KONSTYTUTY POLECAJĄ: NAJCIEKAWSZE ARTYKUŁY WRZEŚNIA I PAŹDZIERNIKA 2017

CZAS PRZECZYTANIA TEKSTU: 14 minut(y) / READING TIME: 14 minutes

Otwarciu nowego roku akademickiego zawsze towarzyszy spora aktywność publikacyjna. We wrześniu i październiku ukazały się nowe numery aż 32 zagranicznych czasopism naukowych z dziedziny prawa konstytucyjnego i politologii. Tradycyjnie, nie udało mi się ograniczyć mojej listy polecanych artykułów do ledwie 10. Dlatego – lista jest jak zwykle nieco dłuższa. Wierzę, że moi Czytelnicy mi to wybaczą.

Najnowszy numer POUVOIRS. REVUE FRANÇAISE D’ÉTUDES CONSTITUTIONNELLES ET POLITIQUES (162) to prawdziwa gratka dla badaczy ustroju Państwa-Miasta Watykan. Cały numer, liczący przeszło 200 stron, poświęcono właśnie Watykanowi. Jak wynika z treści opracowań dotyczących papieża – nie jest on już władcą absolutnym, jak chcą go widzieć liczni autorzy opracowań na temat ustrojów państw obcych. Polityczna rola papieża, również, a może przede wszystkim na arenie międzynarodowej, która przez wieki przeważała nad rolą religijną, ustąpiła tej drugiej. Papież zachował swoje uprawnienia w zakresie prowadzenia spraw państwowych Watykanu, ale w wielu sprawach jest zależny od zgody, czy co najmniej przychylności innych instytucji ustrojowych. Nadal jednak cieszy się bardzo szerokimi uprawnieniami i silną pozycją.

Kolejne artykuły naukowe w numerze dotyczą m.in. historii i teraźniejszości Stolicy Apostolskiej i Państwa Watykańskiego; Historii wyborów papieża; Władzy papieża i jej granic; Rządu Watykanu i podejmowanych oraz planowanych reform Kurii; Działalności dyplomatycznej Stolicy Apostolskiej; Skarbu Watykańskiego; Afery „Vatileaks”; Unikalnego porządku prawnego jakim jest „Prawo Watykańskie”; Kobiet w Watykanie i ich statusu prawnego; Pozycji Papieża jako biskupa Rzymu; Relacji Watykanu z kościołami lokalnymi na całym świecie; wreszcie podejmowanych prób reformy o charakterze decentralizacyjnym. Ponadto w numerze jak zwykle  francuska, syntetyczna kronika konstytucyjna. 

Wyjątkowo dodaję do przeglądu najnowszy numer „INTERNATIONAL JOURNAL OF CONSTITUTIONAL LAW” (Volume 15, issue 3), który nosi datę lipcową, ale ukazał się dopiero w październiku. Wybór nie tylko jednego, ale nawet kilku najciekawszych tekstów to zadanie arcytrudne, dlatego szczerze polecam ten numer w całości. Wskazane przeze mnie artykuły to z pewnością nie jedyne godne lektury i uwagi. Numer otwiera wywiad z sędzią Sądu Najwyższego USA, Ruth Bader Ginsburg, znanej ze swoich wyrazistych poglądów politycznych, ale przede wszystkim cenionej jako wybitny prawnik (“Notorious RBG”: A conversation with United States Supreme Court Justice Ruth Bader Ginsburg). Wywiad dotyczy zarówno kariery prawniczej i zagadnień prawnych, jak i życia prywatnego sędzi Ginsburg. W numerze ponadto ciekawy tekst o prawie nieobecnym w literaturze naukowej buddyjskim konstytucjonaliźmie – jak określili go autorzy („Formations of Buddhist constitutionalism in South and Southeast Asia”). To szczególna odmiana konstytucjonalizmu, który przywiązuje istotną wagę do religii buddyjskiej i ochrony jej zasad oraz instytucji (m.in. życia klasztornego). Autorzy dowodzą, że można mówić o istnieniu szczególnej, buddyjskiej odmiany konstytucjonalizmu, który pokazują na przykładzie Sri Lanki i Tajlandii, ale odnoszą także do praktyki ustrojowej Azji Południowo-Wschodniej. Z własnego doświadczenia z badań monarchii azjatyckich mogę potwierdzić, że tamtejsze ustroje wykazują specyfikę, która wynika m.in. z religijnego zabarwienia. „The constitutionality of election thresholds in Germany” to krytyczna analiza orzeczenia niemieckiego Federalnego Trybunału Konstytucyjnego w sprawie progu wyborczego w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Trybunał potwierdził zgodność z konstytucją progu w wyborach do parlamentów landów i do Bundestagu, ale zakwestionował w wyborach do PE. Autor artykułu zgadzając się z generalną opinią Trybunału, krytykuje niektóre użyte argumenty. Mnie bardzo zainteresował także artykuł dotyczący roli sądów w ocenie zgodności ustaw z konstytucją („Judicial disapproval as a constitutional technique”). Co ciekawe – artykuł traktuje o instytucji funkcjonującej (jeszcze – bo autor jest raczej pesymistą) w Zjednoczonym Królestwie, ale jej charakterystyka do pewnego stopnia odpowiada roli, jaką mogą odgrywać sądy powszechne w państwach pisanych konstytucji, które stosując bezpośrednio konstytucję mogą wpływać na eliminację z systemu prawa niekonstytucyjnych przepisów. Instytucja judicial dissaproval (sądowa dezaprobata) polega na stwierdzeniu przez sąd, że określone przepisy niedostatecznie odpowiadają konstytucyjnym standardom ochrony praw człowieka i wobec tego zasługują na dezaprobatę. Ta dezaprobata jest formą niewiążącej sugestii skierowanej do parlamentu w celu wprowadzenia odpowiednich zmian (korekt) w prawie. Może jednak także wpływać na wykładnię i orzecznictwo. Autor odkrywa, że instytucja uważana za wynalazek II połowy XX wieku narodziła się w USA pod koniec XVIII w., kiedy w kilku stanach powstały specjalne komisje badające zgodność z konstytucją projektów ustaw przed ich wejściem w życie. W numerze ponadto m.in. kontynuacja przeglądu zmian w prawie konstytucyjnym poszczególnych państw w minionym roku (tym razem: Taiwan, Włochy i Belgia) oraz ciekawa dyskusja na temat artykułu Jan Komárka „National constitutional courts in the European constitutional democracy” („Krajowe trybunały konstytucyjne w europejskiej demokracji konstytucyjnej”) z 2014 r. Autor dowodził w nim, że zjawisko dialogu między sądami powszechnymi, a Europejskim Trybunałem Sprawiedliwości odbywające się z pominięciem krajowych trybunałów konstytucyjnych, marginalizuje i osłabia te ostatnie, co grozi  krajowym porządkom konstytucyjnym, których sądy powszechne nie ochronią. Co istotne, waga, jaką ETS przykłada do podstawowych praw człowieka odsuwa na plan dalszy inne, ważkie problemy ustrojowe. W numerze znajdziemy dwie polemiki oraz odpowiedź autora.

W październikowym „GOVERNMENT AND OPPOSITION” (volume 52, issue 4) dwa interesujące teksty. Pierwszy zadaje kłam tezie, że opozycja parlamentarna w państwach demokratycznych znajduje się obecnie w kryzysie i słabnie. Autorzy tekstu Parliamentary Opposition on the Wane? The Case of Sweden, 1970–2014, twierdzą, że pogłoski o słabnięciu, a wręcz gaśnięciu opozycji są nieuzasadnione. Aktywność opozycji jest stale zauważalna, a nawet się radykalizuje. Przy okazji autorzy odkryli, że osłabia się współpraca między partiami rządzącymi i opozycją, co jest częściowo skutkiem, a częściowo powodem coraz większego upolityczniania przez opozycję propozycji programowych partii rządzących, a także radykalizacji opozycji. Niegdyś częściej zdarzały się sytuacje i sprawy, w których dochodziło do porozumienia ponad podziałami. Dzisiaj dominuje ostra i bezwzględna walka stronnictw. Artykuł „What Affects Voter Turnout? A Review Article/Meta-Analysis of Aggregate Research” to efekt nie tyle badań empirycznych, co analizy ponad 130 artykułów naukowych, jakie ukazały się w recenzowanych periodykach z całego świata między styczniem 2004 r. i grudniem 2013 r. i dotyczyły jednego tematu — czynników wpływających na wysokość frekwencji wyborczej. Autor doszedł na podstawie lektury do ciekawych wniosków. Wśród badaczy istnieje powszechna zgoda co do tego, że frekwencja wyborcza jest wyższa w krajach, gdzie istnieje obligatoryjność udziału w wyborach zabezpieczona sankcją za absencję, gdy dane wybory są z jakichś powodów istotne oraz w państwach małych. Wpływ pozostałych czynników wskazywanych w literaturze jako mających znaczenie dla wysokości frekwencji (system wyborczy, liczba partii, poziom rozwoju cywilizacyjnego, różnice w dochodach społeczeństwa, czy podobieństwo programów wyborczych partii) nie ma jednoznacznie pozytywnego, ani negatywnego wpływu. Nie należy więc wierzyć, że istnieją proste środki zwiększenia frekwencji wyborczej, ani że istnieją uniwersalne metody osiągnięcia tego celu. Zagadnienie to wymaga spojrzenia bardziej zniuansowanego i uwzględnienia wielu złożonych czynników i okoliczności.

W najnowszym „EUROPEAN CONSTITUTIONAL LAW REVIEW” (volume 13, issue 3) artykuł dotyczący niedawnej „rewolucji” w postrzeganiu suwerenności i podstaw ustroju w Wielkiej Brytanii („Two Doctrines of the Unwritten Constitution). Decyzja o wystąpieniu z Unii Europejskiej już wywarła ogromny i praktycznie nieodwracalny wpływ na brytyjskie prawo konstytucyjne i jego doktrynę. Chodzi oczywiście o wyrok w sprawie Miller (R v. Secretary of State for Exiting the European Union [2017] UKSC 5; [2017] 2 WLR 583; [2017] WLR (D) 53, SC(E)). To orzeczenie Sądu Najwyższego Anglii i Walii podważyło dotychczasowe teorie dotyczące suwerenności parlamentu oraz doktrynę brytyjskiej niepisanej konstytucji sformułowaną m.in. w fundamentalnych dla analizy ustroju brytyjskiego pracach Dicey’a, Wade’a i Harta. Wbrew opinii rządu brytyjskiego, że zarówno dla akcesu, jak i wyjścia z Unii wystarczy jego decyzja, autoryzowana wolą ludu politycznego podjętą w referendum, Sąd stwierdził, że podstawą ustroju brytyjskiego jest działalność suwerennego parlamentu, a źródłem — w pierwszym rzędzie akty parlamentu, czyli ustawy. W drodze realizacji prerogatyw monarszych (którymi posługuje się rząd) nie można zmieniać aktów parlamentu. Akty te  tworzą bowiem trzon brytyjskiego porządku ustrojowego i pochodzą od podmiotu suwerennego. Idea niepisanej konstytucji brytyjskiej postrzeganej do tej pory jako zjawisko na poły transcendentne i mityczne powinna więc doznać istotnej korekty. Wielka Brytania nie ma jednego, czy kilku aktów o najwyższej mocy prawnej, uchwalonych w szczególnym trybie, podobnych do konstytucji obowiązujących w państwach Europy kontynentalnej. Nie oznacza to, że nie ma konstytucji w ogóle. Konstytucja brytyjska opiera się przede wszystkim na aktach (ustawach) parlamentu.  Podlegają one zmianom poprzez modyfikację ustawodawstwa odnoszącego się do zagadnień ustrojowych. Oznacza to, że tak jak za sprawą ustawy European Communities Act z 1972 r. ustrój konstytucyjny Wielkiej Brytanii uległ zmianie, tak samo dla Brexitu wymagana jest odpowiednia decyzja parlamentu modyfikująca wcześniejszy stan prawny i kształt ustroju. Nie wystarczy decyzja i oświadczenie rządu brytyjskiego. Bardzo ciekawa, choć wymagająca lektura. Dla badaczy ustroju brytyjskiego i komparatystyki prawniczej – lektura obowiązkowa.

W październikowym „YALE LAW JOURNAL” (volume 127, number 1) jeszcze jeden tekst o doktrynie oryginalizmu przewidującej dokonywanie wykładni norm konstytucji w sposób uwzględniający przede wszystkim ich genezę, cel, utrwalone rozumienie, zamiar twórców. Autor stawia tezę, która wydaje się zaskakująca – że istotą oryginalizmu nie jest analiza tekstu. Swoje wywody buduje na analizie hipotetycznego kazusu państwa Freedonia, w którym nie ma prawa pisanego, a jednak stosuje się reguły oryginalizmu. Autor wyraźnie próbuje podważyć krytykę oryginalizmu opartą na kierowanych pod adresem zwolenników tej doktryny, czy metody — zarzutach dotyczących ich skrajnego formalizmu, oderwania od rzeczywistości i traktowania tekstu prawnego jako tworu nietykalnego i prawie niepodlegającego interpretacji, a języka oraz ustroju jako bytów niezmiennych i niepodlegających ewolucji. Autor dowodzi, że te argumenty są zupełnie nietrafione ponieważ opierają się na niezrozumieniu istoty oryginalizmu, którym nie jest, albo nie jest tylko i nie jest głównie analiza gramatyczna tekstu prawnego. Czym jest oryginalizm zdaniem autora i czy niepiśmienni Freedończycy mogą być oryginalistami, oraz jak zmieni sytuację we Freedonii powołanie Rady Starszych, którzy będą mieli prawo do korygowania praktyki ustrojowej w oparciu o utrwalone reguły i odwieczne zasady, bez spisywania konstytucji — w ciekawym artykule: Originalism Without Text”.

Październikowy tom „HARVARD LAW REVIEW” (volume 130, no. 9) upamiętnia 200-lecie Harvard Law School czyli harvardzkiego wydziału prawa. To doskonała okazja, aby przyjrzeć się samej kwestii nauczania prawa w USA i ewolucji tej wyjątkowej dziedziny, którą na co dzień zajmują się tysiące wykładowców, profesorów, asystentów i adiunktów – również w Polsce. Polecam szczególnie dwa teksty. Pierwszy („Law’s Boundaries)  to próba odpowiedzi na pytanie jakie są granice prawa, czyli gdzie kończy się prawo a zaczyna nie-prawo. Artykuł otwiera opowieść o skardze, jaką złożyli studenci na profesora Christophera Columbusa Langdella, dziekana harvardzkiej szkoły prawa w drugiej połowie XIX w. Zarzucali mu, że opowiada im o wyrokach angielskich sędziów i  zajmuje zagadnieniami należącymi do historii, żeby nie powiedzieć – archeologii prawa, zamiast uczyć ich „prawdziwego, amerykańskiego prawa”. Langdell jest uważany za jednego z najwybitniejszych prekursorów analizy i edukacji prawniczej, który zwrócił uwagę na wagę analizy orzeczeń sądowych, komparatystyki prawniczej i historii prawa w nauczaniu prawników. Historia tego małego buntu studentów jest dla autora ciekawym przyczynkiem do prezentacji wielkich wykładowców harvardzkich i ich osiągnięć oraz zasług dla trudnego procesu nauczania prawa. Drugi tekst „The Socratic Method in the Age of Trauma” to ciekawy obraz  zderzenia tradycyjnych metod nauczania prawa w USA z wyzwaniami współczesności. Autorka analizuje tzw. metodę sokratejską, którą wprowadził w Harvardzie i rozpowszechnił prof. Langdell po 1870 r. Pomimo początkowo chłodnego, wręcz negatywnego przyjęcia, a nawet protestów studentów, metoda szybko rozpowszechniła się w amerykańskich szkołach prawa i stała się najpopularniejszą metodą nauczania prawa w USA wypierając tradycyjny wykład ex cathedra. O zasadach metody sokratejskiej w nauczaniu prawa, burzliwej historii jej wprowadzania i uprawiania, o jej mrocznej stronie, patologiach i wadach oraz o wyzwaniach współczesności pisze autorka,  profesor prawa, która określa się jako wykładowca, feministka i pierwsza kobieta-Azjatka, która naucza prawa w Harvardzie. Dla dydaktyków prawa – lektura zalecana.

We wrześniowym numerze „REVUE FRANÇAISE DE DROIT CONSTITUTIONNEL” (No. 111) artykuł „Le juge constitutionnel africain francophone : entre politique et droit” poświęcony sądownictwu konstytucyjnemu we frankofońskich państwach Afryki, a dokładniej: ewolucji statusu, pozycji i postaw sędziów afrykańskich sądów konstytucyjnych. Jak refleksyjnie zauważa na wstępie autor, cytując słowa wybitnego francuskiego konstytucjonalisty, prof. Jean’a Rivero – instytucje ustrojowe nie są satelitami i bardzo rzadko pozostają na orbicie, na której umieścił je twórca licząc, że będą się po niej stale poruszać. Ta zasada dotyczy także sądów konstytucyjnych, których praktyka działania czasami rozmija się z idealną wizją autorów, szczególnie w młodych demokracjach. Autor mierzy się z pytaniami o relacje między prawem a polityką w działalności sędziów konstytucyjnych, o ich aktywizm, o to czy w ogóle może istnieć sędzia apolityczny. Pomimo egzotycznego obszaru analizy, z europejskiej perspektywy — analogii do Europy, szczególnie środkowej i wschodniej, jest niemało.

Czy wyborcy z okręgu, z którego pochodzi dany deputowany mają wpływ na jego decyzję  odnośnie przynależności do konkretnej komisji tematycznej w parlamencie? – pytają autorzy artykułu „Constituency Pressures on Committee Selection: Evidence from the Northern Ireland Assembly and Dáil Éireann” na łamach najnowszego, październikowego wydania „PARLIAMENTARY AFFAIRS” (volume 70 issue 4). Wydaje się, że w parlamentach, w których obowiązuje silna dyscyplina klubowa, takie praktyki mogą być źle widziane przez władze partii, które będą preferowały odgórny rozdział miejsc w komisjach wedle interesu klubu. Tymczasem jest inaczej. Po pierwsze — decyzja o przynależności do odpowiedniej komisji może zwiększyć szanse na reelekcję deputowanego, ponieważ wyborcy te decyzje doceniają. Po drugie — partii zależy na tym, aby jej członkowie odnawiali swój parlamentarny mandat, ponieważ im większa liczba mandatów tym bardziej wpływowa pozycja polityczna partii. Dlatego kierowanie się przez deputowanych przy ubieganiu się o członkostwo w konkretnej komisji wiedzą o preferencjach ich wyborców – jest akceptowane przez kluby. Twierdzenie to oparto na analizie praktyki politycznej Irlandii Północnej i tamtejszego parlamentu dewolucyjnego. Autorzy uważają jednak, że ich spostrzeżenia i wnioski mają bardziej uniwersalny charakter.

Dla kogo system otwartych list wyborczych, a komu sprzyja system listy zamkniętej? – pytają autorzy artykułu „Open/Closed List and Party Choice: Experimental Evidence from the UK” na łamach najnowszego numeru „BRITISH JOURNAL OF POLITICAL SCIENCE”(volume 47, issue 4). Tekst odwołuje się do praktyki wyborów brytyjskich. W celu uzyskania odpowiedzi na wskazane pytanie autorzy stworzyli fikcyjny model, oparty jednak na rzeczywistych wynikach wyborów i badaniach preferencji wyborców. Doszli do wniosku, że system otwartych list sprzyja partiom zróżnicowanym wewnętrznie, w których istnieją różnice poglądów pomiędzy wewnętrznymi frakcjami. Wówczas wyborca, który może wskazać nie tylko własną preferencję co do partii, ale także co do konkretnego kandydata — będzie bardziej skory do głosowania na takie, niejednolite programowo partie kosztem partii o bardziej spójnym, jednolitym zestawie poglądów i postulatów. Na tej podstawie autorzy stawiają tezę, że w wyborach do Izby Gmin, gdyby obowiązywał system list otwartych, wielu wyborców UKIP byłaby skora do oddania swojego głosu raczej na eurosceptycznych kandydatów Partii Konserwatywnej. W systemie listy zamkniętej – zagłosowali na UKIP.

Cały najnowszy numer „CANADIAN PARLIAMENTARY REVIEW” (vol. 40, no. 3) poświęcono uczczeniu 100. rocznicy obecności kobiet w kanadyjskim parlamencie. W 1917 r.  do parlamentu kanadyjskiej prowincji Alberta wybrano pierwszą kobietę-deputowaną, Louise McKinney. Co istotne — była to pierwsza kobieta-parlamentarzystka w całym Imperium Brytyjskim. W numerze dużo informacji na wskazany temat — wywiad z kobietą premierem, analiza 100 lat obecności kobiet w kanadyjskiej polityce, o politykach-matkach i godzeniu tych ról, ale także praktyczny problem – jak poprawnie zwracać się do kobiety parlamentarzystki w XXI-wiecznym świecie opartym na politycznej poprawności (pani deputowana? panna deputowana?). Nie mogło zabraknąć tematów trudnych – czyli o molestowaniu i wykorzystywaniu kobiet w polityce.

W najnowszym numerze „REVIEW OF CENTRAL AND EAST EUROPEAN LAW” (Volume 42, Issue 4), artykuł litewskiej badaczki pt. „The Right to a Name Versus National Identity in the Context of EU Law: The Case of Lithuania„. Autorka omawia kwestię pisowni nazwisk w oficjalnych dokumentach, na gruncie art. 21 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej i art. 8 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka oraz ocenia potencjalny wpływ orzecznictwa (szczególnie sprawy Runevič-Vardyn and Wardyn zawisłą przed Europejskim Trybunałem Sprawiedliwości) na prawa mniejszości narodowych. Przypomina, że pisownia nazwisk nie jest uregulowana w prawie Unii Europejskiej dlatego państwa członkowskie UE mogą względnie swobodnie określać zasady pisowni nazwisk w oficjalnych dokumentach. Wynika to z faktu, że język urzędowy stanowi wartość konstytucyjną i część tożsamości narodowej wielu państw członkowskich UE. W związku z tym jedynie takie uregulowanie zasad używania i pisowni nazwisk, które powodowałyby nadmierną ingerencję w możliwość korzystania ze swobody przemieszczania się lub poszanowania życia prywatnego i rodzinnego, jest niezgodne z prawem unijnym. Autorka odwołuje się także do  art. 4 ust. 2 Traktatu o Unii Europejskiej, zawierającego obowiązek przestrzegania przez UE tożsamości narodowej jej państw członkowskich. Jest to zagadnienie złożone i wywołujące nadal duże kontrowersje w relacjach polsko-litewskich.

Nie ukrywam, że ze zdziwieniem zauważyłem, że na łamach wrześniowych i październikowych periodyków z różnych stron świata zagościł temat lobbingu. Ponieważ ostatnio było na KONSTYTUTACH sporo o lobbingu – ograniczyłem się do omówienia zaledwie… czterech tekstów na ten temat.

Najnowszy numer „WESTERN EUROPEAN POLITICS” (vol. 40, Issue 5) poświęcono reprezentacji interesów w instytucjach w Unii Europejskiej. Najbardziej zaciekawił mnie tekst „Is the EU different? Comparing the diversity of national and EU-level systems of interest organisations”, w którym autorzy rozprawiają się z tezą jakoby lobbing w organach Unii Europejskiej różnił się od lobbingu na poziomie krajowym w ten sposób, że po pierwsze ma być rzekomo zdominowany przez reprezentantów środowisk biznesowych, a po drugie — jest oderwany od wyborców krajowych. Na podstawie analizy działalności lobbingowej w Unii Europejskiej oraz w czterech krajach członkowskich: Francji, Niemczech, Wielkiej Brytanii i Niderlandach, autorzy dowodzą, że lobbing na obu poziomach jest dość podobny — reprezentanci grup biznesowych wyraźnie dominują nad lobbystami środowisk społecznych i obywatelskich. Po drugie — lobbyści europejscy nie są bardziej oderwani od swoich wyborców niż krajowi.

W październikowym „POLITICAL STUDIES” (volume 65, issue 3) wyniki bardzo ciekawych badań dotyczących relacji pomiędzy typem systemu rządów w państwie a zadowoleniem z życia jego mieszkańców. Na podstawie danych OECD zebranych z wyniku badań przeprowadzonych w latach 1981-2008 w 21 państwach członkowskich, autorzy artykułu „Democratic Institutions and Subjective Well-Being” doszli do wniosku, że wyraźnie bardziej zadowoleni z życia byli w omawianym okresie mieszkańcy państw, w których panuje parlamentarny system rządów, proporcjonalny system wyborczy oraz unitarna struktura państwa. Można zażartować, że najwyraźniej system prezydencki, wybory większościowe i federalizm generuje mniej szczęścia i zadowolenia. Poza tym – oczywiście co nieco o lobbingu. Tym razem o strategiach lobbingu podejmowanych przez organizacje pozarządowe na poziomie międzynarodowym. Okazuje się, że NGO-sy coraz częściej działają na tym właśnie poziomie, a ich strategie i używane metody przypominają profesjonalne techniki lobbystów amerykańskich i europejskich. Podobieństw między klasycznym lobbingiem profesjonalnych grup interesów, a rzecznictwem interesów organizacji społecznych jest więcej, co autorzy artykułu „Advocacy Strategies in Global Governance: Inside versus Outside Lobbying” próbują wykazać na podstawie szerokiej analizy aktywności NGO przy organach ONZ.

W „AMERICAN POLITICS RESEARCH” (volume 45, issue 3) dwa interesujące interesujące opracowania na temat wpływu relacji pomiędzy karierą parlamentarzysty, a jego karierą zawodową poza parlamentem. Oba opracowania dotyczą amerykańskich kongresmanów, członków Izby Reprezentantów. Pierwszy z tekstów dotyczy zjawiska revolving door, czyli podejmowania przez byłych deputowanych kariery lobbingowej. Autor artykułu „A Very Particular Set of Skills: Former Legislator Traits and Revolving Door Lobbying in Congress” postanowił zweryfikować popularne twierdzenie, że byli parlamentarzyści zostają lobbystami i odnoszą sukcesy w tej dziedzinie. Okazuje się, że jest to twierdzenie prawdziwe – eks-deputowani często wybierają drogę kariery lobbingowej, ale ich powodzenie w nowej działalności zależy ściśle od tego jak przebiegała ich kariera parlamentarna. Ci, którzy należeli do grupy wpływowych kongresmanów są najczęściej skutecznymi lobbystami. Po drugie — inicjatywy lobbingowe z udziałem lobbystów, którzy byli wcześniej deputowanymi są bardziej skuteczne i częściej kończą się sukcesem. Drugi tekst analizuje wpływ kariery zawodowej sprzed wyboru do parlamentu na karierę polityczną posła. Autorki artykułu „Precongressional Careers and Committees: The Impact of Congruence” postanowiły sprawdzić jaki wpływ na karierę polityczną danego parlamentarzysty ma członkostwo w komisji kongresu zajmującej się zagadnieniami, którymi wcześniej parał się zawodowo (np. lekarz w komisji zdrowia). Czy może liczyć na większą skuteczność swoich działań i szybszy rozwój swojej politycznej kariery? Na podstawie analizy danych dotyczących karier kongresmanów z Izby Reprezentantów w kadencjach od 101 do 113 (1989-2014) autorki udzielają odpowiedzi pozytywnej. Po pierwsze — odpowiedni wybór komisji powodował, że kongresman-fachowiec szybciej zdobywał doświadczenie parlamentarne i poznawał praktykę działania parlamentu oraz reguły rządzące jego działalnością. Na forum takiej komisji był najczęściej aktywny, brał czynny udział w pracach legislacyjnych, nierzadko był autorem propozycji i poprawek. Dane statystyczne dowodzą, że tacy parlamentarzyści (którzy mają okazję spożytkować doświadczenie zawodowe w pracy parlamentarnej) szybciej i częściej osiągają sukcesy polityczne — np. uzyskują stanowisko przewodniczącego komisji.

I ostatni lobbingowy akcent w tym przeglądzie – ufam, że interesujący. W najnowszym, wrześniowym numerze „LEIDEN JOURNAL OF INTERNATIONAL LAW” (volume 30, issue 3) znajdziemy m.in. artykuł na temat instytucji opinii amicus curiae i jej wpływu na wyroki trybunałów międzynarodowych („How Does the Amicus Curiae Submission Affect a Tribunal Decision?„). Opinie amicus curiae są w doktrynie zachodniej uznane za szczególne narzędzie lobbingowe służące wywieraniu wpływu na decyzje władzy sądowniczej, która także podlega naciskom ze strony lobbystów. Autorzy artykułu analizują szczególny, wyspecjalizowany rodzaj tej ciekawej instytucji, używany w postępowaniach przed trybunałem międzynarodowym. Swoją analizę oparli na konkretnym przypadku postępowania arbitrażowego przez Trybunałem Morza Południowochińskiego. Opinię amicus curiae przygotowało Chińskie (Taiwańskie) Stowarzyszenie Prawa Międzynarodowego. Okazuje się, że  Trybunał wziął pod uwagę stanowisko zawarte w opinii, chociaż nie bez zastrzeżeń. Autorzy poddali instytucję opinii amicus curiae szerszej analizie. Omówili jej status prawny, definicje, specyfikę. Zainteresowanym tym tematem w Polsce pozwalam sobie polecić mój mój artykuł „Wilk w owczej skórze. Litygacja strategiczna i amicus curiae jako formy działalności lobbingowej” w książce „Legitymizacja władzy sądowniczej” pod red. A. Machnikowskiej, opublikowanej w 2016 r.)

W szwajcarskim „SWISS POLITICAL SCIENCE REVIEW” (volume 23, issue 3) ciekawe spojrzenie na problem obecności haseł populistycznych i anty-elitarystycznych oraz aktywności partii tego rodzaju w mediach społecznościowych. Rozpowszechnienie tego typu mediów znacząco wpływa na współczesną politykę, poczynając od kampanii wyborczej po bieżący przekaz medialny. Autorzy artykułu „Bipolar Populism? The Use of Anti-Elitism and People-Centrism by Swiss Parties on Social Media” odnoszą się do dotychczas prowadzonych badań na ten temat w skali Europy, częściowo je podsumowując, częściowo kontynuując z wykorzystaniem obserwacji ze szwajcarskiej sceny politycznej. Okazuje się, że poza szczególnym okresem kampanii wyborczej, po populistyczny przekaz sięgają nie tylko partie określane jako populistyczne, skrajne, w tym pozaparlamentarne, ale także partie opozycyjne obecne w parlamencie. Hasła tego typu pojawiają się poza kampanią częściej na Facebooku niż na Twitterze. Udowodniono, że partie mainstreamowe i centrowe rzadziej odwołują się do przekazu populistycznego. Głównym powodem popularności mediów społecznościowych wśród polityków jest możliwość bezpośredniego dotarcia do potencjalnych wyborców. Brak pośrednika w osobie profesjonalnego dziennikarza ułatwił i przyspieszył rozwój populizmu i skrajnych postaw w przekazie politycznym.

We wrześniowym wydaniu „SCANDINAVIAN POLITICAL STUDIES” (volume 40 issue 3) interesujące opracowanie dotyczące zjawiska „strategic voting„, czyli głosowania strategicznego („Opinion Polls, Coalition Signals and Strategic Voting: Evidence from a Survey Experiment„). Istnieje niemała grupa wyborców, którzy przed podjęciem decyzji dotyczącej preferencji wyborczej kalkulują szanse na zwycięstwo swojego kandydata czy partii. Zwycięstwo może polegać na uzyskaniu przez partię mandatu, a nawet wejściu w skład rządu koalicyjnego. Wyborcy strategiczni są gotowi poprzeć w wyborach partię, z którą mniej zgadzają się w sferze programowej, ale która lepiej rokuje co do wyniku niż partia, która prezentuje program bliższy wyborcy treściowo. W artykule zbadano głosowanie strategiczne w przypadku partii, które znajdują się blisko progu wyborczego, ale ich szansa na jego przekroczenie nie jest pewna. Dla strategicznych wyborców wyniki przedwyborczych sondaży są bardzo istotne. W przypadku małych partii, na granicy progu, oprócz ujawnienia ich niepewnych, ale prawdopodobnych szans na wybór, ważne jest także podanie do publicznej wiadomości planów koalicyjnych, najlepiej potwierdzonych przez większego, potencjalnego, powyborczego koalicjanta. Wówczas partia mała, której notowania są bliskie progu wyborczego, ale rokowania niepewne – może liczyć na tzw. „głosy asekuracyjne” ze strony wyborców strategicznych.

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii LOBBYING, PRZEGLĄD PERIODYKÓW NAUKOWYCH i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.