Composition dotyczący problemu niskiej frekwencji w wyborach samorządowych, która osłabia legitymizację władz samorządowych oraz pogarsza reprezentatywność wybieranych władz. Autorzy proponują prosty sposób na podwyższenie frekwencji wyborczej — połączenie terminu wyborów samorządowych i ogólnokrajowych. Ich badania przeprowadzone w stanie Kalifornia dowodzą, że za każdym razem kiedy dochodziło do nałożenia się terminów wyborów samorządowych i ogólnokrajowych — frekwencja w wyborach samorządowych była wyższa. Najlepsze wyniki przynosiło dotąd nałożenie się terminu wyborów samorządowych i prezydenckich. Propozycja amerykańskich politologów wpisuje się w trwającą w Polsce dyskusję o terminie wyborów samorządowych dodając do niej kolejny, ciekawy kontekst.
W tym samym numerze pisma jeszcze jeden tekst, którego nie mogłem pominąć z uwagi na temat: Coalitional Lobbying and Intersectional Representation in American Rulemaking. Autor zajął się ciekawym problemem lobbingu uprawianego przez małe grupy interesu reprezentujące środowiska wykluczonych – osoby kolorowe, rdzennych Amerykanów, kobiety czy ubogich. Ograniczone zasoby sprawiają, że takie grupy zaniedbują działania polegające na artykułowaniu ich preferencji i interesów. Autor przekonuje, że w rzeczywistości wiele z tych grup działa w ramach większych koalicji lobbingowych, które pozwalają im na połączenie sił z innymi podobnymi, słabszymi grupami. Zróżnicowanie wewnętrzne takich koalicji wpływa na wzrost pluralizmu w procesie decyzyjnym administracji państwowej.
W pierwszym z tego roku numerze półrocznika „ANUARIO IBEROAMERICANO DE JUSTICIA CONSTITUCIONAL” (nr 26 (1), styczeń-czerwiec 2022), znajdujemy artykuł ¿Existe un derecho humano a la reelección presidencial indefinida en el sistema interamericano? Los límites de los derechos políticos en una democracia representativa, którego autor odpowiada na frapujące pytanie: czy na gruncie międzyamerykańskiego systemu ochrony praw człowieka można mówić o istnieniu politycznego prawa człowieka do nieograniczonych reelekcji prezydenckich. Jest to więc pytanie o granice praw politycznych w warunkach demokracji reprezentacyjnej. Podobne pytanie skierowano do Międzyamerykańskiego Trybunału Praw Człowieka (MTPC), który w odpowiedzi wydał stosowną rezolucję. Autor artykułu prezentuje problem relacji między demokracją, prawami człowieka i rządami prawa dochodząc do wniosku, że są one nierozerwalnie związane. Podobna konkluzja rozważań przeprowadzonych przez MTPC przynosi negatywną odpowiedź na zadane pytanie. Nie istnieje polityczne prawo człowieka do nieograniczonych reelekcji w wyborach prezydenckich. Takie prawo naruszałoby fundamentalne zasady ustroju demokratycznego, jak: pluralizm polityczny, równość w dostępie do urzędów publicznych, czy podział władzy.
W tym samym numerze jeszcze jeden ciekawy artykuł: El referéndum revocatorio del mandato como instrumento de fiscalización a los Gobiernos en América, poświęcony instytucji recall, czyli (referendum odwoławczego). Historia recall w krajach Ameryki Łacińskiej sięga XIX w. W niektórych z nich instytucja ta pojawiła się w początkach XX w., a w kilku dopiero niedawno – w reakcji na kryzys demokracji. Autor analizuje recall, aby odpowiedzieć na pytanie o jego istotę, źródło, a także czy instytucja ta spełnia swoją główną funkcję – funkcję kontrolną w stosunku do władz publicznych.
Autor dowodzi, że istnienie recall jest w pełni zgodne z zasadami demokracji liberalnej. Nie uznaje go za składnik mandatu imperatywnego, ale raczej za element zasady przedstawicielstwa. Popularność recall w krajach Ameryki Łacińskiej wynika z popularności prezydenckiego systemu rządu na tym kontynencie. Zasada nieodpowiedzialności politycznej prezydenta przed parlamentem – typowa dla systemu prezydenckiego – sprawia, że egzekwowanie jego odpowiedzialności jest bardzo utrudnione. Recall może stanowić remedium stanowiąc alternatywę dla nieistniejącej odpowiedzialność prezydenta przed parlamentem – w postaci jego odpowiedzialności przed elektoratem. Obywatelskie prawo wyborcze (w sensie podmiotowym) – zdaniem autora – zawiera w sobie także prawo do odwołania organu pochodzącego z wyborów powszechnych.
Aby maksymalnie wykorzystać zalety recall, a jednocześnie uniknąć negatywnych konsekwencji jego nieograniczonego charakteru (destabilizacja polityczna w Peru), należy nadać mu optymalną formę poprzez odpowiednią regulację prawną. Wśród cech optymalnych recall autor wymienia: istnienie okresów ochronnych na początku i na końcu kadencji prezydenckiej, odpowiednio zaostrzone wymogi formalne dotyczące zainicjowania recall (aby nie było to ani zbyt łatwe ani zbyt trudne), zagwarantowanie prawa do inicjowania recall obywatelom i odebranie tego prawa organom władzy publicznej (vide kazus Meksyku).
I tylko sygnalizacyjnie dodam, że w tym samym numerze znajdziemy tekst o Kościele Latającego Potwora Spaghetti oraz wolności wyznania na gruncie hiszpańskiego orzecznictwa.
Pierwszy w tym roku numer „DER STAAT” porusza ciekawy problem obstrukcji parlamentarnej na przykładzie niemieckiego Bundestagu. Autor artykułu Obstruktion im Parlament dowodzi, że dopóki mamy do czynienia z tzw. obstrukcją legalną, a więc uprawianą z wykorzystaniem środków zgodnych z prawem, może ona skutecznie przeciwdziałać hegemonii większości próbującej narzucić swoją wolę ogółowi parlamentarzystów. Parlamentarzyści stosujący legalną obstrukcję mają na celu przede wszystkim opóźnianie procesu decyzyjnego. W tym celu wykorzystują uprawnienia zagwarantowane w prawie parlamentarnym opozycji i grupom mniejszościowym – jak np. prawo do żądania sprawdzenia kworum. Autor dowodzi, że im większa jest grupa mniejszościowa tym większa skuteczność stosowanej przez nią obstrukcji. Jeżeli grupa jest dobrze zorganizowana i stosuje przemyślaną strategię i taktykę przełamanie jej obstrukcyjnych działań jest niezwykle trudne, jeżeli w ogóle możliwe.
W styczniowym wydaniu „HARVARD JOURNAL ON LEGISLATION” (vol. 59) moją uwagę zwrócił – nie tylko z uwagi na prowokacyjny tytuł (Sunsets are for Suckers: an Experimental Test of Sunset Clauses) – artykuł poświęcony tzw. sunset clause in legislation, czyli klauzulom derogacyjnym określanym jako „klauzule zachodzącego słońca”. Te bardzo popularne w Stanach Zjednoczonych klauzule, są spotykane także w systemach prawnych innych krajów świata, w tym w Polsce. Przykładowo, amerykańscy prawodawcy zastosowali klauzule zachodzącego słońca w regulacjach dotyczących COVID-19.
Autorzy artykułu poddali analizie wybrane ustawy, aby zweryfikować dotychczasową wiedzę na temat tytułowych klauzul, uzupełniając ją o nowe hipotezy badawcze. Wbrew powszechnemu przekonaniu, autorzy dowiedli, że zastosowanie sunset clause niekoniecznie ułatwia uchwalenie danej ustawy, bowiem nie zawsze zmniejsza opór opozycji, a także – że klauzule te niekoniecznie bezwzględnie skracają czas obowiązywania danego aktu prawnego, wreszcie – że klauzule niekoniecznie zwiększają poparcie społeczne dla danej regulacji. Za tytułowych „frajerów” w przypadku klauzul zachodzącego słońca można uznać deputowanych o poglądach liberalnych, którzy – o ile sami są skłonni do poparcia regulacji zawierających postanowienia bliższe poglądom konserwatystów, o tyle nie mogą liczyć na wzajemność, ponieważ konserwatyści nie są skłonni poprzeć propozycji w duchu liberalnym nawet jeżeli dana regulacja ma być tylko czasowa i jest ona zabezpieczona sunset clause.
Część konstytucjonalistów i politologów widzi w epistokracji remedium na obecny kryzys demokracji. W ten nurt wpisuje się autor artykułu na łamach styczniowego wydania „INTERNATIONAL JOURNAL OF CONSTITUTIONAL LAW” (vol. 20, issue 1), który przypomina nieco zapomnianą (pomijaną, nieuświadamianą) epistokratyczną funkcję wyborów pośrednich. Epistokracja to forma ustroju państwa, gdzie władzę sprawują tylko osoby kompetentne. Rządy oparte na odpowiedniej wiedzy postulowali już starożytni filozofowie greccy. Autor artykułu Indirect elections as a constitutional device of epistocracy, na przykładzie Stanów Zjednoczonych i Indii dowodzi, że wybory pośrednie rzeczywiście były stosowane jako mechanizm epistokratyczny i wciąż mają taki potencjał. Jednocześnie, nie są one wolne od wad i zagrożeń, o których także wspomina. Wybory pośrednie miały stanowić zabezpieczenie przed niskim poziomem wybierających i wybieranych. Selekcja merytoryczna elektorów miała wpływać na selekcję kandydatów – bez konieczności wprowadzania cenzusów wyborczych. Okazuje się, że sprawa nie jest taka prosta. Kiedy na przykład wyborcy dokonując wyboru elektorów kierują się ich preferencjami dotyczącymi kandydatów do organu, który elektorzy mają obsadzić – wybory pośrednie przeradzają się de facto w bezpośrednie. Efekty funkcjonowania wyborów pośrednich będą inne w przypadku parlamentów dwuizbowych, gdzie jedna z izb jest wyłaniana w drodze wyborów bezpośrednich, a druga pośrednich. Znaczenie ma także fakt czy mamy do czynienia z państwem federalnym oraz na jakim poziomie władzy wybory są pośrednie. W artykule więcej ciekawych kwestii i problemów związanych z epistokracją i wyborami pośrednimi.
Na łamach I-CON zaciekawił mnie jeszcze jeden artykuł (Crown-Presidentialism), także poświęcony systemowi rządu. Nie chodzi jednak o jeden ze znanych i funkcjonujących w obiegu naukowym systemów, ale o autorską propozycję wyodrębnienia nowej kategorii ustrojowej – tzw. „prezydencjalizmu koronnego”. Autor dowodzi, że systemy ustrojowe, które powstały w części krajów postsowieckiej Eurazji i Afryki tylko pozornie i powierzchownie spełniają przesłanki pozwalające zaliczyć je do systemów prezydenckich lub półprezydenckich. W rzeczywistości w krajach takich jak Rosja, Turcja, Uzbekistan, Kazachstan, Tadżykistan, Białoruś, Syria, Sri Lanka czy Azerbejdżan ustanowiono prezydencjalizm koronny. Polega on na tym, że prezydent, nierzadko pochodzący z wyborów powszechnych, dysponuje władzą dominującą, nadrzędną nad egzekutywą, legislatywą, ale także przynajmniej częściowo – nad judykatywą i władzą kontrolną. Dzieje się tak jednak nie poprzez naruszanie konstytucji, przewrót czy działania nieformalne, ale w majestacie ustawy zasadniczej zaprojektowanej celowo w taki sposób, aby zapewnić prezydentowi władzę zwierzchnią. Pozycja prezydenta nie jest przy tym efektem z góry ustanowionej zasady ustrojowej, ale wynika z całokształtu jego uprawnień, ich liczby i zakresu. Są to pozornie typowe dla innych, realnie demokratycznych republik prezydenckich instytucje — jak prawo do rozwiązania parlamentu, odwołania premiera czy powołania sędziego, ale wzbogacone o liczne inne uprawnienia – do wydawania aktów o mocy ustawy czy powołania części deputowanych. Jak zauważa autor – kategoria „prezydencjalizmu koronnego” może pomóc nie tylko w uściśleniu klasyfikacji ustrojów i odróżnieniu modeli demokratycznych od autorytarnych, ale także zwrócić uwagę na fakt, że naczelne zasady konstytucyjne nie są per se gwarancją ustanowienia porządku liberalnego, ale mogą być fundamentem ustroju autorytarnego opartego na autorytarnej konstytucji.
W styczniowym wydaniu „IUS POLITICUM. REVUE INTERNATIONALE DE DROIT POLITIQUE” (nr 27) znajdziemy tekst Le populisme couronné, essai sur un jeu de rôles institutionnel. O różnych aspektach populizmu napisano w minionych latach bardzo dużo. A jednak autorowi udało się odnaleźć odmianę populizmu dotąd pomijaną lub niedostrzeganą. Obok populizmu trybunicyjnego i powstańczego wyróżnił populizm koronny. Populizm powstańczy to zjawisko oddolne, masowe i cechujące się dużą dynamiką i zmiennością. Populizm trybunicyjny jest związany z działalnością charyzmatycznego lidera – trybuna (lub liderów) opozycji, który podsyca niezadowolenie ludu i kanalizuje je, aby uderzyć w znienawidzone elity. Celem trybuna jest na ogół przejęcie władzy. Po populizm koronny sięgali monarchowie i prezydenci, a więc osoby z wewnątrz systemu władzy, aby w porozumieniu z ludem uderzyć w elity dążące do oligarchizacji systemu, a więc będące dla nich zagrożeniem. Monarcha lub prezydent sprzymierza się z ludem i staje na jego czele. Celem populizmu koronnego jest wzmocnienie lub zdobycie władzy — kosztem elit. Zjawisko to spotyka się zarówno w monarchiach, jak i w republikach. Autor podaje kilka przykładów z historii szczegółowo je omawiając. Po populizm koronny sięgnęli Ludwik XVI (nieskutecznie), Jerzy III Hanowerski (do pewnego momentu bardzo skutecznie), prezydent USA Andrew Jackson, prezydent Francji Charles de Gaulle, prezydent Emanuel Macron czy Napoleon Bonaparte – aby wyliczyć ledwie kilku. Populizm koronny jest bronią obosieczną. Krytyka wymierzona w elity polityczne (rodowe jak arystokracja czy finansowe jak plutokracja) będzie skuteczna do czasu, aż lider stosujący populizm koronny sam zdobędzie (lub znacząco nie wzmocni) władzę i aby ją utrzymać oraz sprawnie wykorzystywać — sam będzie musiał skorzystać z pomocy swojego otoczenia – doradców, wysokich urzędników, grup interesu, które z czasem utworzy nową elitę stając się naturalnym obiektem ataku przeciwników, czyli populistów trybunicyjnych lub liderów pokonanej poprzednio i odsuniętej od wpływów elity. Szczegółowe opisy wybranych populistów koronnych stanowią ciekawy materiał do przemyśleń.
W tym samym numerze opublikowano jeszcze jeden tekst, który polecam. Jest on wcale udaną próbą uporządkowania zamętu wokół znaczenia i genezy pojęć obywatelstwo i narodowość na gruncie Francji. Autor zauważa, że nierzadko badacze łączą genezę jakiejś instytucji czy zjawiska z rewolucją francuską, podczas gdy w rzeczywistości jest ona o wiele młodsza. Popularny pogląd, że pokłosiem rewolucji we Francji było pojawienie się pojęć obywatelstwa i narodowości jako niezależnych kategorii prawnych jest nieprawdziwy. Pojęcie narodowości pojawiło się w języku francuskim dopiero w XIX w. Notuje go dopiero 6. wydanie Słownika Akademii Francuskiej w 1835 r. w znaczeniu nieco odmiennym od współczesnego. Również pojęcie obywatelstwa zmieniało swoje znaczenie jeszcze w czasie rewolucji. Podobnie – termin naród – zupełnie inaczej definiowany przed i w trakcie rewolucji. Tworzący się w czasie rewolucji naród burżuazyjny powstawał w opozycji do dawnego narodu z udziałem szlachty i duchowieństwa i pod przewodem króla. Więcej na ten temat w tekście Citoyenneté et nationalité sous la Révolution française : histoire d’un imbroglio conceptuel.
W lutowym wydaniu „LEGISLATIVE STUDIES QUARTERLY” (Volume 47, Issue 1) znalazłem dwa szczególnie ciekawe teksty.
Pierwszy – Small in Size but Powerful in Parliament? The Legislative Performance of Minority Governments — podważa powszechne przekonanie, że gabinety mniejszościowe są skazane na porażkę i zawsze radzą sobie gorzej niż gabinety większościowe (czyli złożone z partii, której/-ych deputowani dzierżą większość mandatów). Autorka na podstawie najszerszego w dotychczasowej literaturze przedmiotu zestawu danych, obejmującego 197 gabinetów z 21 demokracji parlamentarnych na przestrzeni 42 lat, dowodzi, że to powszechne przekonanie jest błędne. Z jej analizy wynika, że gabinety mniejszościowe są w stanie skutecznie kontrolować parlamentarną agendę i doprowadzać inicjowane przez siebie procedury ustawodawcze do produktywnego końca nie gorzej od gabinetów większościowych. Kluczowym wymogiem jest istnienie formalnego porozumienia mniejszościowego gabinetu z poszczególnymi partiami opozycyjnymi. W przypadku krajów, w których gabinety mniejszościowe są rzadkością — istotnym wsparciem jest sformalizowana, pisemna umowa rządu z poszczególnymi partiami dotycząca poparcia. W państwach, gdzie rządy mniejszościowe są powoływane często – wystarczy samo zawarcie porozumienia. Jego spisywanie nie jest potrzebne czy konieczne. To bardzo interesujące tezy, szczególnie wobec coraz częściej spotykanych w krajach demokratycznych gabinetów mniejszościowych.
Drugi – On Whose Door to Knock? Organized Interests’ Strategic Pursuit of Access to Members of Congress – dotyczy ciekawej kwestii strategii grup interesów pragnących wpływać na postępowanie ustawodawcze na swoją korzyść – czyli taktyki lobbingowej w parlamencie. Autor skupia się na pytaniu o wycinek taktyki dotyczący stosowanych preferencji w kontaktach z deputowanymi, vulgo: którzy deputowani są najcenniejszymi kontaktami dla lobbystów. Dotąd analizy praktyki lobbingu skupiały się głównie na kwestii etapu procedury decyzyjnej, na którym lobbyści są najbardziej aktywni. Odpowiedź jest częściowo przewidywalna: lobbyści poszukują kontaktu z deputowanymi wpływowymi, np. członkami władz klubów, czy komisji i podkomisji parlamentarnych. Autor poczynił jednak także nowe, bardzo ciekawe ustalenia. Pożądanym kontaktem jest deputowany niezdecydowany, który nie ma jeszcze wyrobionego zdania na dany temat lub popiera rozwiązanie korzystne dla danej grupy interesu, ale jest to poparcie słabe i chwiejne. W połączeniu z jego wpływową pozycją – staje się najbardziej pożądanym rozmówcą dla lobbysty i obiektem wywierania wpływu. Autor weryfikuje także inne, utrwalone i powielane poglądy na temat strategii i taktyki lobbystów. Okazuje się, że wywieranie wpływu poprzez donacje na kampanię wyborczą, które są powszechnie uznawane za działanie uprzednie, przed nawiązaniem kontaktu z deputowanym i mające go w przyszłości do tego kontaktu skłonić — miewa także charakter następczy i stanowi formę nagrody za nawiązanie kontaktu i przychylność dla interesu klienta lobbysty. To ustalenie modyfikuje inne powszechne przekonanie, że deputowani są skłonni przychylić się do propozycji lobbystów jeżeli będą one zgodne z interesem wyborców, ich dobrostanem (w tym celu lobbyści pozyskują dla nich odpowiednie dane, aby uprawdopodobnić spójność interesów reprezentowanej przez nich grupy oraz wyborców deputowanego-kontaktu). Lobbyści często występują w imieniu grup, których interesy nie mają wiele wspólnego z dobrostanem przeciętnego wyborcy – jak globalne korporacje, koncerny farmaceutyczne, koncerny zbrojeniowe itp. Wówczas istotne będzie właśnie wsparcie finansowe przyszłej kampanii wyborczej takiego deputowanego oraz maksymalna dyskrecja. Taktyka w przypadku blokowania poprawki czy inicjatywy ustawodawczej niekoniecznie powinna być analogiczna do tej, którą wybiera się w przypadku wspierania jakiegoś rozwiązania. Łatwiejsze niż budowa zwartej koalicji deputowanych przeciwko danemu nowego rozwiązaniu, będzie pozyskanie osoby mającej realny wpływ na agendę parlamentarną. Może ona skreślić z agendy lub znacząco opóźnić realizację danej inicjatywy. Autor zwraca uwagę również na dwie kwestie. Po pierwsze — taktyka zmienia się w zależności od adresata lobbingu – np. deputowany nowicjusz i laik w danej dziedzinie będzie bardziej chętny, by uzyskać dostęp do wiadomości eksperckich. Z kolei doświadczony deputowany z dłuższym stażem, dobrze zorientowany w danej kwestii będzie bardziej zainteresowany wsparciem w czasie kolejnej kampanii wyborczej. Autor zachęca do prowadzenia badań skupionych na środowisku lobbystów. Brakuje badań, które ukazywałyby ewentualne związki między przeszłością zawodową, rasą, płcią i wyznawanymi przez lobbystę poglądami, a jego preferencjami w zakresie tematów i interesów, o których realizację zabiega, czy intensywności jego/jej starań.
Styczniowe wydanie francuskiego „POUVOIRS. REVUE FRANÇAISE D’ÉTUDES CONSTITUTIONNELLES ET POLITIQUES” (nr 180) w całości poświęcono Pałacowi Elizejskiemu — zarówno w sensie przenośnym, jako siedzibie Prezydenta Francji, miejscu podejmowania ważnych politycznych decyzji, jak również dosłownie – jako budynkowi, lokalizacji ceremonii państwowych, dziele architektury – jego historii oraz obecności w literaturze i kinie, miejscu zamieszkania pary prezydenckiej, w tym Pierwszej Damy, czy bardziej przyziemnie – jako powodowi wydatków, przedmiotowi odrębnej księgowości itp. Z numeru wybrałem tekst poświęcony ceremonialnej roli Pałacu (L’Élysée, lieu cérémoniel). Okazuje się, że Pałac chociaż jest miejscem wielu ważnych uroczystości i ceremoniałów, na czele z zaprzysiężeniem nowego prezydenta, nie pozwala na pomieszczenie wszystkich ważnych ceremonii, co wymusza na protokole dyplomatycznym sięganie po inne lokalizacje w Paryżu i we Francji. Autor uważa, że jest tylko jedno miejsce na świecie, które może się równać z Pałacem Elizejskim pod względem skali i powagi organizowanych w nim uroczystości ceremonialnych – to waszyngtoński Biały Dom.
W hiszpańskim „REVISTA DE ESTUDIOS POLÍTICOS” (nr 195) odnalazłem tekst La protección de lo sagrado en Francia: de las caricaturas a la ley para reforzar el respeto a los valores de la república powracający do konfliktu pomiędzy zasadą świeckości państwa francuskiego, a problemem wolności słowa i jej granic. Autorka wychodzi od słynnej sprawy karykatur Mahometa, który publikacja w czasopiśmie satyrycznym „Charlie Hebdo” doprowadziła do tragedii – śmierci członków redakcji pisma w wyniku zamachu ze strony radykalnych islamistów. Karykatury o tematyce religijnej są przez radykalną część wyznawców Islamu uznawane za obrazę uczuć religijnych, a nawet bluźnierstwo. Autorka uważa, że ochrona uczuć religijnych i wolność wyznania nie mogą być wartościami, które osłabiłyby zasadę świeckiego państwa, zasadę równości oraz wolność słowa. Jej zdaniem właściwą reakcją państwa francuskiego na opisane, niepokojące zjawiska i radykalny islamizm powinno być „więcej sekularyzmu”, który uważa ona za jeden z fundamentalnych elementów tożsamości europejskiej, a także wzmocnienie zasady egalitaryzmu i wolności słowa. Ochrona wolności słowa ze strony państwa powinna umożliwiać tworzenie i publikowanie karykatur o tematyce religijnej, w duchu sekularyzmu, z jednoczesnym przeciwdziałaniem przekraczaniu granic wolności słowa określonych w dokumentach Rady Europy, w tym – poprzez stosowanie mowy nienawiści, rasizm i inne niedopuszczalne zjawiska, działania i zachowania. Zdaniem autorki w przypadku wzmacniania zasad republikańskich i zwalczania radykalnego islamizmu we Francji nie wystarczy podejście stricte prawnicze (aluzja do projektów ustaw dotyczących wskazanych zjawisk), ale konieczne jest podejście polityczno-normatywne i kontekstowe.
Jeszcze jeden w tym przeglądzie periodyk hiszpański, który miał w opisywanym okresie swoje nowe wydanie – REVISTA ESPAÑOLA DE DERECHO CONSTITUCIONAL (nr 124) zainteresował mnie z powodu artykułu Campañas electorales, Big Data y perfilado ideológico. Dotyczy on regulacji, praktyki i problemów tzw. profilowania politycznego w odniesieniu do ochrony danych, biorąc pod uwagę zarówno przepisy RODO, jak i konkretne przepisy przyjęte w Hiszpanii w celu reformy tzw. LOREG (ustawa organiczna o regulacji prawa wyborczego). Artykuł wyjaśnia, na czym polega profilowanie polityczne oraz prezentuje jego metodologię opartą na najnowszej praktyce. Ponadto, artykuł porusza problem (braku) odpowiedniej reakcji prawnej na opisywane zjawisko, szczególnie w świetle jej dopuszczalności na gruncie unijnego porządku prawnego. Wreszcie, w artykule zaproponowano techniczne i prawne zabezpieczenia, które mogą pomóc w zmierzeniu zakresu stosowania profilowania politycznego oraz odpowiednim przewymiarowaniem jego wpływu na system demokratyczny i decyzje wyborcze.
Na łamach „THE GEORGETOWN LAW JOURNAL” (Vol. 110), ciekawy temat rankingów wydziałów prawa i ich metodologii, a dokładniej – błędów w przyjętej metodologii, która prowadzi do negatywnych konsekwencji. Autor artykułu Of Law School Rankings, Disparity, and Football analizuje najstarszy i najbardziej prestiżowy ranking amerykańskich wydziałów prawa prowadzony przez U.S. News & World Report od 1987 r. W 2019 r. w reakcji na zarzuty dotyczące subiektywności rankingu, USNWR zapowiedział modyfikację metodologii. Krytyce poddano jedno z kryteriów rankingu, polegające na zbieraniu opinii o wydziale od pracowników innych wydziałów prawa. Tak wystawiona ocena stanowiła aż 40% punktacji wydziału w rankingu. Modyfikacja ma polegać na zamianie opisanej metody pozyskiwania opinii na inną. Odtąd podstawę do wystawienia tej części oceny ma być wpływ naukowy wydziału mierzony danymi dostarczonymi przez jedno z największych repozytoriów naukowych, jakim jest HeinOnline. Baza ma dostarczać danych o publikacjach pracowników ocenianego wydziału z 5 lat poprzedzających ranking oraz liczby cytowań i odsłon tych publikacji. Autor krytycznie odnosi się do tego pomysłu uzasadniając swoje stanowisko. Dane HeinOnline nie stanowią pełnego obrazu aktywności naukowej pracowników wydziałów prawa, liczbą odsłon można łatwo manipulować (liczbą cytowań – do pewnego stopnia także). W artykule pojawia się też ważna uwaga. Zapewne nie jest ona niczym odkrywczym dla socjologów i innych specjalistów od rankingów i pomiarów: rankingi mają realny wpływ na zmiany zachodzące w ocenianych jednostkach. Okazuje się, że amerykańskie uczelnie od lat „grają” w rankingi – dostosowując do nich swoje działania i decyzje (o kilku patologicznych praktykach wspomniano skrótowo w tekście). Gra w ranking czy działanie „pod ranking” nie przekłada się wprost na wzrost jakości uprawianej nauki czy dydaktyki, a jedynie ma na celu poprawienie (niepogorszenie) pozycji w rankingu. Dodatkowo — ranking, który może być traktowany jedynie jako narzędzie marketingowe — powinien opierać się na marketingowych kryteriach. Do takich – zdaniem autora – nie sposób zaliczyć cytowalności publikacji naukowych. Ciekawy materiał do refleksji nad medialnymi rankingami polskich wydziałów prawa, ale także – nad kryteriami ewaluacji naukowej.
Pierwszy w tym roku numer „THE JOURNAL OF LEGISLATIVE STUDIES” (vol. 28, issue 1) przynosi m.in. ciekawe opracowanie dotyczące stałych ciał eksperckich w parlamencie. Autor na przykładzie czeskiego Instytutu Parlamentarnego pokazuje zasady i standardy działania państwowej instytucji eksperckiej świadczącej usługi doradcze na rzecz parlamentarzystów, ministrów i innych decydentów w sposób wolny od politycznego czy ideologicznego zabarwienia. Z tekstu dowiemy się o historii Instytutu, jego organizacji i zasadach dzialania, a także o tym w jaki sposób zapewnia się neutralność i bezstronność opinii prawnych i ekspertyz sporządzanych przez pracowników Instytutu (ciekawym rozwiązaniem jest zasada anonimowości ekspertyz). Okazuje się, że głównymi klientami Instytut nie są liderzy ugrupowań politycznych, ministrowie czy inni politycy pierwszego garnituru, ale posłowie szeregowi, nazywani zgodnie z brytyjską tradycją „backbenchers”.Więcej ciekawych danych, które można porównać sobie z zasadami funkcjonowania np. Biura Analiz Sejmowych w tekście Parliamentary research services as expert resource of lawmakers. The Czech way.
Na koniec tematyka, która regularnie powraca w debacie publicznej oraz w debacie naukowej – stale pogarszający się poziom prawodawstwa. W czasie pandemii Covid-19 te tendencje znacząco się pogłębiły na całym świecie. Tekst na łamach „THEORY AND PRACTICE OF LEGISLATION” (vol. 10, no. 1), który polecam wybrałem z dwóch powodów. Po pierwsze – nie dotyczy Polski, ale Włoch. Poznamy diagnozę dotyczącą jakości włoskiej legislacji i powodów coraz bardziej i częściej dostrzegane przez badaczy spadku jej jakości. Po druprawodawgie – autorka nie poprzestaje na krytyce i jej podstawach, ale proponuje trzy dość konkretne kierunki działań, które mają doprowadzić do poprawy stanu rzeczy. Są one na tyle uniwersalne, że można je z powodzeniem zastosować w polskich realiach. Szczegóły w artykule: Enhancing the quality of legislation: the Italian experience










