Dlaczego w obecnym stanie prawnym referendum nt. JOW nie może się odbyć?

uzupełnienia: 14.5.2015 i 18.5.2015.

O problemie referendum z inicjatywy Prezydenta RP i JOW-ach porozmawiamy na antenie Radia Gdańsk w audycji „Rozmowa kontrolowana” (14 maja, godz. 8:30)

W poniedziałek rano, następnego dnia po pierwszej turze wyborów prezydenckich Pan Prezydent poinformował, że zamierza zarządzić referendum „tak jak mówi to konstytucja za zgodą Senatu” które miałoby dotyczyć trzech kwestii: systemu wyborczego w wyborach do Sejmu, zmiany sposobu finansowania partii politycznych oraz prawa podatkowego. Kwestia odnosząca się do wyborów ma dotyczyć „zmian w ordynacji wyborczej” polegających na przeprowadzaniu tych wyborów w jednomandatowych okręgach wyborczych (JOW). Prezydent świadomy tego, że w obecnym stanie prawnym istnieje „bariera prawna uniemożliwiająca wprowadzenie JOW w wyborach do Sejmu” zamierza jednocześnie „zlikwidować ją” składając projekt odpowiedniej ustawy o zmianie konstytucji.

Niestety, zapowiedziana sekwencja wydarzeń wzbudza poważne wątpliwości co do jej zgodności z konstytucją, co sprawia, że inicjatywa zmian w prawie wyborczym w zaproponowanym kształcie traci rację bytu. Dlaczego? Wyjaśnię to w kilku punktach:

1) Zgodnie z art. 4 ust. 2 konstytucji „Naród sprawuje władzę przez swoich przedstawicieli lub bezpośrednio”. Oznacza to, że referendum, jako instytucja tzw. demokracji bezpośredniej polega na sprawowaniu władzy, na podejmowaniu wiążących decyzji, a nie na wyrażaniu opinii.

2) Jednomandatowe okręgi wyborcze sprawiają, że w każdym okręgu wyborcy mogą obsadzić tylko jeden mandat. Zwycięzcą jest ten kandydat, który uzyska większość głosów (w zależności od szczegółowych ustaleń: zwykłą, bezwzględną lub kwalifikowaną, do czego jeszcze wrócimy). Zgodnie z art. 96 ust. 2 konstytucji wybory do Sejmu są (a więc do momentu zmiany konstytucji: muszą być) m. in. proporcjonalne. System proporcjonalny, polegający na przyznawaniu mandatów kandydatom proporcjonalnie do ilości głosów uzyskanych przez nich (lub ich listy) w wyborach – uniemożliwia przeprowadzenie wyborów w ramach JOW. Nie można jednego mandatu rozdysponować proporcjonalnie. Oznacza to, że art. 96 ust. 2 uniemożliwia przeprowadzenie wyborów do Sejmu RP w jednomandatowych okręgów wyborczych. Dodajmy dla jasności: art. 97 ust. 2 odnoszący się do wyborów do Senatu nie zawiera takiego zastrzeżenia. Wybory do Senatu nie muszą być proporcjonalne i… nie są. Przeprowadza się je właśnie w wersji JOW. Pan Prezydent ma więc częściowo rację, że art. 96 ust. 2 jest „przeszkodą prawną” we wprowadzeniu JOW w wyborach do Sejmu. Częściowo, ponieważ jest on raczej „ochroną” niż „przeszkodą” – do czego jeszcze powrócimy.

3) Zgodnie z art. 100 ust. 3 konstytucji: „Zasady i tryb zgłaszania kandydatów i przeprowadzenia wyborów oraz warunki ważności wyborów określa ustawa”. Od 2011 r. jest to ustawa z 5 stycznia 2011 r. „Kodeks wyborczy”, która uchyliła wszystkie poprzednio obowiązujące ustawy regulujące zasady przeprowadzenia wyborów do poszczególnych wybieralnych organów, m.in. ustawę z 21 kwietnia 2001 r. Ordynacja wyborcza do Sejmu i Senatu [zapowiedź p. Prezydenta dotycząca zmiany „ordynacji wyborczej” uznaję więc za lapsus językowy, co wspominam dla porządku, na marginesie]. Szczegółowe zasady przeprowadzania wyborów, w tym ustanowienie JOW może więc nastąpić tylko w Kodeksie wyborczym. Dopóki jednak, na mocy art. 96 ust. 2 konstytucji wybory do Sejmu są proporcjonalne – nie ma możliwości, aby dokonać jakiejkolwiek zmiany kodeksu wyborczego w celu wprowadzenia JOW. W tym miejscu zaczynają się komplikacje.

zgłoszenie projektu ustawy o zmianie konstytucji nie jest równoznaczne z jej wprowadzeniem

4) We wtorek, 12 maja Prezydent skierował do Sejmu projekt ustawy o zmianie konstytucji polegającej m.in. na usunięciu z art. 96 ust. 2 wyrazu „proporcjonalne”. Prezydent miał takie prawo, ale sam projekt nie oznacza jeszcze, że dojdzie do przyjęcia tej zmiany. Dwa fakty sprawiają, że jest to scenariusz wysoce wątpliwy. Po pierwsze – klub parlamentarny głównej partii opozycyjnej wobec koalicji rządzącej, a jednocześnie opowiadającej się przeciwko JOW posiada obecnie 134 posłów. Koalicja dysponuje poparciem swoich 240 posłów. Wymagana dla dokonania zmian w konstytucji większość 2/3 głosów to przy wzorowej obecności 460 posłów – 306 głosów. Aby przegłosować sprzeciw 134 posłów PiS, do których należałoby jeszcze doliczyć 15 głosów klubu Zjednoczonej Prawicy, za propozycją zmian musiałoby opowiedzieć się 58 z 71 wszystkich posłów spoza trzech wspomnianych klubów. Wystarczy jednak, że część wstrzymałaby się od głosu, nie mówiąc o głosowaniu przeciw, aby projekt zmiany konstytucji został oddalony. Jest to oczywiście scenariusz, który zakłada wzorową frekwencję posłów. Należy przewidywać, że w sprawie tak istotnej jak zmiana konstytucji frekwencja byłaby bliska 100%.

uzyskanie większości 2/3 głosów dla przegłosowania zmiany  konstytucji w Sejmie i zbliżający się koniec kadencji stawiają pod znakiem zapytania szanse na dokonanie zmiany konstytucji

Drugi powód to zbliżające się, jesienne wybory do Sejmu. Przepisy regulujące tryb prac ustawodawczych w przypadku dokonywania zmian w konstytucji przewidują raczej ich spowolnienie niż przyspieszenie, przy czym stosowanie tzw. trybów pilnych czy przyspieszonych jest w tym przypadku zakazane. Pośpiech w pracach nad zmianą ustawy zasadniczej jest z pewnością niewskazany. Wszystko to sprawia, że zgodnie z zasadą dyskontynuacji prac Sejmu i Senatu projekt ustawy o zmianie konstytucji znajdujący się jeszcze na etapie prac parlamentarnych  – przepadnie wraz z końcem kadencji [1]. Dlaczego jest to tak ważne?

5) Dopóki obowiązuje art. 96 ust. 2 niedopuszczalne jest przeprowadzenie referendum w sprawie JOW – nawet jeżeli byłoby to referendum dotyczące zmiany w kodeksie wyborczym, a więc w ustawie, a nie wprost w konstytucji. Zakładając na potrzeby tych rozważań sytuację, w której Senat wyraziłby zgodę na zarządzenie referendum przez Prezydenta w opisanej sprawie JOW – wyobraźmy sobie jego możliwe skutki:

a) scenariusz 1: frekwencja w referendum jest niższa niż 50%. Zgodnie z art. 125 ust. 3 referendum ogólnokrajowe nie jest wówczas wiążące. Pozostaje więc kwestia wydatków na bardzo kosztowne badanie opinii publicznej oraz pytanie dotyczące odpowiedzialności konstytucyjnej Prezydenta RP, który zarządził referendum niezgodnie z konstytucją.

b) scenariusz 2: frekwencja wynosi 50% lub więcej – obywatele podejmują decyzję o wprowadzeniu JOW w wyborach do Sejmu. Oznacza to, że organy władzy publicznej mają obowiązek realizacji woli narodu jako suwerena, a więc m.in. – zmiany konstytucji ! (art. 96 ust. 2) Tymczasem, zgodnie z art. 235 ust. 1 obywatele nie mają prawa inicjatywy ustrojodawczej, a więc nie mogą inicjować zmian w konstytucji. Nie mogą ich tym bardziej wprowadzać, bowiem jest to kompetencja Sejmu i Senatu. Obywatele mogą jedynie wypowiedzieć się w sprawie zmian dokonanych wcześniej przez Sejm i Senat, o ile te zmiany dotyczyły rozdziału I, II lub XII konstytucji. Mogą takie zmiany zatwierdzić lub nie zatwierdzić – ze skutkiem ich niedojścia do skutku. Takie referendum zatwierdzające, odbywające się po uchwaleniu ustawy o zmianie konstytucji w obu izbach, zarządza Marszałek Sejmu, jednak nie z woli narodu, ale któregoś z podmiotów wymienionych w art 235 ust. 1 (Prezydenta, min. 92 posłów, Senatu). Art 96 ust. 2 znajduje się jednak w rozdziale IV. W doktrynie prawa konstytucyjnego można spotkać głosy, że referendum mogłoby dotyczyć zgłoszenia projektu ustawy dotyczącej konkretnej zmiany konstytucji. Taki projekt Prezydent jednak wczoraj zgłosił.

W obecnym stanie należy stwierdzić, że Senat, który ma 14 dni na podjęcie decyzji o wyrażeniu zgody na przeprowadzenie referendum – nie powinien tej zgody udzielić.

Sama kwestia dopuszczalności referendum przewidującego zmiany w ustawie jest dyskusyjna. W nieomal zgodnych opiniach doktryny – referendum ogólnokrajowe zarządzane przez Prezydenta nie może służyć osłabieniu władzy ustawodawczej – np. w drodze projektu przyjęcia konkretnej ustawy. Dlatego ewentualna decyzja Prezydenta (władza wykonawcza) o zarządzeniu referendum jest zabezpieczona koniecznością wyrażenia następczej zgody przez Senat (władza ustawodawcza)[2].
Skala naruszeń prawa jest w opisanym scenariuszu znaczna, a problemy konstytucyjne – liczne. Trzeba stwierdzić, że zarządzenie referendum dotyczącego zmiany ustawy w sposób, który wprowadzi postanowienia niezgodne z konstytucją (wprowadzenie JOW przed zmianą blokującego je przepisu konstytucji) – jest niedopuszczalne. Jego skutek oznaczałby bowiem konieczność zmiany konstytucji, do czego obywatele nie mają prawa.
13 maja Prezydent podpisał zarządzenie dotyczące wspomnianego referendum, które skierował do Senatu. W obecnym stanie należy stwierdzić, że Senat, który ma na podjęcie decyzji 14 dni – powinien zgody odmówić.

c) scenariusz 3: przy frekwencji wynoszącej 50% lub więcej obywatele opowiadają się przeciwko JOW. Wolę narodu wyrażoną w referendum przeprowadzonym w warunkach obowiązywania art 96 ust. 2 można by odczytywać nie tylko jako brak poparcia dla JOW, ale także jako brak poparcia dla zmiany art. 96 ust. 2 konstytucji. A więc – doszłoby wręcz do ustanowienia normy niezmienialnej konstytucji (przynajmniej do kolejnego referendum na ten sam temat) – zabezpieczenia zasady proporcjonalności wyborów do Sejmu wyrażonej w konstytucji, co najmniej w odniesieniu do JOW (wybory większościowe można przeprowadzić także bez ustanawiania JOW). Ta kolejna, negatywna konsekwencja propozycji przedwczesnego zarządzania referendum.

Zgodnie z art. 126 ust. 2 Prezydent RP czuwa nad przestrzeganiem konstytucji. Już ten, konstytucyjny nakaz powinien wystarczyć, aby Prezydent nie podejmował inicjatyw, których zgodność z konstytucją budzi poważne wątpliwości. Art 198 ust. 1 stanowi bowiem, że za naruszenie Konstytucji lub ustawy w związku z zajmowanym stanowiskiem lub w zakresie swojego urzędowania (delikt konstytucyjny) Prezydent ponosi odpowiedzialność konstytucyjną przed Trybunałem Stanu.

Uchwalanie Ustawy Zasadniczej dowcipem i trikiem nie jest zdrowe” Józef Piłsudski, 1934 r.

Co do samej zmiany art 96 ust. 2, a także innych proponowanych zmian – nie należy ich podejmować w warunkach trwającej kampanii wyborczej. Zarówno wprowadzenie wyborów do Sejmu w ramach JOW, jak i zmiana zasad finansowania partii politycznych to zagadnienia wymagające szerokiej dyskusji z udziałem ekspertów. O zagrożeniach wynikających z obu proponowanych zmian wielokrotnie mówiono i dużo napisano.

Przedstawmy podstawowe tezy:

JOW JOWowi nierówny

Sam fakt, że wybory zostaną zorganizowane w jednomandatowych okręgach wyborczych nie decyduje jeszcze o tym jaki zostanie zastosowany szczegółowy system wyborczy (sposób przeliczania głosów na mandaty). Znanych jest co najmniej kilka alternatywnych modeli. Warto wspomnieć – dla uproszczenia – o trzech głównych, odsyłając zainteresowanych do rozlicznej literatury na ten temat:

Sam fakt, że wybory zostaną zorganizowane w jednomandatowych okręgach wyborczych nie decyduje jeszcze o tym jaki zostanie zastosowany szczegółowy system wyborczy (sposób przeliczania głosów na mandaty).

1) system większości względnej: zwycięzcą zostaje kandydat, który uzyskał najwięcej głosów w okręgu, a więc najwięcej z wszystkich, ale niekoniecznie więcej niż wszyscy pozostali. Sprawia to, że można wygrać dzięki niewielkiej przewadze, co sprawi, że głosy zdecydowanej większości wyborców nie przełożą się na mandat. Jest to najmniej sprawiedliwy system, krytykowany za „marnowanie” głosów wielu wyborców;
2) system większości bezwzględnej: należy uzyskać ponad połowę ważnie oddanych głosów, a więc więcej niż wszyscy pozostali kandydaci razem wzięci. Przy dużej liczbie kandydatów rzadko zdarza się, aby wybory zostały rozstrzygnięte od razu, co powoduje, że należy przewidzieć konieczność „dogrywki”. W takiej sytuacji najpopularniejsze są dwa rozwiązania:
a) głosowanie alternatywne (jednoturowe)
wyborca na karcie do głosowania, przy nazwiskach poszczególnych kandydatów zaznacza ich kolejność według własnych preferencji. Głos uzyska kandydat oznaczony przez wyborcę jako numer jeden. Numerkiem dwa oznacza się kandydata, który przejmie głos „jedynki”, gdyby ogółem nie zebrała ona wystarczającego poparcia. Wykreślanie i przenoszenie głosów następuje tak długo jak długo nie zostanie wyłoniony zwycięzca. Zaletą tego rozwiązania jest brak konieczności organizowania drugiej tury i ścisła kontrola wyborcy nad losami swojego głosu, wreszcie – mniejszy odsetek głosów „zmarnowanych”.

senate-paper-belowWzór karty wyborczej w wyborach do australijskiego senatu (źródło: Australian Electoral Commission)

b) głosowanie dwuturowe
brak rozstrzygnięcia w pierwszej turze oznacza konieczność zorganizowania drugiej tury. Ważne jest pytanie: „kto do niej przechodzi”? Czy są to dwaj najlepsi kandydaci, czy wszyscy oprócz najgorszego, czy wszyscy powyżej określonego progu poparcia w pierwszej turze? Każde z rozwiązań generuje kolejne pytania – np. czy w drugiej turze wystarczy już większość zwykła, czy nadal musi być to większość bezwzględna (ponad połowa głosów?). O ile w przypadku głosowania na dwóch kandydatów większość bezwzględna jednego z nich jest nieomal pewna, o tyle w razie liczniejszej grupy kandydatów – nie.

Stawiając pytanie referendalne o JOW-y – należałoby je najpierw doprecyzować. W innym wypadku jest ono bardzo ogólne i pozostawia maksymalną swobodę ustawodawcy, który następnie działając w oparciu o wolę narodu będzie mógł dowolnie ustanowić szczegółowe zasady wyborów większościowych do Sejmu.

Odnosząc się krótko do tezy, że sam fakt wprowadzenia JOW ma stanowić lek na „zabetonowanie” sceny politycznej należy zauważyć, że w warunkach obecnego kształtu sceny politycznej, na której funkcjonują dwie duże partie polityczne otoczone wianuszkiem małych i przy licznej poczekalni tych, które nie mają szans na konkurencję wyborczą, również z powodów finansowych – to teza tyle odważna co trudna do obrony. Dowiodły tego wyniki wyborów do Senatu przeprowadzonych po raz pierwszy w ramach JOW. Tylko 2 senatorów nie było związanych z partiami politycznymi. Pozostałych 98 bezpośrednio lub pośrednio reprezentowało największe partie. Wyniki majowych wyborów do brytyjskiej Izby Gmin również pokazały skutek istnienia JOW-ów w formie „first past the post” (wygrywa ten, który ma najwięcej głosów), czyli właśnie „zabetonowanie” sceny politycznej. JOW w formie połączonej z systemem większości względnej (jak zdaje się proponować Ruch Obywatelski Na Rzecz JOW) – to jednak raczej utrwalenie status quo niż szansa na jego zmianę. Zupełnie na marginesie pozostawiam pytanie, czy takie utrwalenie sceny jest samo w sobie złe.

Finansowanie partii politycznych

Jeżeli zlikwidujemy finansowanie partii politycznych z budżetu pojawi się pytanie – skąd mają być finansowane? Finansowanie na obecnych zasadach ma swoje mankamenty. Zgadzam się, że próg 3% głosów w wyborach, który jest wymagany dla zwrotu wydatków w kampanii wyborczej jest zbyt wysoki i uniemożliwia wejście do polityki debiutujących partii politycznych, czy ruchów społecznych (zwrot przysługuje komitetom wyborczym, a nie tylko partiom). Wysokość środków finansowych otrzymywanych przez partie polityczne jest wysoka, pomimo tego, że została ostatnio zmniejszona. Pozytywna ocena wymogu przedstawiania corocznego sprawozdania finansowego w celu uzyskania dofinansowania (dotacje i subwencje budżetowe dla partii) zostaje osłabiona przez fakt, że treść sprawozdań nie jest weryfikowana pod względem merytorycznym, ale tylko formalnym. Plusem jest, że finanse partii nadal są jawne, a finansowanie z budżetu pozwala na większą kontrolę nad tymi środkami, łatwiejsze ustalanie (zmniejszanie) limitów, czy decydowanie o przeznaczaniu tych środków (jak w przypadku zakończonej niestety niepowodzeniem inicjatywy regulacji ustawowej wydatkowania środków na fundusz ekspercki).
Obawa zgłaszana przez część badaczy, że likwidacja finansowania z budżetu może sprawić, że partie będą finansowane przez grupy interesów jest racjonalna. Oczywiście już dochodzi do tego zjawiska, ale na pewno na mniejszą skalę. Należałoby raczej zwiększyć przejrzystość finansowania partii politycznych oraz jawność wydatkowania środków finansowych przez partie i organy władzy publicznej niż likwidować ich finansowanie z budżetu państwa. Należałoby także rozważyć obniżenie wysokości finansowania oraz progu wymaganego dla uzyskania zwrotu kosztów poniesionych na kampanię wyborczą.

GCOVi0JCiekawe zestawienie największych sponsorów kampanii wyborczej H. Clinton i B. Sandersa w wyborach do Senatu USA. (źródło: http://www.willyloman.wordpress.com)

Marszałek Józef Piłsudski skwitował gry polityczne posłów w 1935 r. wokół przyszłej konstytucji kwietniowej zdaniem: „uchwalanie Ustawy Zasadniczej dowcipem i trikiem nie jest zdrowe”. Wczoraj minęła 80 rocznica śmierci Pana Marszałka, którego słowa pozostały niepokojąco aktualne.

Uzupełnienie: 14 maja 2015 r.

Uzupełnienie: 18 maja 2015 r.

Opinia prawna z 18 maja 2015 r. dotycząca oceny zgodności z Konstytucją materii pytań zawartych w projekcie postanowienia Prezydenta RP o zarządzeniu ogólnokrajowego referendum (druk senacki nr 899) – w szczególności pytania dotyczącego jednomandatowych okręgów wyborczych – z odniesieniem się do bieżących głosów konstytucjonalistów w tej kwestii – na zlecenie Kancelarii Senatu.

Przypisy

[1] A. Bień-Kacała, Zasada dyskontynuacji prac parlamentarnych. Wybrane problemy, „Studia Iuridica Toruniensia”, 2008, t. 4, s. 33-42
[2] zob. L. Garlicki, Art 125 (w:) Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej. Komentarz, tom 1,  Warszawa 1999, s. 5-14; W. Skrzydło, Komentarz do art. 125 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej (w:) Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej. Komentarz, LEX 2013.
Zaszufladkowano do kategorii AKTUALNOŚCI USTROJOWE, OPINIE - ANALIZY - KOMENTARZE PRAWNE | Otagowano , | 4 komentarze

Konstytucyjny nakaz wdrażania szczęścia, czyli Szczęście Narodowe Brutto w Królestwie Bhutanu

Ostatnie dni kwietnia sprzyjają tematowi finansów – tych dużych, państwowych i tych mniejszych – osobistych. 30 kwietnia upływa termin złożenia rocznego zeznania podatkowego PIT.

PIT – skrót od Personal Income Tax (Podatek od dochodów osobistych)

Problematyka wysokości podatków (zbyt wysokich według większości Polaków) i tzw. kwoty wolnej od podatku (która w opinii większości jest za niska) powraca do mediów co roku jak bumerang. W tym roku, z powodu finiszującej właśnie kampanii wyborczej tematy finansowe są szczególnie eksploatowane. Dotyczą każdego gospodarstwa domowego i pozwalają skupić na chwilę uwagę potencjalnego wyborcy.

PKB per capita powstający z podzielenia PKB na liczbę mieszkańców służy pomiarowi poziomu zamożności obywateli danego kraju

Doniesieniom o kondycji finansowej gospodarstw domowych towarzyszą stale informacje na temat PKB, czyli produktu krajowego brutto. Różne typy tego miernika obliczanego w oparciu o wartość wytworzonych w danym kraju usług i dóbr finalnych pokazują wielkość danej gospodarki. Różnice w poziomie PKB są podstawą uznania, że dana gospodarka rozwija się (wzrost gospodarczy) lub wręcz przeciwnie (brak wzrostu, recesja). Chociaż rzekomo „pieniądze szczęścia nie dają” – wysokość zarobków i poziom zamożności jednostek staje się podstawą do tworzenia rankingów państw, w których żyje się lepiej lub gorzej, a więc ich obywatele są bardziej lub mniej szczęśliwi.

Wśród pięciu państw o najwyższym PKB per capita w 2013 r. znalazły się: Katar, Norwegia, Monako, Luksemburg i Szwajcaria – w 4/5 państwa europejskie i w 4/5 monarchie, Polska zajmuje w różnych zestawieniach od 51 do 59 pozycji na blisko 190 miejsc

Pieniądze nie od dzisiaj elektryzują opinię publiczną. Na pieniądze przelicza się już niemal wszystko. Słyszymy o kosztach leczenia rzadkich albo popularnych chorób, kosztach wykształcenia jednego studenta, niskich kwotach emerytur, wzroście wysokości średniej płacy, zmiennej cenie paliw, czy wpływie inflacji na ceny towarów i usług. Nawet walory artystyczne dzieł sztuki straciły swoją atrakcyjność na rzecz informacji o cenach, jakie uzyskano za nie na aukcjach i w galeriach.
Już mało kto pamięta stare przysłowie, że „Dżentelmeni nie rozmawiają o pieniądzach”. Powodem tego braku zainteresowania tematem pieniędzy był fakt, że „Oni je po prostu mają”. Druga część przysłowia jest dzisiaj najczęściej pomijana. Czyżby nie było już dżentelmenów, czy może dżentelmeni nie mają pieniędzy? A może to temat pieniędzy doczekał się nobilitacji i mogą już o nim rozprawiać nawet dżentelmeni?

PIENIĄDZE SZCZĘŚCIA NIE DAJĄ – PRZYNAJMNIEJ W BHUTANIE

Powierzchnia Bhutanu upodabnia go do Szwajcarii. Liczba ludności jest jednak dziesięciokrotnie mniejsza

W małym wschodniohimalajskim królestwie narodziła się idea, która wzbudza rosnące zainteresowanie na całym świecie. IV król Bhutanu panujący w latach 1972-2006 uznał, że podstawą szczęścia człowieka nie są pieniądze, ale inne, humanistyczne wartości. Postanowił odstąpić od powszechnie stosowanego na świecie indeksu PKB używanego jako miernik zamożności i powodzenia ludzi, aby wprowadzić w Bhutanie nowy indeks. Określił go nazwą „Szczęście Narodowe Brutto”. Kolejni monarchowie bhutańscy kontynuowali ideę swojego poprzednika, a kiedy w 2008 r. Bhutan doczekał się pierwszej w historii ustawy zasadniczej, ideę wdrażania szczęścia w oparciu o wskaźniki SNB uczyniono nakazem konstytucyjnym.

Obraz1

O Szczęściu Narodowym Brutto miałem przyjemność opowiedzieć w czasie VII Międzynarodowej Konferencji Naukowej „Systemy ochrony praw człowieka europejski i azjatyckie” w Sejmie RP w dniach 13-15 kwietnia 2015 r. Pokłosiem referatu wygłoszonego na konferencji jest artykuł naukowy, który ukaże się w wydawnictwie pokonferencyjnym i będzie szeroko omawiał założenia SNB. Zainteresowanych odsyłam do tego tekstu. W tym miejscu chciałbym zasygnalizować najważniejsze elementy wyjątkowo ciekawej i oryginalnej koncepcji „Szczęścia Narodowego Brutto”.
Obraz2W 2008 r. na tron Bhutanu wstąpił 28-letni Jigme Khesar Namgyel Wangchuck (drugi z lewej), który panuje odtąd jako piąty druk gyalpo („smoczy król”) Bhutanu. Młody król zdobył wykształcenie na prestiżowych uczelniach zachodnich (studiował m.in. nauki polityczne i stosunki międzynarodowe na Uniwersytecie Oxfordzkim). Sprawując rządy zgodnie z najnowszymi trendami światowymi nie zapomina o szacunku dla tradycji i tożsamości bhutańskiej.

SZCZĘŚCIE NARODOWE BRUTTO

Punktem wyjścia dla autorów szczegółowej koncepcji indeksu SNB jest teza, że zachodni badacze szczęścia popełniają fundamentalny błąd opierając się na subiektywnych odczuciach jednostki, czyli na jej samopoczuciu, zamiast badać  obiektywne wskaźniki. Szczęście jest zdaniem bhutańskich naukowców zjawiskiem złożonym, pochodną wielu czynników, które powinno się badać osobno. Dopiero synteza szczegółowych analiz umożliwia określenie poziomu szczęścia mieszkańców kraju. „Szczęście Narodowe Brutto” nie opiera się więc na badaniach samego „szczęścia”, ale czynników warunkujących jego występowanie i poziom. SNB obliczany jest w oparciu o 9 głównych czynników, z których każdy ma równie istotny wpływ na szczęście. Każdy z czynników dzieli się na części składowe (od 2 do 4), których jest ogółem 33. W ich ramach można wyróżnić aż 124 fragmentaryczne mierniki szczęścia.

9obszarow_przyciete9 głównych czynników szczęścia podzielonych na 33 części składowe

SZCZĘŚLIWY, CZYLI ?

Na potrzeby badań wyodrębniono trzy poziomy szczęścia, na poziomie 50%, 66% i 77%. Ludzi należących do grupy, w której wytyczne wynikające z mierników szczęścia zrealizowano w mniej niż 50% uznano za nieszczęśliwych, w 50-65 % – za „umiarkowanie szczęśliwych”, między 66 a 76 % – „szczęśliwych”, a 77% i więcej wyznacza grupę „głęboko szczęśliwych” mieszkańców Bhutanu. Osiągnięcie wysokiego poziomu szczęścia nie wymaga pełnej realizacji wszystkich wyżej wymienionych 9 czynników głównych.

SZCZĘŚLIWY JAK BHUTAŃCZYK

W wyniku badań ustalono, że 10,4% Bhutańczyków jest nieszczęśliwych, 48,7% umiarkowanie szczęśliwych, 32,6% w pełni szczęśliwych, a 8,7% ludności jest głęboko szczęśliwa. Udało się także ustalić jakie czynniki najbardziej i najmniej wpływają na poziom szczęścia.

Obraz4Czynniki mające największy, pozytywny wpływ na poziom szczęścia

Obraz5Poziom szczęścia, a także główne odpowiedzialne za ten poziom czynniki różniły się w zależności od miejsca zamieszkania badanego. Na tej podstawie rozróżniono trzy kategorie mieszkańców Bhutanu – osiadłych w mieście (z wyłączeniem do osobnej kategorii stolicy państwa) lub na wsi.

Ludzie wykształceni są bardziej szczęśliwi

Badania przyniosły także interesujące wyniki szczegółowe. Wynika z nich, że mężczyźni okazali się być generalnie bardziej szczęśliwi od kobiet. Ludzie wykształceni od analfabetów (przy czym poziom wykształcenia nie ma większego znaczenia). Osoby stanu wolnego i młodzież okazali się być szczęśliwsi od żonatych/zamężnych i starszych. Bezrobotni okazali się wykazywać wyższy poziom szczęścia od pracowników korporacji, a także niepracujących pań domu i rolników.

KRYTYCY I APOLOGECI

Idea Szczęścia Narodowego Brutto wzbudza zróżnicowane reakcje. Nie brakuje jej zwolenników, którzy podkreślają świeżość idei bhutańskich władców w konfrontacji z ofertą po-oświeceniowego, modernistycznego zachodu, który wytracił swoją wielowiekową dynamikę, stracił kierunek i dryfuje w nieznanym kierunku. Zachodni konsumpcjonizm nie wpłynął pozytywnie na poziom szczęścia ludzi, ale raczej zwiększył ich apetyt na więcej, przynosząc bezwzględną konkurencję i rosnącą frustrację z powodu nieuzyskania pożądanych dóbr. Idea wdrażania szczęścia jako główny postulat kierowany do władz wydaje się wyjątkowo atrakcyjna.

Bhutański kodeks z 1729 r. stanowi, że „jeżeli rząd nie potrafi zapewnić ludziom szczęścia – nie ma powodu, aby taki rząd istniał”

Krytycy SNB zgłaszają różne zarzuty: polityczne (odwracanie przez władze uwagi opinii światowej od realnych problemów biednego i zacofanego Bhutanu) i metodologiczne (sposób prowadzenia badań i ustalania ich wyników, a także rzetelność danych i ich relewantność dla prezentowanych przez władze bhutańskie tez i opisu rzeczywistości). Prof. D. N. McCloskey z Uniwersytetu Chicagowskiego skrytykowała ideę SNB zastępującą standardowy indeks PKB określając ją jako niejasną, a nawet nienaukową. Konsekwencją przyjęcia SNB jest niemożność porównania Bhutanu do innych państw ze względu na niestosowanie poza nim tego wskaźnika. Prof. McCloskey uważa także, że odstąpienie od ekonomicznych wskaźników rozwoju przy wyznaczaniu celów politycznych państwa jest poważnym błędem i uniemożliwi Bhutanowi rozwój na miarę jego ambicji i możliwości. Ekonomistka popiera swoje twierdzenia przykładami z historii, w której momenty największej prosperity zawsze wiązały się z rozwojem handlu i konsumpcji.
Warto w tym miejscu zastrzec, że również indeks PKB ma swoich zdeklarowanych przeciwników.

„Państwo ma obowiązek zapewnienia warunków dla wdrażania Szczęścia Narodowego Brutto” Art. 9 ust. 2 Konstytucji Bhutanu

Czas pokaże, czy wdrażanie SNB doprowadzi do pożądanych efektów i zwiększenia szczęścia mieszkańców Bhutanu. Jeżeli tak się stanie możemy spodziewać się jego upowszechnienia. Tymczasem nad programem wdrażania szczęścia zebrały się czarne chmury. Najnowszy premier rządu bhutańskiego oświadczył niedawno, że poważnie rozważa ograniczenie realizacji idei SNB i badania jego efektów, a nawet jego zaprzestanie. Czas pokaże, czy takie wypowiedzi przysporzą premierowi poparcia, czy raczej pogrzebią jego karierę polityczną. W kraju, w którym parlament istnieje zaledwie od 1953 r., pierwsze wybory powszechne odbyły się dopiero w 2008 r., a król (orędownik SNB) cieszy się ogromnym poparciem społecznym – trudno o tym przesądzać. Tymczasem, we wrześniu odbędzie się w Bhutanie kolejna konferencja międzynarodowa na temat „Szczęścia Narodowego Brutto”. Patronat honorowy objął nad nią sam król.

Diagramy na podstawie:
K. Ura, S. Alkire, T. Zangmo, K. Wangdi, A Short Guide to Gross National Happiness Index, Thimphu 2012.
Zaszufladkowano do kategorii AKTUALNOŚCI USTROJOWE, MONARCHIE | Otagowano , , , , | Jeden komentarz

O ściąganiu na studiach prawniczych w USA.

examKilka dni temu na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Gdańskiego rozpoczęła się sesja egzaminacyjna. To właściwy moment, aby poruszyć wstydliwy temat ściągania.

20 maja 2004 r. Jego Magnificencja Rektor UG wydał pismo okólne (2/R/04) w sprawie zjawiska nieuczciwości egzaminacyjnej. Przytaczam jego treść w całości:

W interesie większości rzetelnie studiującej braci studenckiej, w celu poszanowania zasad uczciwej konkurencji i prestiżu Uczelni, wyrażam wolę podjęcia zdecydowanych działań zmierzających do wyeliminowania zjawiska ściągania na zaliczeniach i egzaminach.
Nasza Uczelnia pragnie zapewniać studiującym jasne i uczciwe reguły egzaminacyjne. Zobowiązuję nauczycieli akademickich UG do odsunięcia od zdawania egzaminu bez dodatkowego ostrzeżenia studenta, który dopuszcza się jakiejkolwiek formy ściągania. Osoba naruszająca dobre obyczaje akademickie i osiągająca w sposób nieuczciwy korzyść, winna otrzymać ocenę niedostateczną z egzaminu (zaliczenia), z powiadomieniem dziekana macierzystego wydziału.
Wyrażam przekonanie, że zjawisko ściągania nie jest powszechne, zaś nasza Uczelnia jako znaczący Uniwersytet w Polsce odcina się od wszelkich zjawisk nieuczciwości egzaminacyjnej. Zwracam się z apelem do wszystkich członków naszej społeczności akademickiej o współpracę w zakresie szeroko pojętej kontroli przebiegu egzaminów i zaliczeń.

O ściąganiu w Radio Gdańsk 5.2.2015 – zapis AUDIO u dołu strony (od 18:45 min.)

Jak widać, władze uczelni napiętnowały ściąganie, a nawet upoważniły nauczycieli akademickich do wdrożenia drastycznych środków represyjnych. Słuszność opinii o szkodliwości zjawiska nieuczciwości egzaminacyjnej – szczególnie na wydziale prawa – nie ulega najmniejszej wątpliwości.

A jednak fakt, że istnieje ono od wieków i nadal występuje, skłania do zadania pytania o przyczyny. Drugą istotną kwestią jest problem profilaktyki nieuczciwości egzaminacyjnej. Milczy o niej pismo Pana Rektora, chociaż zapewne i w tym wypadku sprawdza się hipokratejska mądrość, że „lepiej zapobiegać niż leczyć”. Obu zagadnieniom – przyczyn i profilaktyki – poświęcę nieco uwagi w tym szkicu, licząc jak zwykle na głosy Czytelników.

W USA nikt nie ściąga – prawda czy mit?

Panuje przekonanie, że „w Ameryce nie ściągają”. Rzekomo tylko w naszej części świata ściąganie jest powszechne, a nawet postrzega się je w kategoriach życiowej zaradności. Niestety, w Ameryce i na zachodzie Europy studenci też ściągają, chociaż w Stanach proceder ten nie jest określany tak eufemistycznie jak u nas. Amerykańskie ściąganie to cheating, czyli po prostu oszustwo. Osobę ściągającą określa się jako cheatera, czyli właśnie oszusta, a jego czyn jako „niesportowy, brudny, niegodny, niehonorowy”. Jednoznaczność oceny samego procederu nie wpływa niestety znacząco na jego skalę. Przyjrzyjmy się wynikom amerykańskich badań, ponieważ przynajmniej część wniosków płynących z tamtejszych badań wydaje się wyjątkowo pasować do naszej rzeczywistości.

75% amerykańskich licealistów przyznała się do różnych form ściągania

Dotychczasowa wiedza na ten temat prezentowała zjawisko ściągania jako stygmatyzowane i dotyczące głównie uczniów słabych. Typowy cheater bał się złapania i wstydliwie ukrywał swoje zachowanie z obawy przed potępieniem przez kolegów. Dzisiaj wszystko uległo zmianie. Ściągają nieomal wszyscy, a głównie najlepsi uczniowie, którzy mają nie tylko wiele do stracenia, ale także do zyskania w wyścigu o najlepsze stopnie. Konkurencja o miejsce na prestiżowych uczelniach osiągnęła rekordowe rozmiary. Stosunek do ściągania także się zmienił. Skoro ściągają nieomal wszyscy, w tym ci najlepsi – nie ma już mowy o stygmatyzacji.

Badania przeprowadzone w 2005 r. przez Duke University wykazały, że ok. 75% amerykańskich licealistów przyznała się do różnych form ściągania. Kiedy pytanie objęło spisanie prac zadawanych do domu – odsetek sięgnął 90%!. D. Clark Pope z Uniwersytetu Yale, autorka książki o wiele mówiącym tytule Jak stworzyliśmy pokolenie zestresowanych, materialistycznych i niedouczonych studentów, twierdzi, że ok. 80% najlepszych uczniów oszukuje.

Zjawisko to nie omija najbardziej prestiżowych uczelni. W roku akademickim 2012/13 Uniwersytetem Harvarda wstrząsnął skandal związany ze ściąganiem, który skłonił władze do wdrożenia specjalnych procedur dyscyplinarnych szeroko dyskutowanych, ale także krytykowanych. Zostaną one wprowadzone jesienią 2015 r. (szczegółowy opis i opinie harvardczyków za i przeciw opisano na łamach Harvard Magazine w maju 2014 r.).

Najpopularniejsze w USA formy nieuczciwości studenckiej to:
– przepisywanie od innego studenta (pracy domowej, odpowiedzi z testu etc.);
– plagiat – składanie jako własnej pracy ściągniętej z internetu w całości lub w części, przepisywanie (również w wersji przetworzonej) cudzych tez/wniosków/opinii bez podania źródła i autora;
– wysyłanie sms-em odpowiedzi na pytania osobie zdającej egzamin;
– robienie zdjęcia testowi, aby upowszechnić go w trakcie lub po egzaminie (odpłatnie lub nieodpłatnie);
– uzyskiwanie ww. testów od studentów starszych lat;
– przemycanie na egzamin materiałów ukrytych w różny sposób, np. dopisanych czy doklejonych do dopuszczalnych pomocy (książek, kodeksów, tablic matematycznych itp.), również w formie elektronicznej – np. w pamięci kalkulatora.

Studenci-sportowcy nie zawsze grają fair

65% studentów-sportowców oszukuje na egzaminach

Amerykańskie badania wykazały także podwyższony odsetek ściągających studentów-sportowców. Chociaż ta grupa praktycznie nie występuje na polskich uczelniach, badania sportowców ujawniły interesujące zjawisko mające ogólniejszy charakter. Stypendia sportowe umożliwiają ukończenie studiów (nawet najlepszych uczelni) młodzieży uzdolnionej sportowo, z gorszymi wynikami w nauce, która z tego powodu nie miałaby szans na przyjęcie na studia lub do dobrej szkoły. Sportowcy muszą jednak utrzymać określone minimalne osiągnięcia pozasportowe (naukowe).

Sport był zawsze uważany za kuźnię charakteru i zasad honorowej walki. Tymczasem aż 65% studentów-sportowców oszukuje na egzaminach. Szczegółowe badania wykazały, że nastawione na zwycięstwo „męskie” dyscypliny (football, koszykówka, hokej itp.) skłaniają do zachowań niesportowych. Zwycięstwo za wszelką cenę jest obecnie w cenie o wiele bardziej niż reguły fair-play.

37% studentów-sportowców przyznało, że trenerzy uczyli ich, jak udawać faul, 43% koszykarzy – że uczono ich, jak niezgodnie z przepisami popychać lub zatrzymywać przeciwnika w grze. Młodzi przyznają, że mają niewielkie skrupuły, oszukując, skoro zachęcają ich do tego dorośli.

Lęk – lenistwo – wysoki kredyt studencki

Ściąganie jest tak powszechne, że młodzież nie widzi w nim nic złego. To przygoda, wyzwanie, podniecające doświadczenie. Uniknięcie przyłapania uważa się za dodatkowy sukces. Młodzi ludzie tłumaczą, że oszukują ze względu na ogromną presję i konkurencję w ubieganiu się o przyjęcie do najlepszej uczelni, zwiększenie szans na jej ukończenie, a w efekcie zwiększenie szans na otrzymanie dobrej (dobrze płatnej) pracy.

Porażka to klęska”

Presja rankingów, wymogów stawianych sobie i innym, ocena wartości oparta na wysokości zarobków, średniej ocen, prestiżu ukończonej szkoły popychają ludzi do zachowań dalekich od uczciwości. Istotne znaczenie ma także konieczność spłaty kredytu zaciągniętego na studia. Wysokość czesnego na najlepszych uczelniach prawniczych w USA przekracza 50.000 dolarów rocznie (studia trwają trzy lata).

Studenci podają również jako powody ściągania:
– lęk przed oblaniem egzaminu i koniecznością przystąpienia do poprawki (szczególnie jeżeli jest odpłatna lub grozi wydaleniem ze studiów);
– lęk przed negatywną oceną słabych wyników w nauce;
– utratę korzyści z wysokiej średniej (zwolnienie z egzaminu, stypendium naukowe);
– niemożność sprostania wymogom danego kierunku lub profesora, np. ilości materiału do opanowania;
– lenistwo.

Ilość wymagań i zadań stawianych przed uczniem powoduje, że już na poziomie szkół podstawowych i średnich powstaje praktyka „dywersyfikowania pracy”. Młodzież tworzy sieci znajomych w celu wymiany prac domowych lub ich współpisania. Przekonani (nierzadko słusznie) o niemożności samodzielnego sprostania wszystkim zleconym zadaniom dzielą się pracą, pomimo wyraźnego zastrzeżenia nauczyciela, że praca ma być samodzielna. 60% pytanych uczniów przyznało, że zrobiło tak więcej niż jeden raz, 36% nie uznało tego w ogóle za oszustwo czy ściąganie.

Ogólnospołeczna presja sukcesu wzrasta na poziomie uniwersyteckim. Skoro liczy się końcowy wynik, nie ma miejsca na błąd. Porażka to klęska. Świadomość braku drugiej szansy doprowadza wielu studentów do desperacji. Ściąganie, opłacanie kolegów zdających testy w zastępstwie czy kupowanie gotowych prac semestralnych to już nie tylko wynik lenistwa lub niskich umiejętności tych najsłabszych, ale również efekt bezwzględnej rywalizacji wśród najlepszych i najbardziej ambitnych.

Skrajnym przykładem jest student Wydziału Prawa Duke University, który stał się popularny po tym, jak opublikował w internecie pytanie z egzaminu z prawa konstytucyjnego z prośbą o pomoc w jego rozwiązaniu.

Oceny ważne nie tylko na studiach

W przypadku studiów prawniczych dodatkowych powodem jest znaczenie, jakie odgrywają oceny uzyskane na studiach. W. Chamberlain w tekście opublikowanym w National Law Journal zauważył, że oceny uzyskane przez studentów wydziałów prawa mają znaczenie nawet 10 lat po ich ukończeniu przy ubieganiu się o przyjęcie do prestiżowych kancelarii, na staże i studia podyplomowe.

45% studentów prawa oszukuje

Studia prawnicze są bardzo kosztowne, a pożyczki studenckie trzeba zacząć spłacać już po 2 latach od ukończenia nauki. Kryzys ekonomiczny spowodował, że duże kancelarie oferujące wyższe zarobki zaczęły redukować zatrudnienie, oferując mniej miejsc pracy dla młodych absolwentów studiów prawniczych. W efekcie zawsze wysoka konkurencja stała się wyjątkowo zażarta, a minimalna nawet różnica w średniej ocen ze studiów lub w ocenie końcowej z prawa cywilnego, konstytucyjnego czy karnego może przesądzić o uzyskaniu upragnionej posady, a nawet o pracy w zawodzie.

Presja na studentów prawa wrosła ogromnie, skłaniając wielu do bezpardonowej walki o oceny. Nawet jeżeli oceny ze studiów nie są nigdy głównym kryterium przyjęcia absolwenta do pracy w kancelarii prawniczej, często brane są pod uwagę jako kryterium uzupełniające podczas ostatecznej selekcji najlepszych kandydatów.

Badania Duke University z 2006 r. przeprowadzone na 56 amerykańskich wydziałach prawa wykazały, że 45% studentów prawa oszukuje. Małym pocieszeniem jest fakt, że był to najmniejszy odsetek wśród studentów badanych wydziałów (oszukuje ok. 54% studentów kierunków inżynierskich i 48% kierunków nauczycielskich). Nie lepiej jest na studiach podyplomowych. Według różnych badań do oszukiwania przyznało się od 45% do 56% studentów MBA.

Zmora testów wielokrotnego wyboru

Kolejny problem to popularność testów, czyli sprawdzania wiedzy w formie zestawu pytań i gotowych odpowiedzi. Ich autorzy argumentują, że to najbardziej sprawiedliwa forma sprawdzenia wiedzy. Każdy otrzymuje takie same pytania, każdy jest oceniany wedle idealnie takich samych kryteriów. Nie dodają jednak, na co zwracają uwagę amerykańscy badacze, że testy można najłatwiej i najszybciej sprawdzić, więc chodzi często o ułatwienie sobie zadania przez nauczyciela.

Przygotowanie odpowiednio dużej puli pytań pozwala na coroczne używanie nieomal tych samych testów (wystarczy zmienić kolejność lub dodać kilka procent nowych pytań). Poza tym, test zda łatwiej osoba, która umie to robić. Inni skazani są na porażkę, nawet jeżeli opanowali materiał. Testy są również krytykowane za odtwórczość oraz za błędy formalne i logiczne w pytaniach. Opracowanie testu prawidłowego z punktu widzenia logiki i zasad formalnych nie jest łatwe i wymaga odpowiednich umiejętności, które nie każdy wykładowca posiada.

Zaliczenie testu wielokrotnego wyboru wymaga doskonałego opanowania materiału, ale także poznania poglądów egzaminatora. Młodzież, która kończy szkoły z autorskimi programami, przeżywa szok, kiedy okazuje się, że na studiach nie liczą się własne przemyślenia, oryginalne poglądy czy szeroka wiedza, ale umiejętność bezrefleksyjnego, pamięciowego opanowania określonej partii materiału.

Wspomaganie używkami

Testowe egzaminy generują kolejny problem: wzrost popularności używek i leków wspomagających proces uczenia się (wielogodzinnego „zakuwania” treści). Nagły i zaskakujący wzrost w USA młodzieży ze zdiagnozowanym syndromem problemów z koncentracją jest spowodowany głównie chęcią uzyskania przez uczniów i studentów łatwiejszego i legalnego dostępu do odpowiednich leków, które również zdrowej młodzieży pomagają w osiągnięciu lepszych wyników.

„Oszukuj albo ciebie oszukają”

Konkurencja ze wspomagającymi się farmakologicznie studentami wpływa na sięganie po leki przez innych studentów  i tak powstaje spirala uzależnienia. Istnieje „czarny rynek” używek rozprowadzanych przez studentów i wśród studentów. Mocna kawa i papierosy jako jedyny doping stosowany kiedyś w czasie sesji egzaminacyjnej dawno zostały zdetronizowane przez środki farmakologiczne, które mogą być wstępem do uzależnienia i poważnych kłopotów zdrowotnych.

Studenci przyznają, że typowa jest postawa „oszukuj albo ciebie oszukają„. Uczciwy student, który próbuje na własną rękę, bez używek i bez ściągania konkurować ze wskazaną wyżej sporą grupą młodych ludzi uciekających się do rozmaitych metod oszukiwania jest praktycznie skazany na porażkę. Zawsze wypadnie gorzej, co zwiększa tylko frustrację i skłania z czasem do złamania własnych zasad, żeby dołączyć do większości.

Złe wzory i zwodnicza technologia

30% prac wykazuje podwyższony odsetek skopiowanego tekstu

Technologia:  internet, elektroniczne gadżety, miniaturyzacja wspomaga oszukiwanie. Amerykańskie badania z 2009 r. wykazały, że ok. 35% uczniów użyła do ściągania telefonów komórkowych, a 52% – internetu. Łatwość dostępu do informacji z użyciem coraz trudniej wykrywalnych narzędzi zwiększa szanse na bezkarne oszustwo. Firmy obsługujące programy antyplagiatowe szacują, że ok. 30% testowanych prac wykazuje podwyższony odsetek skopiowanego tekstu.

Kolejnym z wymienianych przez amerykańskich badaczy powodów oszukiwania przez młodzież jest negatywny wzór płynący ze świata dorosłych. Chodzi tutaj zarówno o bombardowanie przez media wiadomościami o kolejnych oszustwach i aferach, jak i o pozytywny wizerunek zaradnego i wzbudzającego sympatię oszusta czy złodzieja w popularnych filmach i serialach. Typ wiernego zasadom, ciężko pracującego na sukces, uczciwego bohatera z trudem przebija się na ekrany kin i telewizorów.

Typ wiernego zasadom, ciężko pracującego na sukces, uczciwego bohatera z trudem przebija się na ekrany kin i telewizorów

Jeden z głównych bohaterów bijącego rekordy popularności serialu prawniczego „Suits”, trzydziestokilkuletni Mike Ross jest oszustem. Wykonuje z powodzeniem zawód prawnika bez ukończonych studiów i egzaminu adwokackiego. Lista jego oszustw jest długa. Przed przyjęciem do pracy w jednej z najlepszych kancelarii w Nowym Jorku dorabiał, zdając za innych egzaminy wstępne i semestralne na studiach prawniczych. Wcześniej został wyrzucony z college’u za sprzedaż pytań egzaminacyjnych.

Nie ściągają czy… nie łapią na ściąganiu?

Wykrywalność oszustów jest niewiarygodnie niska. Amerykanie szacują, że tylko ok. 2% studentów zostaje złapanych na ściąganiu lub innych formach oszukiwania – stąd przekonanie, że „w USA nie ściągają”. Jedynie połowa z nich zostaje ukarana (na Uniwersytecie Harvarda ok. 5% wykrytych przypadków).

Tylko 2% studentów zostaje złapana na ściąganiu

Nowym zjawiskiem w USA są procesy wytaczane przez rodziców szkołom i nauczycielom, którzy wykryli oszustwo i ukarali studenta (sic!). Obawa przed wysokimi odszkodowaniami skłania wielu nauczycieli i szkoły do przymykania oczu. Niż demograficzny i kryzys szkolnictwa skłonił wiele gorszych szkół do liberalizacji wymogów stawianych przed studentami również w zakresie uczciwości egzaminacyjnej. Część szkół stosuje zapobiegawczo wymóg podpisania stosownego oświadczenia rodziców dotyczącego potępienia zjawiska nieuczciwości egzaminacyjnej.

Warto dodać, że obok sytuacji przymykania oczu na oszustwa zdarzają się także przypadki, w których szkoła reaguje „nadgorliwie” (jedną z takich głośnych spraw, które miały finał sądowy, opisuje artykuł z września 2014 r. na portalu AboveTheLaw.com: J. Patrice,  Cheating Scandal Embroils Law School In Federal Lawsuit).

Jak zapobiegać ściąganiu?

Jak widać, wiele zależy od wykładowców. Chociaż nie można zupełnie uwolnić studentów od odpowiedzialności, to wykładowcy odpowiadają w dużej mierze za masowe zjawisko ściągania i w efekcie za spadek jakości wykształcenia. Warto wziąć sobie do serca wyniki amerykańskich badań. Tylko współpraca studentów i wykładowców może doprowadzić do odczuwalnego polepszenia sytuacji. Powinno na tym zależeć obu stronom.

Jak walczyć ze ściąganiem? Jakie środki proponują Amerykanie? Okazuje się, że jest ich całkiem sporo, a do tego prawie nic nie kosztują. Na pewno bez zbiorowego wysiłku opisane tendencje utrzymają się, a nawet będą się nasilać.

Oto przykładowe metody zapobiegania nieuczciwości egzaminacyjnej:
– nie stosować tych samych testów na kolejnych egzaminach (na poprawkach, w kolejnych latach);
– stosować wiele różnych wersji tego samego testu na jednym egzaminie;
– nie ograniczać egzaminu tylko do testu gotowych odpowiedzi; stosować kombinowane sprawdziany i egzaminy – esej, test otwarty, test zamknięty (ewentualnie: uzależniać ocenę końcową od kilku prac różnego typu);
– odseparować studentów w taki sposób, aby nie mogli współpracować, widzieć własnych testów;
– zakazać posiadania przy sobie jakichkolwiek gadżetów elektronicznych: telefonów, smartfonów, tabletów, słuchawek itd.;
– nagrywać kamerą egzamin w celu odtworzenia zapisu;
– wyraźnie zapowiadać przed egzaminem, jakie konsekwencje czekają osobę złapaną, wyraźnie potępiać zjawisko oszustwa;
– stosować surowe sankcje dla ściągających i oszukujących;
– zawrzeć w każdym formularzu egzaminacyjnym oświadczenie studenta, że nie będzie oszukiwał/ściągał, pod rygorem odpowiedniej sankcji, podpisywanego przed przystąpieniem do egzaminu/sprawdzianu;
– opracować w ramach szkoły/wydziału zestaw zasad uczciwego postępowania, który byłby tworzony z udziałem zarówno studentów, jak i wykładowców, aby czuli się dodatkowo zobowiązani do jego przestrzegania.

Korzystałem z następujących źródeł:
– K. D. Butterfield, D. L. McCabe, L. Klebe Trevino, Academic Dishonesty in Graduate Business Programs: Prevalence, Causes, and Proposed Action, „Academy of Management Learning & Education, 2006, Vol. 5, No. 3”,
– D. Callahan, Cheating by Law School Students, www.cheatingculture.com, 4.11.2011.
– D. Clark Pope, Doing School: How We Are Creating a Generation of Stressed-Out, Materialistic and Miseducated Students, New Haven – London 2001.
– R. McMahon, Everybody Does It, „San Francisco Gate”, 6.9.2007
Cheating at School, Lawyers.com
– E Sachar, MBA Students Cheat More Than Other Grad Students, Study Finds, Bloomberg, 26.9.2006.

Dziękuję JL za wskazówki redakcyjne.

Zaszufladkowano do kategorii STUDIA - STUDIOWANIE | Otagowano , , , , , , , , , , , , | 6 komentarzy

Ankieta filmowa

Po dłuższej przerwie, korzystając z faktu, że rozpoczęła się sesja egzaminacyjna proponuję pierwszą na tej stronie ankietę. Intensywna nauka jest w czasie sesji wręcz wskazana, ale nie można zapomnieć o chwili relaksu. Chciałbym zapytać PT Czytelników i Gości tej strony o Ich ulubiony serial polityczny (pokazujący bardziej lub mniej realistycznie kulisy polityki i praktykę ustrojową). A może na liście zabrakło jakiegoś tytułu?
Zapraszam do oddawania głosów, a także do komentarzy na temat wskazanych (lub / i nieobecnych na liście) tytułów. Można wybrać 1 lub 2 tytuły z listy. Ankieta znajduje się po prawej stronie.
Wszystkim studentom życzę powodzenia w czasie sesji !
Zaszufladkowano do kategorii KUCHNIA POLITYCZNA | Jeden komentarz