CZAS PRZECZYTANIA TEKSTU: 11 minut(y) / READING TIME: 11 minutes
We wskazanym okresie ukazały się nowe wydania 44 periodyków naukowych, w tym 5 miało dwa wydania, a 1 – aż trzy. W tym wydaniu przeglądu konstytucyjnego polecam 12 tekstów z czasopism: amerykańskich, brytyjskich, australijskiego, kanadyjskiego i hiszpańskiego.
W zimowym wydaniu „CANADIAN PARLIAMENTARY REVIEW – LA REVUE PARLEMENTAIRE CANADIENNE” (vol. 45, no. 4) tekst pod wiele mówiącym tytułem: „Are You Calling Me a Liar?”: Reflections on Unparliamentary Language at the Legislative Assembly of Alberta and Beyond” dotyczący powszechnego problemu współczesnego parlamentaryzmu – czyli nieparlamentarnego języka parlamentarnej debaty.
Jak wiadomo, właściwe radzenie sobie z językiem nieparlamentarnym jest dla przewodniczącego obradom ważnym sposobem na utrzymanie należytego poziomu porządku, przyzwoitości i dyskursu obywatelskiego w izbie. Tym bardziej polecam tekst autorstwa spikera Zgromadzenia Ustawodawczego kanadyjskiej prowincji Alberta. Autor przedstawia swoje obserwacje na temat tego, jak obecni i byli przewodniczący izby w parlamencie Alberty i innych parlamentach Kanady zaangażowali się w proces czuwania nad należytym poziomem debaty parlamentarnej. Wyjaśnia w jaki sposób mówca musi znajdować równowagę między wolnością słowa, a poszanowaniem godności innych członków Zgromadzenia. Nie pominięto ważnego problemu kontekstu w komunikacji na terenie izby w zestawieniu ze stosowaniem bezwzględnego zakazu używania w parlamencie niektórych słów lub wyrażeń.
Problem nieparlamentarnego języka w parlamencie nie jest nowy. Pierwsze skargi na ten temat odnotowano w Anglii już w XVI wieku. Połowy XVII w. sięga przepis uprawniający Spikera do przerwania posłowi i upomnienia go za używanie wulgarnych słów. Kanadyjskie przepisy współczesne zawierają określenie języka nieparlamentarnego: „funkcjonowanie Izby opiera się na wieloletniej tradycji poszanowania uczciwości wszystkich posłów. Dlatego też używanie w Izbie języka obraźliwego, prowokacyjnego lub zawierającego groźby jest surowo zabronione. Ataki osobiste, obelgi i wulgaryzmy są nieakceptowalne”.
Z drugiej strony, co najmniej od XVII w. posłom przysługuje w parlamencie wolność słowa. Karta Praw z 1689 r. stanowi, że „wolność słowa oraz debat i postępowań w parlamencie nie powinna być podważana ani kwestionowana w żadnym sądzie ani miejscu poza parlamentem”. Trudna rola przewodniczącego obrad polega na zapewnieniu równowagi między tymi dwiema zasadami. Jak instruują go przepisy regulaminowe: „Rozprawiając się z językiem nieparlamentarnym, Przewodniczący bierze pod uwagę ton, sposób mówienia i intencje wypowiadającego się posła, a także osobę, do której skierowane były dane słowa, ich prowokacyjność i, co najważniejsze, czy wypowiedź wywołała na sali obrad zamieszanie”. Zatem język uznany za nieparlamentarny jednego dnia niekoniecznie musi zostać uznany za nieparlamentarny innego dnia. Kodyfikacja języka nieparlamentarnego w postaci listy słów i zwrotów zakazanych okazała się niepraktyczna, ponieważ to kontekst, w jakim używane są słowa lub wyrażenia, przewodniczący musi wziąć pod uwagę przy podejmowaniu decyzji, czy należy je wycofać.
Szczególnie dotkliwym epitetem, którymi parlamentarzyści używają wobec swoich adwersarzy jest kłamstwo / kłamca. Występuje w ok. 72% przypadków użycia języka nieparlamentarnego. Co istotne, w użyciu są również formy bardziej zawoalowane – jak „poseł zmyśla / wymyśla”, „poseł nie jest obciążony prawdą” albo „przypadkowy związek premiera z prawdą”. Ciekawy przykład z parlamentu prowincji Manitoba polegał na insynuacji. Poseł nie tyle zarzucił kłamstwo premierowi, ale sam skłamał zarzucając mu nieprzesłanie kondolencji po tragicznej śmierci kobiety należącej do rdzennej ludności.
Spiker radzi, odwołując się do własnego doświadczenia, aby reagować od razu na wszelkie nawet niewielkie naruszenia dobrych praktyk debaty parlamentarnej. To na ogół skutecznie przeciwdziała eskalacji nieparlamentarnego języka. Jeżeli jednak taka eskalacja nastąpi, wolno, a nawet należy stosować środki ostrzejsze. W przypadku Manitoby, poseł, który zlekceważył protesty rządu i zalecenia Spikera – został ostatecznie usunięty z Izby.
Pozostając w kręgu władzy ustawodawczej i parlamentów – chciałem zwrócić uwagę Czytelników na artykuł „A new index of bicameralism: taking legitimacy seriously” z wiosennego wydania „THE JOURNAL OF LEGISLATIVE STUDIES” (Volume 29, Issue 2). Autorzy proponują w nim inne spojrzenie na drugie izby parlamentu. Okazuje się, że 42% państw świata posiada dwuizbowe parlamenty. Jeżeli ograniczyć się tylko do państw demokratycznych – odsetek sięga 66%. Większość analiz dotyczących senatów i ich odpowiedników ogranicza się do kwestii zakresu ich kompetencji oraz sposobu kreacji ich składu. Pierwszy czynnik prowadzi na ogół do ustalenia czy mamy do czynienia z bikameralizmem symetrycznym czy asymetrycznym, druga — czy mamy do czynienia z instytucją w pełni demokratyczną. Autorzy, odwołując się do wcześniejszych publikacji na ten temat, postanowili zbadać senaty pod względem ich legitymizacji – jaką rolę odgrywają senaty i jakie jest uzasadnienie ich istnienia. Na przykładzie 29 państw OECD, autorzy dowodzą m.in., że druga izba wyposażona w prawo weta może mieć charakter hamujący dla reform proponowanych w pierwszej izbie i w ten sposób może np. zmniejszać skalę ingerencji parlamentu w gospodarkę państwa. Senat o charakterze bardziej partyjnym może być przedłużeniem konkurencji politycznej między głównymi partiami. Senat oparty na reprezentacji regionów może wpływać na decentralizację władzy. Wnioski są ciekawe i jak stwierdzają sami autorzy artykułu – zaprezentowana tematyka zawiera spory potencjał do dalszych, pogłębionych badań – m.in. w oparciu o ankiety i dodatkowe kryteria oceny zakresu i źródeł legitymacji drugich izb parlamentu.
Czwarta poprawka do Konstytucji USA z 1791 r. chroni jednostki w zakresie bezpieczeństwa osobistego, domów, dokumentów i majątku przed nieuzasadnionym przeszukaniem i zajęciem. Autor artykułu w „UC LAW CONSTITUTIONAL LAW QUARTERLY” (Volume 50, No. 4) zadaje pytanie o możliwość jej zastosowania do neurodanych uzyskanych z naszych mózgów i udziela na to pytanie jednoznacznie pozytywnej odpowiedzi.
Na razie nie dysponujemy technologią, która pozwala na czytanie w naszych myślach i rejestrowanie ich w postaci danych, które można przechowywać i przetwarzać. Wizja istnienia podobnej technologii może budzić przerażenie, a jednak postępy badań naukowych w tym zakresie są w ostatnich latach spore. Obszar czytania w myślach i przechowywania tych danych będzie zdaniem autora artykułu „The Constitutionality of Brain Searches” ostatnim bastionem walki o ochronę prywatności.
W przypadku przekroczenia granic ingerencji przez władze, jednostka ma możliwość schronienia się we własnym domu, aby uwolnić się od tej ingerencji. Trudno sobie wyobrazić jak jednostka miałaby uciec od własnego umysłu w przypadku ingerencji władz w jej myśli. Nasze neurodane wymagają szczególnej ochrony, której podstawy należy opracować już teraz, nie czekając aż będzie za późno i nieograniczona ingerencja władz unicestwi intymność i prywatność. Autor analizuje jakie zabezpieczenia konstytucyjne, jeśli w ogóle istnieją, mogą zapobiec ingerencji rządu i chronić wolność myśli. Twierdzi, że neurodane jednoznacznie podlegają ochronie przewidzianej w Czwartej Poprawce i przedstawia normatywne uzasadnienie rozszerzenia wykładni Czwartej Poprawki na tę właśnie powstającą technologię i kategorię danych osobowych.
Problemy konstytucyjne z organami stojącymi na straży niezależności sądów i niezawisłości sędziów to nie tylko polska bolączka. Komisja Europejska w swoich raportach na temat praworządności w Hiszpanii zgłasza zastrzeżenia dotyczące Rady Generalnej Władzy Sądowniczej – odpowiednika polskiej Krajowej Rady Sądownictwa. Głównym postulatem Komisji jest reforma sposobu powoływania sędziów będących członkami tej Rady z uwzględnieniem europejskich standardów w tej kwestii.
Autorzy artykułu pt. „Los estándares europeos sobre la elección de los Consejos Judiciales (RI §425921)” na łamach kwietniowego wydania hiszpańskiego periodyku naukowego „REVISTA GENERAL DE DERECHO CONSTITUCIONAL” (No. 38, Abril 2023) postanowili sprawdzić czy takie zasady istnieją, a jeśli tak, to czym są i co przewidują.
Analizie poddano nie tylko system prawny Unii Europejskiej, ale także Rady Europy. Okazuje się, że jedynym dokumentem w tej kwestii jest Rekomendacja CM/Rec (2010) 12 Komitetu Ministrów Rady Europy, które zaleca, aby sędziowscy członkowie rad sądownictwa byli wybierani przez sędziów. Dokument nie ma charakteru wiążącego, a jednak nie tylko Komisja Europejska, ale także Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej oraz Europejski Trybunał Praw Człowieka wyrażają pogląd (choć z różną intensywnością) o konieczności stosowania się przez państwa do zaleceń przywołanej Rekomendacji. Zdaniem autorów, nieprzestrzeganie Rekomendacji może pośrednio wpłynąć na zastosowanie Rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady z 2020 r. w sprawie ogólnego systemu warunkowości służącego ochronie budżetu Unii. Ciekawym elementem artykułu jest analiza przesłanek potencjalnej interwencji instytucji europejskich w opisanej sprawie, która na pierwszy rzut oka może być uznana za sprawę czysto wewnętrzną, a zatem należącą do wyłącznej kompetencji państw członkowskich.
Pozostając tym razem w kręgu władzy sądowniczej, chciałbym zwrócić uwagę Czytelników na ciekawy problem będący tematem artykułu na łamach marcowego wydania australijskiego periodyku naukowego „FEDERAL LAW REVIEW” (Volume 51, No. 1). Autor tekstu pt. „Active after sunset: The politics of judicial retirements in India” zbadał aktywność sędziów indyjskiego Sądu Najwyższego po ich przejściu w stan spoczynku. Przy tej okazji odwołuje się do pojęcia „korupcji instytucjonalnej”. Termin został stworzony przez D. Thompsona w 1995 r. i rozbudowany przez L. Lessiga. Według definicji Lessiga, korupcja indywidualna to „wynik oddziaływania systemowego i strategicznego, zgodnego z prawem lub uznawanego za etyczny, podważającego skuteczność instytucji poprzez odwrócenie jej od celu lub osłabienie jej zdolności do osiągnięcia swojego celu, w tym, w zakresie istotnym dla jej celu, osłabienie zaufania społecznego do tej instytucji lub nieodłącznej wiarygodności tej instytucji”. Pionierskie badania Lessiga dotyczyły korupcji instytucjonalnej w Kongresie USA. Wkrótce zaczęły pojawiać się kolejne, liczne badania poziomu korupcji instytucjonalnej w innych instytucjach ustrojowych i krajach.
Kariery emerytowanych sędziów Sądu Najwyższego Indii uporządkowano w sześciu kategoriach: kariera akademicka, wykonywanie zadań sądowych ad hoc (Sąd Najwyższy może zlecać sędziom w stanie spoczynku rozpatrzenie spraw zawisłych przed sądem), arbitraż, powołanie w skład jednego z licznych trybunałów, nominacje rządowe na stanowiska państwowe oraz rozpoczęcie własnej kariery politycznej. Szczególnie nominacje rządowe mogą się wiązać z oczekiwaniem orzekania na korzyść rządu. Prowadzi to autorów artykułu do konkluzji, że nie konkretni sędziowie, składy orzekające czy orzeczenia, ale Sąd Najwyższy Indii jest instytucjonalnie skorumpowany. Fakt ten osłabia skuteczność instytucji, zwłaszcza jej zdolność do bezstronnego orzekania w sprawach obejmujących rząd. Analiza działalności indyjskiego Sądu Najwyższego ujawnia także jego wyjątkowe cechy, które mogą wzbogacić rozumienie korupcji instytucjonalnej.
W kwietniowym wydaniu „WEST EUROPEAN POLITICS” (Volume 46, issue 2) znajdziemy opracowanie pt. „What explains the size of parliamentary staff?”. Jak zauważają autorzy artykułu, temat personelu wspierającego parlamentarzystów w ich pracy nie należy do popularnych, przez co wciąż niewiele wiemy o tej grupie zawodowej. Badania dowodzą, że personel parlamentarny pełni różne ważne role w systemach demokratycznych. Aby odpowiedzieć na tytułowe pytanie artykułu o to z czego wynika liczebność personelu parlamentarnego, autorzy porównali liczebność personelu w 48 krajach i 66 izbach parlamentu, na przestrzeni ośmiu lat.
Istnieją trzy główne wyjaśnienia dotyczące liczebności personelu parlamentarnego. Odzwierciedlają one różne role, jakie mogą pełnić członkowie biur parlamentarzystów.
Po pierwsze, pracownicy ci wspierają parlamentarzystów w osiągnięciu politycznego kompromisu, są planistami i autorami tekstów. W takim przypadku ich liczba odzwierciedla liczbę parlamentarzystów.
Po drugie, pracownicy pełnią rolę kolporterów informacji i promotorów polityk. Pośredniczą w relacjach między społeczeństwem a parlamentarzystami. W takim przypadku liczebność personelu odzwierciedla wielkość populacji.
Po trzecie, pracownicy przede wszystkim stanowią źródło niezależnych ekspertyz i porad dla parlamentarzystów. W takim przypadku liczebność personelu odzwierciedla status ustrojowy i realną pozycję polityczną izby, w której pracują.
Badania przeprowadzone przez autorów dowiodły, że dominującym czynnikiem wpływającym na wielkość personelu parlamentarnego jest wielkość populacji danego kraju.
Jakie czynniki legitymizują konstytucje – pytają autorzy artykułu „Two concepts of constitutional legitimacy” na łamach marcowego wydania periodyku „GLOBAL CONSTITUTIONALISM” (Volume 12, issue 1) firmowanego przez University of Cambridge. Powszechnie zakłada się, że legitymizacja konstytucji zależy od faktu, czy są one reprezentatywne dla ludzi, którzy znajdują się pod ich władzą. Konstytucje powinny wyrażać wolę, tożsamość, charakter i wartości danego narodu. Tak rozumiana reprezentatywność konstytucji jest uważana za warunek wstępny ich legitymizacji. Jednocześnie, wielu teoretyków twierdzi, że podstawą legitymizacji konstytucji są jej określone, pożądane cechy. Legitymowana konstytucja to taka, która jest sprawiedliwa, prawowita, efektywna itd. Uważa się, że większość konstytucji liberalnych demokracji jest legitymizowana w oparciu o obie podstawy, przy czym niektóre są bardziej reprezentatywne, podczas gdy inne są bardziej oparte na wskazanych cechach samej konstytucji. „Konstytucja reprezentatywna” to taka, która zyskuje swoją legitymację dzięki temu, że odzwierciedla to kim są i czego pragną obywatele. Istnieje zatem ścisły związek między obywatelami a konstytucją. Najbardziej znanym przykładem z tej kategorii jest Konstytucja USA, której preambułę otwierają słowa: „We the People…” – w celu podkreślenia przekonania, że legitymizacja Konstytucji USA wynika z faktu, że jest ona wcieleniem woli narodu amerykańskiego. Czasami fakt ten wymaga potwierdzenia, stąd wymóg społecznej akceptacji w formie referendum. Reprezentatywność konstytucji może wynikać z faktu, że odzwierciedla ona głęboko zakorzenione wartości kulturowe lub moralne narodu.
Alternatywny sposób legitymizacji konstytucji opiera się na racjonalności, a nie na reprezentatywności. Konstytucja jest legitymizowana, ponieważ pomaga społeczeństwu postępować w zgodzie ze zdrowym rozsądkiem. Aby to osiągnąć, konstytucja musi być sprawiedliwa i/lub sprzyjać dobrobytowi społecznemu, a ona sama musi być oparta na zasadach słuszności, rzetelności lub mądrości jej przepisów. Procesy polityczne mogą prowadzić do zmiany akcentów legitymizacyjnych – z reprezentatywności na racjonalność. Jako przykład, autorzy podają ustawę zasadniczą Niemiec z 1949 r. W celu transformacji narodu niemieckiego skorumpowanego przez nazizm konstytucja nie mogła być reprezentatywna. Stawiała na określone wartości uniwersalne. Taka konstytucja ma szansę z czasem zyskać cechę reprezentatywności jeśli naród powieli wyrażone w niej wartości konstytucyjne.
Autorzy analizują sposoby legitymizacji konstytucji i ich konsekwencje. Dowodzą, że formy legitymizacji wpływają na sposób, w jaki konstytucje są opracowywane i interpretowane, w szczególności na sposób, w jaki są one redagowane i ratyfikowane. Np. konstytucje legitymizowane w oparciu o ich reprezentatywność przeważnie wymagają referendum do ich zatwierdzenia, a także bardziej skłaniają do dokonywania wykładni w oparciu o koncepcję oryginalizmu. Konstytucje oktrojowane są na ogół legitymizowane w oparciu o argumenty racjonalnościowe. Autorzy odnoszą się także do ciekawego i dyskusyjnego problemu zagranicznych ekspertów i międzynarodowych ciał konsultacyjnych, które wpływają na treść konstytucji państw rozwijających się i nowotworzonych. Ten wątek jest szczególnie ciekawy w przypadku państw takich jak Polska, gdzie co pewien czas dochodzi do krytyki obecnie obowiązującej konstytucji oraz postulatów jej całkowitej zmiany. Autorzy przywołują przykłady wpływu zagranicznych gremiów i ekspertów. Jednocześnie podkreślają różnice między konstytucjami narzuconymi (np. przez siły kolonialne lub postkolonialne) oraz tymi, które powstawały z udziałem ekspertów zagranicznych. W tym drugim przypadku konstytucja może zachować swoją reprezentatywną legitymizację dzięki wymogowi zatwierdzenia jej postanowień w drodze referendum. Tekst inspiruje do ciekawych przemyśleń z zakresu teorii i praktyki konstytucyjnej.
Amerykańska nauka prawa pochyla się nad problemem określonym jako „shadow amendments”. W ten sposób określono sytuacje, w których sąd (na ogół Sąd Najwyższy, ale także sądy niższych instancji) w drodze wykładni ustaw dokonuje de facto zmian w ich treści. Oczywiście nie są to zmiany formalne, de iure, bo do takich ma prawo tylko Kongres USA. A jednak praktyka ta jest coraz powszechniejsza, dotyczy zarówno ustaw, jak i rozporządzeń, a nawet konstytucji i zdaniem autorów zasługuje na uważny monitoring. Konsekwencje praktykowania przez sądy „shadow amendments” mogą być poważne. Akt prawny może z czasem stracić spójność wewnętrzną, a jego postanowienia będą stopniowo oddalać się od pierwotnego zamysłu i woli ustawodawcy. „Shadow amendments” mogą być także formą wywierania nacisku przez władzę sądowniczą na władzę ustawodawczą i wykonawczą w celu dokonania zmian w przepisach i przywrócenia pierwotnego brzmienia ustawy lub przeciwnie – zadekretowania jej zmienionej wersji. Poprzez „shadow amendments” sądy nie tylko stosują, ale także stanowią prawo. Zdaniem autorów – określenie tego znanego od wielu lat zjawiska odrębnym terminem może zachęcić opinię publiczną, komentatorów politycznych i naukowców do zwrócenia baczniejszej uwagi na to zjawisko oraz wychwycić więcej przypadków takiej dwuznacznej praktyki. Więcej o opisywanej praktyce w artykule „Shadow Amendments” na łamach „HARVARD JOURNAL ON LEGISLATION” (Vol. 60, no. 1).
Na koniec aż trzy interesujące teksty o lobbingu.
Pierwszy – „Lobbying in the UK: Towards Robust Regulation”, opublikowany na łamach kwietniowego wydania prestiżowego periodyku oksfordzkiego „PARLIAMENTARY AFFAIRS” (Vol. 76, issue 2) to krytyczna analiza brytyjskiej regulacji lobbingowej na poziomie ogólnokrajowym oraz dwóch regulacji lokalnych – szkockiej i półmnocnoirlandzkiej. Ocena autora jest bardzo surowa – regulacje wymagają pilnej i gruntownej poprawy. Krytyka dotyczy typowych wad regulacji lobbingowej, co po raz kolejny dowodzi uniwersalności problemów z uregulowaniem lobbingu. Brytyjska ustawa z 2014 r. jest fragmentaryczna, rejestr lobbystów – fasadowy i pozbawiony istotnych informacji, zakres ustawy – niewystarczający. Ustawy regionalne powielają błędy ustawy z 2014 r., a ponadto sam fakt istnienia kilku regulacji został poddany krytyce. Autor proponuje konkretne zmiany w ustawach, a także innowację wzorowaną na rozwiązaniach kanadyjskich – interakcyjny portal internetowy zawierający szeroką gamę informacji na temat lobbingu, lobbystów i ich zaangażowania w proces decyzyjny.
Drugi – to tekst politologiczny odnoszący się bardziej do strategii i technik lobbingu niż do jego regulacji prawnej. Artykuł „Is There a First Mover Advantage in Lobbying? A Comparative Analysis of How the Timing of Mobilization Affects the Influence of Interest Groups in 10 Polities” stawia tezę, że „pierwszy lobbysta” w danej kwestii ma realne szanse na osiągnięcie wyraźnej przewagi nad konkurencją i zakończenia swoich działań sukcesem. Lepiej zorganizowane i większe grupy interesu mogą wywrzeć większy wpływ na decydentów politycznych dzięki wczesnemu podjęciu działań lobbingowych. Przewaga strategii zgodnej z „teorią przewagi pierwszego gracza w lobbingu” jest różna w zależności od zasobów kadrowych grupy interesu czy firmy lobbingowej. Nie każda grupa interesu posiada zasoby umożliwiające jej szybkie zaangażowanie odpowiednich środków w lobbing i uruchomienie konkretnych działań. Zdaniem autorów jest to istotna informacja dla podmiotów regulujących lobbing – aby uwzględnić ten fakt w przepisach lobbingowych w celu przeciwdziałania przesadnej przewadze wpływowych, największych graczy na rynku lobbingowym.
Więcej na łamach marcowego wydania „COMPARATIVE POLITICAL STUDIES” (Volume 56, Issue 4).
I last but not least – tekst dotyczący lobbingu międzynarodowego. Tekst „The role of organised interests in shaping Croatia’s negotiating positions in the Council of the EU” na łamach „EAST EUROPEAN POLITICS” (Volume 39, Issue 2) szczegółowo analizuje i dowodzi – na przykładzie Chorwacji – kluczowej roli krajowych grup interesu w procesie przyjmowania krajowych stanowisk w Radzie UE przez rządy. Z jednej strony mamy do czynienia ze stojącą na stosunkowo wysokim poziomie regulacją prawną i w konsekwencji – poziomem przejrzystości procesu decyzyjnego w Chorwacji, szczególnie w zakresie kształtowania stanowiska rządu w unijnym procesie decyzyjnym.
Autor wskazuje na fakt, że w swojej działalności rządy kierują się przede wszystkim chęcią uzyskania reelekcji. Szanse na realizację tego celu widzą w zapewnieniu równowagi pomiędzy strategiami najbardziej wpływowych grup interesu a swoim dążeniem do reelekcji. Można więc stwierdzić, że preferencje narodowe są ustalane głównie poprzez interakcje między organami państwowymi (rządowymi) a zorganizowanymi interesami społecznymi i gospodarczymi.
Nadal niewiele wiemy o skali zaangażowania podmiotów niepaństwowych (w tym krajowych grup interesów) w procedury kształtowania stanowisk negocjacyjnych w Radzie UE (odpowiednia regulacja prawna okazała się zupełnie nieskuteczna). Sprawia to, że można spekulować, z dużą dozą prawdopodobieństwa, że grupy interesu skutecznie wpływają na kształtowanie stanowiska rządu w Radzie poprzez bezpośrednie wywieranie wpływu na poziomie europejskiego procesu decyzyjnego. Chociaż nadal niewiele wiemy również o czynnikach, które wpływają na gotowość rządów krajowych do uczynienia tych procedur bardziej otwartymi i inkluzywnymi – opisane praktyki można uznać za jeden z powodów braku transparentności opisanych procesów na poziomie unijnym.









